8 cze 2014

Rozdział 1

Bycie samotną matką nie jest łatwe.
Sama musisz walczyć ze wszystkimi przeciwnościami, które los rzuca pod nogi; nie możesz pozwolić sobie na chociażby chwilę słabości. Czasami bywa trudno, ale to normalne, ponieważ właśnie takie jest życie – nigdy nie jest i nigdy nie będzie kolorowo. Co jakiś czas natykasz się przeszkody, udaje ci się je jednak omijać, ale masz wrażenie, że to szczęście nie będzie trwało długo. Że w końcu się potkniesz i już nigdy nie wstaniesz.
Tamtej nocy nie mogłam zmrużyć oczu. Być może wpływ na moją bezsenność miał księżyc, który pokazywał całe swoje oblicze w pełni. Gwiazdy migotały na niebie, niczym małe świecące punkciki, układając się w przeróżne konstelacje. Sophie już spała w swoim pokoju, wygodnie ułożona w łóżku. Słyszałam, jak przekręcała się z jednego boku na drugi. W rączkach ściskała misia, który był jej nieodłącznym przyjacielem.
Sophie była małą czteroletnią dziewczynką, z jasnymi, lekko kręconymi włosami. Jej zielone oczka były dla mnie całym światem i nie potrafiłam wyobrazić sobie bez niej życia. Nadała sens mojemu istnieniu wtedy, gdy wszystko wydawało mi się szare i zupełnie bezbarwne. Pokolorowała mój świat i byłam jej za to ogromnie wdzięczna. Nie musiała nic robić, bo zwykły uśmiech czy każde pojedyncze słowo, było samo w sobie dla mnie nagrodą, powodem, dla którego miałam ochotę codziennie podnosić się z łóżka.
Gdzieś w oddali włączył się alarm samochodowy, zakłócając panującą wokół ciszę. Oparłam się o zimną szybę, chłodząc tym samym rozgrzane czoło. Podziwiałam ulicę, po której jeszcze spacerowali parami ludzie, rozmawiając i śmiejąc się. Ja i Sophie również uwielbiałyśmy wieczorami przechadzać się uliczkami Londynu, oglądając witryny sklepów. Zazwyczaj były to sklepy z zabawkami, a dziewczynka zachwycała się każdą to bardziej. Pragnęłam podarować jej cały świat, ale nie mogłam. Dopiero gdy zostałam sama zrozumiałam, jak trudno jest samodzielnie żyć i jak ciężko jest zarobić na życie tak, by równocześnie zapewnić dziecku piękne dzieciństwo.
Od małego próbowałam patrzeć na życie w pozytywach, ale z biegiem lat, gdy zaczęłam dorastać, a życie stawało się coraz trudniejsze, zrozumiałam, że nie wszystko musi być dobre. Ludzie wciąż od nas odchodzą, mimo wielokrotnych zapewnień iż w każdej chwili będą. W moim przypadku ta myśl sprawdziła się w każdym znaczeniu — w najgorszym czasie, kiedy potrzebowałam kogoś bliskiego, zostałam sama. Czy to nie paradoks? Zawsze starałam się wszystkim dookoła pomagać, a nikt tej pomocy mi nie zaoferował, kiedy najbardziej tego brakowało.
Usłyszałam jak Sophie cicho wzdycha pod nosem i przekręca się na drugi bok. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na granatowe niebo, z którego zaczynały skapywać wielkie krople deszczu; do takiej pogody, z każdym mijanym dniem, zaczęłam się coraz bardziej przyzwyczajać. Słońce rzadziej wychylało się zza chmur, choć przecież było lato. Brakowało mi ciepłych dni, podczas których mogłabym spędzić z Sophie więcej czasu na zewnątrz, a nie tylko siedząc w domu. Zapewnienie dziecku rozrywki tak, by ciągle było czymś zajęte, było o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Zsunęłam nogi na podłogę. Lekko zadrżałam, gdy moje stopy dotknęły zimnej posadzki. Powoli, uważając, żeby drewniane deski nie zaskrzypiały, ruszyłam w stronę łóżka Sophie. Nachyliłam się nad nią, pocałowałam w czółko, a ona uśmiechnęła się przez sen. Dawała mi tyle szczęścia samą swoją obecnością — nigdy nie przypuszczałam, że może mnie spotkać coś tak pięknego jak miłość dziecka. Uśmiechnęłam się lekko i przykryłam dziewczynkę szczelniej kołdrą, po czym skierowałam się w stronę wyjścia z pokoju. Zapaliłam w przedpokoju światło, uprzednio cicho zamykając za sobą drzwi. Ruszyłam przed siebie, mijając po drodze pokój, który służył mi za sypialnię. Ten wieczór był dla mnie trudniejszy; Sophie długo nie chciała iść spać, ciągle opowiadając mi, jak minęło jej popołudnie w przedszkolu i jak cudowny będzie kolejny dzień. Mieli wybrać się do zoo, więc sama perspektywa tam wydawała się być dla niej tak piękna, że sen, mimo zmęczenia, nie chciał przyjść. W końcu jednak, po kolejnej przeczytanej bajce, Sophie odwróciła się na bok i zasnęła, a ja mogłam odetchnąć z ulgą.
Kiedy weszłam do kuchni, na chwilę przystanęłam w miejscu rozglądając się wokół siebie. Zwykłe drewniane szafki niczym nie wyróżniały się od innych kuchni, ale jednak były moje. Do każdego pomieszczenia w tym mieszkaniu miałam sentyment, ponieważ na jego umeblowanie zarobiłam zupełnie sama, jednak to kuchnia, a nie żaden inny pokój, była moim azylem; miejscem w którym mogłam bez problemu zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Tak jak każdego wieczoru usiadłam przy drewnianym stole, wpatrując się w swoje dłonie. Tego wieczoru byłam zmęczona jak nigdy dotąd. Bezsenność, która trapiła mnie od kilku dni, powoli zaczynała mnie wykańczać. Jedynym światełkiem w tej ciemności była Sophie, zawsze roześmiana, poprawiająca, samą swoją obecnością, humor. To było niezwykłe jak jedna, mała osoba, może tak wiele wnieść do życia. Wciąż nie potrafiłam zdać sobie sprawy z tego, jakie mam ogromne szczęście, że Sophie jest przy mnie.
Oparłam głowę o dłonie, przymykając oczy. Powieki zdawały się ciążyć, ale ja wiedziałam, że jeszcze nie mogę zasnąć.
Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Wskazówki pokazywały godzinę dwudziestą drugą, choć ja czułam, jakby był już środek nocy. Westchnęłam i podniosłam się z krzesła, wolno wlokąc się ku łazience, usytuowanej zaraz obok kuchni. Pomieszczenie było małe. Wanna, toaleta, pralka — wszystko co powinno się tam znaleźć. Szare kafelki na ścianach dodawały pomieszczeniu nieco chłodu, ale zabawki porozrzucane na podłodze eliminowały to uczucie. Podniosłam z posadzki gumową kaczuszkę, samochodzik i lalkę, której Sophie umyła włosy. Włożyłam je do koszyka, stojącego na półce.
Stanęłam przed lustrem. Wzięłam do rąk gumkę do włosów i związałam je w niedbałego kucyka, byleby nie zmoczyły się podczas kąpieli. Szybko zdjęłam wszystkie ubrania, po czym wrzuciłam je do kosza, stojącego tuż obok pralki.
Okręciłam ciepłą wodę, czekając aż wanna będzie choć w połowie pełna. Po niespełna kilku minutach weszłam do brodzika, wcześniej wlewając płynu do kąpieli. Gdy tylko moje stopy dotknęły wody poczułam, że całe ciało zaczyna się odprężać, a wszystkie problemy odchodzą w niepamięć. Oparłam głowę o brzeg wanny i zamknęłam oczy. Nie martwiłam się już o pracę; nie martwiłam się, czy aby na pewno starczy mi pieniędzy na czynsz; nie martwiłam się powrotem Olivera do Londynu. Wszystko w tamtej chwili było nieważne. Nie czułam wody, która zaczęła się robić zimna, ani nie zwracałam uwagi na dreszcze pojawiające się na mojej skórze. Dopiero po pewnym czasie ocknęłam się, wychodząc z tego dziwnego stanu odrętwienia. Podniosłam się do góry, trzymając brzegu wanny, żeby się nie poślizgnąć. Szybko założyłam na siebie piżamę, a na ramiona zarzuciłam szlafrok i wyszłam z łazienki.
Sprawdziłam jeszcze, czy oby na pewno dobrze zamknęłam drzwi, po czym powoli ruszyłam do swojej sypialni. Zanim jednak weszłam do środka, wstąpiłam jeszcze do pokoju Sophie. Oparłam się o framugę drzwi. Wpatrywałam się w małą postać — była schowana w pościeli tak bardzo, że ledwo widziałam jej włosy. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Powoli podeszłam do łóżka Sophie i nachyliłam się nad nią, całując w czoło.
— Dobranoc —  szepnęłam cicho. Wyszłam z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Gdy tylko położyłam się na łóżku poczułam, że moje powieki robią się coraz cięższe i cięższe, aż w końcu je zamknęłam. Nie zdążyłam przykryć się kołdrą, a już oddałam się w ramiona Morfeusza, pozwalając, by zabrał mnie ze sobą w świat snu. Moją ostatnią myślą było stwierdzenie, że wreszcie, po długiej walce, wygrałam z bezsennością.
~
Obudziły mnie promienie słońca, przeciskające się przez rolety. Była to jakaś zmiana, ponieważ od tygodnia, dzień w dzień, od rana do wieczora padał deszcz, jedynie z małymi przerwami. Każdego dnia towarzyszył nam deszcz i pochmurna pogoda, co nie zachęcało do wyjścia z domu. Przeciągnęłam się i powoli otworzyłam oczy. Na moje usta wkradł się mały uśmiech. Ten dzień musiał być lepszy od poprzedniego — nie przyjmowałam do siebie innej opcji.
Zerwałam się szybko z łóżka i podbiegłam do okna, odsłaniając rolety. Po deszczowej nocy nie było już śladu. Słońce mocno grzało, a na ulicy już, mimo wczesnej pory, było widać ludzi. Spojrzałam na zegarek leżący na komodzie. Dochodziła ósma, a więc nadszedł czas szykowania siebie i Sophie do wyjścia. Ruszyłam do drzwi i cicho je otworzyłam, by nie obudzić jeszcze Sophie, śpiącej, jak mi się wydawało, w pokoju obok. Zmarszczyłam brwi, kiedy usłyszałam dźwięk telewizora dochodzący z salonu. Zwykle o tej porze jeszcze spała i musiałam ją budzić.
Sophie siedziała po turecku przed telewizorem, zajadając płatki śniadaniowe. Nie zauważyła mojego przybycia. Wpatrywała się w animowane postacie, wpychając do swojej buzi jeszcze więcej smakołyków. Sytuacje, w których wstawała wcześniej ode mnie, zdarzały się rzadko, dlatego byłam jeszcze bardziej zdziwiona.
— Sophie? — zaczęłam, opierając się o drzwi. Sophie gwałtownie odwróciła się w moją stronę. Na jej małej twarzy na początku było widoczne przestraszenie, jednak po chwili uśmiechnęła się, jakby uświadamiając sobie, że mnie widzi i ma potencjalnego towarzysza do zabawy. — Czemu mnie nie obudziłaś?
— Bo spałaś — odparła krótko, próbując schować za sobą płatki tak, żebym ich nie zauważyła. Dobrze wiedziała, że nie może jeść takich smakołyków przed śniadaniem, bo jej tego po prostu zabraniałam. Dziwiłam się, kiedy na placu zabaw widziałam matki, które pozwalały swoim dzieciom za wszystko. Uważałam takie zachowanie za nieodpowiedzialne; moi rodzice, mimo bycia jedynaczką, nigdy mnie nie rozpieszczali, dlatego wychowując Sophie również się tym kierowałam. Dziewczynka ostatecznie wzruszyła ramionami i odwróciła się, wracając do oglądania filmu, nie zwracając na mnie większej uwagi.
— Idziemy zjeść śniadanie? — zapytałam w końcu, kiedy dalej byłam ignorowana.
— Tak! — krzyknęła nagle i nie czekając już na mnie, pobiegła w stronę kuchni, zostawiając na dywanie paczkę płatek. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, po czym ruszyłam za Sophie. Zmieniała zdanie co pięć minut, ale przez te lata nauczyłam się, że dzieci po prostu takie są.
Gdy weszłam do kuchni, stała na taborecie, przy oknie. Obserwowała ludzi chodzących już po ulicy, gdzieś się spieszących. Promienie słoneczne padały na twarz mojej córki, a mi od razu do głowy przyszła myśl, że tak naprawdę mam wszystko. Mając przy sobie Sophie, miałam wszystko, co tylko mogłabym mieć i niczego więcej nie potrzebowałam. Moje szczęście było z nią ściśle związane — bo to ona była moim szczęściem. W gorsze dni była promykiem, który od razu wszystko rozjaśniał. Nie potrafiłam wyobrazić sobie bez niej życia, bo uzależniła mnie od swojej obecności. W każdej sekundzie, gdy była w przedszkolu, a ja w pracy, zastanawiałam się, czy wszystko u niej w porządku, czy nie płakała, kiedy wyszłam, zostawiając ją z opiekunkami. Sophie była moją codziennością i dzięki niej życie wydawało mi się łatwiejsze, a zarazem piękniejsze.
— Sophie, zejdź z tego krzesła, bo w końcu spadniesz — powiedziałam, wyrywając się z zamyślenia. Wyjęłam z lodówki mleko. Przy okazji włączyłam radio, z którego od razu zaczęła grać muzyka. Każdego ranka towarzyszyły nam poranne audycje, jakoś łatwiej zaczynało się wtedy dzień.
— Mamo, a pójdziemy dzisiaj do parku, na plac zabaw? — Sophie ostrożnie zeszła ze stołka, a ja obserwowałam ją kątem oka, by w razie czego szybko interweniować. Od czasu, kiedy wypadła z łóżeczka będąc jeszcze niemowlęciem, byłam niesamowicie ostrożna. — Proszę, proszę, proszę!
— Dzisiaj idziesz do przedszkola — oparłam, sięgając po garnek. Wlałam do niego mleko i chwilę czekałam, nim się zagrzeje.
— Muszę? — zapytała, robiąc minę męczennika. Zaśmiałam się pod nosem. Ukucnęłam naprzeciwko Sophie, łapiąc ją za dłonie. Coś ją męczyło; zawsze w takich chwilach marszczyła czoło, jakby zastanawiając się, czy zdradzić mi, co to takiego było.
— Przecież masz tam mnóstwo koleżanek i kolegów, więc w czym jest problem?
— Główka mnie boli.
— To czemu nic mi nie powiedziałaś? — Zmarszczyłam brwi, a Sophie mocno przytuliła się do mnie, oplatając moją szyję swoimi małymi rączkami. — Nie mogłaś w nocy spać?
— Tylko raz się obudziłam, ale przytuliłam się do Rudolfa i od razu znowu zasnęłam! — powiedziała ze zdziwieniem, nadal mocno mnie trzymając i nie chcąc puścić.
— Rudolf zawsze pomaga, prawda? Musimy chyba coś na ten ból zaradzić, co ty na to? — Uśmiechnęłam się lekko, wstając z podłogi razem z Sophie na rękach. — O nie, kipi mleko, muszę je uratować! — zawołałam, stawiając dziewczynkę na ziemi, która już teraz na to pozwoliła. Zdjęłam garnek z mlekiem z gazu.
— Wyparowało? — zapytała, marszcząc brwi i stając na palcach, żeby zobaczyć stan zawartości garnuszka.
— Na szczęście nie. Wyciągnij z szuflady dwie łyżeczki.
Wyjęłam z szafki miski i rozlałam do nich mleka — w jednej mniejszą porcję, w drugiej nieco większą. Potem postawiłam obie miseczki na tatce, sięgnęłam jeszcze po płatki, które zajęły swoje miejsce obok mleka i powoli, żeby niczego nie rozlać, ruszyłam w stronę stołu. Sophie oczywiście siedziała, trzymając w ręku łyżeczkę. Po nocnym bólu głowy nie było już żadnego śladu, zupełnie jakby o nim zapomniała. Uśmiechała się szeroko, jakby właśnie zaczął się jej najlepszy dzień w życiu.
— A miód?
— A nóżki masz?
— A… — zaczęła, ale z braku pomysłu na odpowiedź zrezygnowała z próby dokończenia swojej wypowiedzi. Wstała z krzesła i sama podreptała po miód, stojący na szafce. Po chwili wróciła ze słoikiem podając mi go, abym odkręciła. Łyżeczką nabrałam miodu i dodałam do mleka Sophie. Sama dosypała sobie płatek śniadaniowych, po czym zaczęła jeść.
Przez pewien czas było słychać jedynie obijanie łyżek o dno miski. Jedynym innym dźwiękiem była nieznana mi piosenka, która właśnie leciała w radiu. Sophie spojrzała na mnie i roześmiała się, a ja zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi.
— Mamo, to nasza piosenka!
— Nasza piosenka? — zapytałam, podnosząc do góry brew. Wstałam z krzesła, po czym zebrałam ze stołu miski i włożyłam je do zlewu. Miałam zacząć je myć, kiedy Sophie podeszła do mnie, złapała za dłonie i zaczęła tańczyć. Idąc za jej przykładem również zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Głośno się śmiałam, obserwując radość dziewczynki. Ten dzień musiał się udać. Nie zawsze musiało być przecież tak, jak poprzedniego dnia, kiedy myśli przytłoczyły mnie i nie dały poprawnie funkcjonować. Kluczem do mojego szczęścia od czterech lat była Sophie, a ja musiałam zacząć to w końcu dostrzegać. W złych chwilach powinnam myśleć o tej małej istocie, która pokolorowała mój świat. Pojawiła się nagle, ale nie zmieniało to faktu, że kochałam ją całą sobą. Niczego w życiu nie mogłam być pewna oprócz jednego uczucia —miłości matki do dziecka.
— A teraz szybko leć myć ząbki — powiedziałam, kiedy piosenka skończyła się, zastąpiona przez poranne wiadomości. Sophie zrobiła minę pokrzywdzonego dziecka przez własną matkę, trochę się naburmuszyła i bardzo powoli ruszyła w stronę łazienki.
Podeszłam do zlewu, w którym stały brudne naczynia. Szybko umyłam dwie miski i talerzyki, nie zwracając już nawet uwagi, czy dobrze je wyszorowałam. Mężczyzna, który prowadził poranne wiadomości w radiu poinformował, że zbliża się za piętnaście dziewiąta. Wszystkim słuchaczom życzył miłego dnia i puścił kolejną, tym razem smutniejszą piosenkę, przywodzącą wiele niechcianych wspomnień. Potrząsnęłam głową pozbywając się tych myśli, odstawiając je na wieczór. To noc była porą na wspomnienia. W dzień każdy zaszywał się z gorszymi myślami w świetle słońca.
Ruszyłam w stronę łazienki. Sophie siedziała na brzegu wanny i powoli myła ząbki.
— Jak już je dobrze wyszorowałaś, to idź się już ubierać, żebyśmy znowu nie spóźniły się do przedszkola.
Dziewczynka spojrzała na mnie, zeskoczyła z wanny i podeszła do umywalki, do której ledwie dosięgała, by wypłukać buzię. Potem szybko popędziła do swojego pokoju, żeby zacząć szykować się do wyjścia — a więc musiała spakować kilka zabawek, bez których nie mogła wyjść z domu. Ja przeszłam do swojego pokoju, by wreszcie zacząć się szykować. Wiedziałam, że tego dnia znowu spóźnię się do pracy; miałam tylko nadzieję, że mój szef również postanowi przyjść nieco później. Otworzyłam szafę na oścież. W mojej garderobie przeważały ciemne ubrania. Czarne marynarki, spódnice do kolan i koszule w stonowanych kolorach. Jedynie na dnie szafy leżało kilka rozciągniętych swetrów, spodnie, dresy, które zazwyczaj nosiłam tylko po domu. Wybrałam ubrania i wróciłam do łazienki, chcąc się odświeżyć, zanim wyjdziemy z domu.
Stanęłam przed lustrem. Rozczesałam dokładne włosy, robiąc sobie wysokiego kucyka. Na usta nałożyłam najzwyklejszą pomadkę, a rzęsy pomalowałam tuszem. Włosy spryskałam jeszcze lekko lakierem do utrwalenia fryzury, by nie musieć jej później poprawiać w pracy.
— Sophie, radzisz sobie? — krzyknęłam, wracając do pokoju.
— Tak! — Jej piskliwy głos wcale nie przekonywał mnie, że idzie jej dobrze. Szybko założyłam na siebie naszykowane wcześniej ubrania, po czym skierowałam się do pomieszczenia obok.
Sophie stała przed komodą, z której zostały powyciągane wszystkie ubrania. Leżały na podłodze, a dziewczynka rozglądała się wokół siebie, zastanawiając się co dzisiaj wybrać. Ciągle miała na sobie piżamę. Ze zdezorientowaną miną przeglądała każde ubranie, po chwili odrzucając je ze złością za siebie. Jedynie na łóżku był już naszykowany plecak, w którym zauważyłam kilka lalek.
— Może ci pomóc? — zapytałam, ujawniając swoją obecność. Sophie spojrzała na mnie, kiwając twierdząco głową.
Stanęłam obok niej i ukucnęłam. Rozejrzałam się po wszystkich ubraniach. Wybrałam białą bluzkę z kolorowymi napisami i zwykle spodenki. Kiedy Sophie była już gotowa do wyjścia, zabrała swój mały plecak, misia Rudolfa pod rękę i obie ruszyłyśmy w stronę drzwi wyjściowych.

Od zawsze obserwowałem ludzi. Obserwacja jest dobrym sposobem na poznanie człowieka. Wszystko można wyczytać z oczu, postawy i zachowania. Problemy, z jakimi boryka się dana osoba, co przeszła w swoim życiu; jaka przeszłość się za nią ciągnie, gdy nie może się z nią do końca uporać. W moim zawodzie umiejętność obserwacji była ogromną zaletą. Ze spokojem patrzyłem na płaczące matki, chociaż w środku trząsłem się z bezsilności na samą myśl, że nie mogę i nie potrafię im już pomóc. Widziałem to, co przeżywają, kiedy przekazywałem im informacje, które rozrywały ich serca na strzępki. Widziałem bezgraniczny smutek w oczach i zwykłą bezradność. Na moich oczach ich świat doszczętnie się rozpadał, zostawiając po sobie tylko ruiny. Patrzenie na takie sytuacje nie było dla mnie łatwe.
Nie raz musiałem wyładowywać złość na przedmiotach, które jakimś cudem znalazły się pod moimi rękami. Nie raz nocami topiłem swoje smutki w alkoholu, próbując zapomnieć o tym kim byłem, jestem i już zawsze będę. Próbowałem się pogodzić z tym faktem, ale nadaremnie. Jedynym wyjściem było zrehabilitowanie się, odcięcie się od wszystkich znajomych i rozpoczęcie drugiego życia, zupełnie sam, z daleka od dawnego świata, który kiedyś był moim domem. Musiałem zacząć swoje życie od nowa, nauczyć się żyć tak, by wreszcie widzieć jakieś pozytywy — uśmiech posyłany w moją stronę przez przypadkowego człowieka czy życzliwą starszą panią w sklepie. Jedynym wyjściem na lepsze życie było zaczęcie dostrzegać dobra w najmniejszych rzeczach. Nie było to jednak takie łatwe, bo okazało się, że byłem więźniem. Więźniem samego siebie, więźniem przeszłości, więźniem popełnionych niegdyś błędów.
Kim więc jestem?
Nazywam się Draco Malfoy. Jestem człowiekiem, za którym ciągną się cienie przeszłości, nie chcąc zostawić mnie w spokoju. Człowiekiem, który patrzył na morderstwa z przekonaniem, że nie może nic zrobić, by uratować choć jedno ludzkie życie. Człowiekiem, który jest niewolnikiem. Niewolnikiem własnych wspomnień.

— Draco, czy ty możesz udać się już do domu? Twoja zmiana skończyła się już dwie godziny temu, a ty nadal tu siedzisz. Jesteś niepoważny. — Podniesiony głos wybudził mnie z krótkiej drzemki. Mój kark domagał się porządnego masażu lub chociaż spania w normalnej pozycji, na miękkim łóżku.
— Jeszcze chwilę, Megan — mruknąłem w odpowiedzi, nie podnosząc nawet do góry wzroku.
Megan Hughes była jedną z pielęgniarek na oddziale, na którym pracowałem. Była osobą niezwykle ciepłą i skromną. Swoimi kiepskim żartami potrafiła wszystkich dookoła rozbawiać, a uśmiech nigdy nie znikał z jej twarzy. Mimo że była szczęśliwa, miała za sobą ciężką przeszłość, a szczegóły znało niewiele osób — to przede mną się otworzyła i opowiadania historię swojego życia, choć wcale jej o to nie prosiłem. Potrzebowała w tym czasie kogoś, kto mógłby jej wysłuchać, nie przerywając. Długi czas nie mogłem zrozumieć, czemu to właśnie mi postanowiła zaufać, jednak nigdy nie poznałem odpowiedzi. Czasem nurtujące pytania muszą pozostać tylko pytaniami.
Przetarłem zmęczone oczy i wstałem w fotela. Podszedłem do dużego okna, które oświetlało cały gabinet. Dzisiejszego dnia miałem nocną zmianę. Niewiele się działo, chociaż i tak chodziłem po całym oddziale i zaglądałem do pacjentów, chcąc samemu się przekonać, czy wszystko u nich w porządku. Teraz słońce powoli budziło się do życia, wychylając się zza horyzontu. Niebo było czyste, nieskalane chmurami.
— Masz natychmiast jechać do domu i przyjechać dopiero na swój dyżur. I żebym cię tu wcześniej nie widziała.
Jej stanowczy głos sprawił, że nie chciałem protestować. Odwróciłem się w stronę kobiety. W rękach trzymała mokrą ściereczkę i ścierała kurz, który osiadł na półkach na jednym z regałów. Ubrana była w zwykły fartuch pielęgniarki, a włosy spięła w luźnego koka, by nie przeszkadzały jej w pracy. Była ode mnie starsza i traktowała mnie bardziej jak syna, którego nie miała, a nie jak kolegę z pracy. Na jej twarzy można już było dostrzec kilka zmarszczek — miała czterdzieści pięć lat. Miesiąc wcześniej cały zespół w szpitalu zorganizował przyjęcie urodzinowe z okazji jej urodzin. Zaskoczona mina kobiety była warta kilku godzin intensywnych przygotowań.
Megan opowiedziała mi historię swojego życia podczas mojego stażu w szpitalu. Jako stażysta nie mogłem wykonywać skomplikowanych zabiegów, dlatego głównie pomagałem pielęgniarkom w prostych czynnościach, przyglądając się ich pracy. Od samego początku Megan mnie zaintrygowała; widziałem z jaką czułością zajmowała się pacjentami, jak dla każdego potrafiła znaleźć chwilę czasu, by porozmawiać. Ta praca była tym, co napędzało ją do życia, znalazła w niej swoje ukojenie, szczęście.

Po pierwszym dniu stażu w szpitalu, który był przepełniony emocjami, ruszyłem w stronę bufetu. Miałem ochotę napić się czegoś mocniejszego, ale zostały mi jeszcze trzy godziny do końca mojej zmiany, więc na tę chwilę musiałem zadowolić się zwykłą kawą. Wybierając zawód lekarza — mugolskiego lekarza — nie przypuszczałem, że może być tak trudno. Medycyna była trudną dziedziną, ale przynoszącą wiele satysfakcji. Wiedziałem, że matka byłaby ze mnie dumna, gdyby wiedziała, jak zacząłem układać sobie życie, a przecież właśnie tego dla mnie chciała: dobrego życia, pozbawionego przeszłości.
Usiadłem przy jednym ze stolików przy oknie. Stąd miałem idealny widok na parking szpitala. Mimo że zapadł już wieczór, wciąż stało wiele samochodów. Bliscy nie tak łatwo chcieli się rozstać z tymi, którzy zostawali na oddziałach. Dla niektórych perspektywa zostawienia kogoś wiązała się z obawą, czy kolejnego dnia uda im się jeszcze porozmawiać. Szpitale uczyły pokory, doceniania tego, co się ma w danym momencie życia.
— Coś podać? — Usłyszałem tuż obok mnie. Podniosłem wzrok do góry i zauważyłem stojącą obok mnie kelnerkę, trzymającą w dłoniach notes i długopis. Uśmiechnęła się, jakby zauważając, że wytrąciła mnie z rozmyślania.
— Poproszę kawę nierozpuszczalną.
Kobieta skinęła głową i odeszła z powrotem w stronę baru. Sekunda mijała za sekundą, minuta za minutą, a ja miałem wrażenie, że czas płynął dwa razy wolniej. Nie mogąc skupić się na niczym konkretnym, rozglądałem się wokół siebie, przypatrując się każdej osobie z osobna. Jedna z kobiet, siedzących dwa stoliki obok, miała podkrążone oczy, siedziała zgarbiona i usiłowała zjeść obiad, który niedawno podała jej kelnerka. Dłubała widelcem w potrawie, jakby powstrzymywała się od głośnego płaczu. Podpierając głowę dłonią, chowała swoją twarz za włosami, najwyraźniej nie chcąc, aby ktokolwiek widział ją w tym stanie. Śmiało mogłem przypuszczać, że owa kobieta albo kogoś straciła, albo właśnie traci.
— Mogę się dosiąść?
Podniosłem wzrok do góry, napotykając brązowe oczy. Przede mną stała kobieta, mająca około czterdziestu lat; była ubrana w fartuch pielęgniarki. Tego dnia widziałem ją kilka razy na oddziale; miałem wrażenie, że przygląda mi się z uwagą, jakby chciała mnie rozszyfrować, zrozumieć co właściwie robię w tym miejscu. W dłoniach trzymała jakiś notes.
— Tak, proszę.
— Wszystkie stoliki pozajmowane, jak nigdy dotąd — powiedziała, odsuwając swoje krzesło i siadając. Uśmiechnąłem się lekko w jej stronę, widząc, że nie ma zamiaru milczeć. Może dobrze się złożyło? Potrzebowałem kompana do rozmowy, bo gdy wracałem do mieszkania, towarzyszyła mi tylko cisza. A w ciszy człowiek zmaga się ze zbyt wieloma bolesnymi wspomnieniami, przeszywającymi duszę na wskroś. W każdej sekundzie, jakby chciały udowodnić, że przeszłość jest ze mną w każdej chwili mojego życia i nigdy się jej nie pozbędę. — Pierwszy dzień?
W odpowiedzi pokiwałem twierdząco głową. Kelnerka właśnie przyniosła mi kawę, wraz z cukierniczką. Megan zamówiła herbatę i ciastko, uprzednio pytając mnie kilka razy, czy na pewno też nie chcę nic zjeść.
— Pierwsze dni zawsze są najtrudniejsze. Z czasem będzie lżej, zobaczysz.
— Mam nadzieję — odparłem, upijając łyk kawy.
Przez jakiś czas między nami panowała niczym niezmącona cisza. Nieznajoma kobieta chwilowo zajęła się sobą: pisała coś w dzienniczku, a ja obserwowałem ją i piłem czarną, zbawienną dla mnie tego dnia, ciecz. Kilka razy nasze spojrzenia się spotkały. I pomyślałem tylko o tym, jak smutne są jej oczy.
— Opowiedz mi o sobie — zaczęła nagle kobieta, kładąc notatnik na stoliku.
— Nie jestem przyzwyczajony zwierzać się obcym ludziom.
— Jesteś nieufny wobec innych. Dobrze, a więc powiedz mi tylko, jak masz na imię?
Z jakiegoś powodu wierzyłem w dobre intencje tej kobiety. Wydawała mi się osobą, która wiele przeszła w swoim życiu i pragnie pomóc innym. Swoim zachowaniem przypominała mi moją matkę, co tylko wzmacniało moje zaufanie do niej. Kilkanaście miesięcy samotności sprawiło, że ciągle kumulowałem w sobie wszystkie emocje, przez ten czas zbierałem złość na świat, złość na moją przeszłość. Trudno było mi się pogodzić z faktem, iż byłem zmuszony zacząć życie z dala od tego, co łączyło mnie z tym, co było kiedyś. Zniknąłem tak, jak gdyby nigdy bym nie istniał. Teraz pojawił się ktoś, kto chciał mnie wysłuchać i chciałem komuś wreszcie zaufać. Wierzyć, że ktoś może być dobry i mieć tylko i wyłącznie takie intencje.
— Mam na imię Draco.
— To bardzo ciekawe imię, nigdy nie spotkałam się z podobnym. — Uśmiechnąłem się, słysząc jej słowa. — A więc skąd wziąłeś się w Denver, Draco?
— Powiedzmy, że w przeszłości nie byłem dobrym człowiekiem. Podejmowałem złe decyzje, przez które musiałem ponieść konsekwencje. Dla większości osób byłem przesiąknięty złem do szpiku i nic ani nikt nie mogło tego zmienić. Tak często słyszałem te słowa, że po pewnym czasie zacząłem w nie wierzyć. Matka powiedziała, żebym zaczął nowe życie gdzieś indziej. Gdziekolwiek, z dala od wszystkich ludzi, którzy przypisywali mi same złe cechy. Nikt nie widział we mnie nic dobrego, oprócz matki. To ona jako jedyna zawsze we mnie wierzyła. Postanowiłem więc rzeczywiście wyjechać, zostawić za sobą tamto życie. Chciałem zacząć wszystko od nowa, ale jak się okazało złe wspomnienia postanowiły nękać mnie każdej nocy, każdego dnia. Czułem się winny, wstydziłem się swojej przeszłości. Chciałem się zrehabilitować, dlatego mnie teraz tutaj pani widzi. Kilka lat temu niszczyłem życia ludziom; teraz postanowiłem je ratować.
Między nami zapadła długa cisza. Ja wpatrywałem się w oczy nieznajomej kobiety, a ona patrzyła w moje, jakby próbując wyczytać, czy to co mówię, jest prawdą. Wszystkie słowa, które wypowiedziałem, były potokiem, który w odpowiednim momencie postanowił ze mnie wypłynąć.
— Spotkało cię wiele złego, Draco, ale jestem pewna, że twoja matka byłaby z ciebie dumna. Jesteś dobrym człowiekiem, widzę to.
— A pani? Jaka jest pani historia? — zapytałem, chcąc już zmienić temat. Nie chciałem ciągle być w centrum uwagi, nie chciałem tylko mówić, ale też słuchać.
— Moja historia zaczęła się ponad dziesięć lat temu, kiedy związałam się z człowiekiem, w którym byłam szaleńczo zakochana. Jak wiadomo, zakochani świata nie widzą poza sobą. Byłam tylko ja i on. Nie dostrzegałam problemów wokół mnie. Zachowywałam się jak egoistka. Potem wiadomo był ślub i bardzo skromne wesele. Nie zauważyłam, kiedy mój mąż zaczął pić coraz więcej alkoholu, a co za tym szło, stawał się bardziej agresywny. W końcu zaszłam w ciążę. Oczekiwałam wybuchu radości, a jedyne co zastałam, to agresję i złość. Pobił mnie do nieprzytomności. Straciłam dziecko. W ucieczce pomogła mi moja siostra. Nie potrafiłam żyć z człowiekiem, który zabił moje dziecko. Nie chciałam żyć z takim człowiekiem, bo dobrze wiedziałam, że on się nie zmieni. Postanowiłam przenieść się na inny kontynent. Zaczęłam nowe życie tutaj, w Dener. Ot, moja historia, Draco…
— Dobrze, że była przy pani siostra i pomogła…
— Mów mi proszę Megan. Megan Hughes — przerwała mi, zakładając na ucho zabłąkany kosmyk włosów.
— Draco Malfoy.
Uśmiechnąłem się w jej stronę, a ona go odwzajemniła. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, tym razem na lżejsze tematy. Po kilkunastu minutach oboje zebraliśmy się do wyjścia. Zapłaciłem za kawę, po czym wróciłem do pracy, by dokończyć swoją zmianę, tym razem już z lepszym nastawieniem i z poczuciem, że ludzie w tym miejscu są dobrzy. Z myślą, iż może naprawdę czeka mnie w tym miejscu dobre życie.
Od tego dnia staliśmy się, można powiedzieć, przyjaciółmi. Nie miałem nikogo oprócz niej. I nigdy nie żałowałem, że zwierzyłem się Megan Hughes.

— Zawiesiłeś się?
Głos kobiety przywrócił mnie z powrotem na ziemię. Megan patrzyła na mnie zatroskanym wzrokiem. Pokiwałem twierdząco głową, przecierając oczy. Zdjąłem z siebie fartuch, wieszając go na oparciu fotela.
— Lepiej pojadę do domu porządnie się wyspać — powiedziałem, zbierając dokumenty porozkładane na biurku, po czym schowałem je do teczki. Założyłem kurtkę wiedząc, że o tak wczesnej porze na zewnątrz będzie chłodniej.
— Tylko nie jedź w tym stanie samochodem. Zamów sobie taksówkę.
— Dobrze, Megan. — Zaśmiałem się, wymijając kobietę w drzwiach. — Do zobaczenia jutro rano! — krzyknąłem, kierując się w stronę windy.

Gdy wszedłem do mieszkania, od razu skierowałem się w stronę mojego pokoju. Nie miałem nawet zamiaru się przebierać — od razu położyłem się na łóżku i nim zdążyłem o czymkolwiek pomyśleć, zasnąłem.

68 komentarzy:

  1. Cholernie podobał mi się ten rozdział, M!
    Widać, że przyjemnie Ci się go pisało. Lekko się czyta, z uśmiechem na ustach w niektórych momentach.
    Fabuła mnie strasznie zaciekawiła i chcę więcej, więcej, więcej!
    Także czekam już na nowy rozdział.

    Pozdrawiam Cię i życzę dużo weny,
    Avada.
    http://prohibiti-amare-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się cieszę, że Ci się spodobał ten rozdział!
      Dziękuję, dziękuje :)

      M.

      Usuń
  2. Po pierwsze - ja to kiedyś się zabije, że oglądałam Egzorcystę i przez to nie skomentowałam pierwsza :c
    A po drugie to rozdział oczywiście ujsisjuzbsj *-* Wszystko jest super napisane, jak zawsze ;) A Forks mi się kojarzy ze Zmierzchem! ;D
    Dracze ma fajną koleżankę a Hermiona Sophie, która jest taaaaka słodka :*

    No i po trzecie - STO LAT STO LAT NIECH ŻYJE ŻYJE NAM!
    Nie mogłam się powstrzymać :p
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, nie zabijaj się, bez przesady xD Egzorcysta? Br... Nienawidzę horrorów :D
      Dziękuję. Cieszę się bardzo, że Ci się spodobał rozdział. :)
      Mi Forks kojarzy się z... Forks xD
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  3. Przede wszystkim witaj z powrotem M. :) !
    Cieszę się, że mogę po raz kolejny czytać opowiadanie Twojego autorstwa, które zapowiada się niezwykle ciekawie. Bardzo ciekawi mnie Draco.Jestem ciekawa tego, jakich wspomnień jest niewolnikiem. Poza tym Hermiona i Sophie. Trudno mi uwierzyć, że przyjaciele od tak odwrócili się od Miony. Musiało stać się coś wielkiego! Huh, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.:)
    Urodzinki masz/miałaś.:) Nie martw się, stara jeszcze nie jesteś, są starsi.;) Tak więc skoro mam okazję, to chciałabym Ci życzyć w tym szczególnym dniu standardowo zdrowia, szczęścia, pomyślności, miłości, ale także spełniania własnych marzeń, wytrwałości w dążeniu do postawionych sobie celów. Przyjaźni szczerej, wiernej, bezgranicznej. Weny, która cię nie opuści, pomysłów szalonych, zabawy i radości, uśmiechu na co dzień i wszystkiego, czego sama pragniesz w swojej duszy, w swoim sercu.:) STO LAT ! :) :* ♥ ♥ ♥
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, witam!
      A ja się cieszę, że po raz kolejny mogę coś napisać. Cieszę się, że to opowiadanie zaciekawiło Cię. :) Wszystko będzie wytłumaczone dlaczego, jak i kiedy. Nie tylko Draco jest niewolnikiem swoich wspomnień, ale także Hermiona. :)
      Za pisanie kolejnego rozdziału wezmę się dopiero za tydzień, kiedy będę miała już wszystkie oceny wystawione. :)
      Urodzinki dzisiaj mam! Ale ja się tak staro czuję, że tragedia. Pamiętam jeszcze jak do przedszkola chodziłam, a teraz w liceum już ;_;
      Jeju, dziękuję za wszystko, czego mi życzyłaś! To naprawdę bardzo miłe. Mam nadzieję, że owe życzenia będą się spełniały. Jeszcze raz dziękuję :)

      M.

      Usuń
  4. Kochana, wiesz, że czekałam na Twój powrót bardzo, bardzo niecierpliwie i trzymałam kciuki za tego nowego bloga. Nie mogłam się doczekać pierwszego rozdziału.
    To,co przeczytałam wzbudziło we mnie takie uczucia, że musiałem odczekać kilka godzin, żeby wziąć się za skomentowanie.
    Masz niezwykły dar do opisywania spraw naturalnych, takich małych zdarzeń, które są w normalnym życiu. Hermiona i Sophie.. Ahh.. Tak przyjemnie czytało się te sceny. Wydaje mi się, że ten ból głowy nie był zwykłym bólem głowy. Wydaje mi się, że Olivier jest Olivierem Woodem i ma coś wspólnego z Hermioną... Cholera... Tyle już bym chciała wiedzieć. Widać, że wszystko masz dokładnie przemyślane.
    Draco... Ahh.. Nowe życie, nowa praca, zupełnie inny człowieka, ale nadal z przeszłością. Niesamowite! I ta nietypowa przyjaźń...
    Wydaje mi się, że niedługo Hermiona i Sophie zawitają do Forks, bo będą potrzebowały pomocy Dracona.
    Kochana, naprawdę jest pod WIELKIM wrażeniem. Wiesz, że w Ciebie wierzę i zawsze będę trzymać za Ciebie kciuki?
    Urodziny!!!!! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Niech spełni się każde Twoje marzenie! Życzę Ci miłości, jak z opowiadań, które piszesz i czytasz. Życzę Ci szczęścia, spełnienia i wiary w siebie. Wszystkiego wszystkiego co najlepsze! <3

    mam nadzieję, że szybko napiszesz kolejny rozdział <3 <3
    Pozdrawiam,
    Edge

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, aż nie wiem co powiedzieć. Twój komentarz wywołał u mnie łzy w oczach :)
      Właśnie co to scen z Hermioną i Sophie miałam największe obawy. Wydawały mi się nieco nienaturalne, przynajmniej takie jest moje odczucie.
      Olivier rzeczywiście jest Olivierem Woodem. W następnych rozdziałach postaram się wszystko wyjaśniać. Ogólny zarys historii w głowie mam, ale wiadomo, że pewnie jeszcze po drodze coś zmienię, jak to ja :)
      Historia Draco również będzie dokładniej opisana.
      Naprawdę bardzo miło mi słyszeć takie słowa! Przed samą publikacją miałam wątpliwości, czy oby na pewno dobrze robię publikując kolejną historię.
      Dziękuję! Ah... Gdyby taka miłość była realna... Jeszcze raz dziękuję <3
      Postaram się. Dla Was.

      M.

      Usuń
  5. świetny początek :) może i niewiele się dzieje, ale początki właśnie takie są, no i zaciekawiłaś mnie tym rozdziałem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten rozdział Ci się spodobał. Starałam się. :)

      M.

      Usuń
  6. Na początku !
    Wszystkiego Najlepszego !
    A teraz te inne sprawy:
    1. Za krótki.
    2.Za krótki
    3.Za krótki
    .
    .
    .
    .
    (kopnięta ósemka później ) Za krótki.
    Rozdział podobał mi się, nawet bardzo! Sophie- cudne imię, jeszcze cudniejsza dziewczynka!
    Tak wyobrażałam sobie Hermionę jako matkę, taką na luzie, a jednocześnie mamę kwoczkę <3
    Draco... co tu dużo mówić, samo to słowo wyraża milion wyrazów :)
    Polubiłam Megan, współczuje jej, że przez takie piekło przeszła!
    To chyba wszysko..., a nie !
    Za krótki.
    Pozdrawiam
    Layls

    dramione-teatr-uczuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :)
      Ej no, rozdział ma prawie 7 stron. :D
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał. Mi również imię Sophie bardzo się podoba :)
      Megan ciągle gdzieś będzie.
      A Draco... Z nim jest dokładnie tak samo, jak napisałaś :)

      M.

      Usuń
  7. Hah blogspot jest denerwujący nie ma co.
    Napsiałam długi i piękny komentarz a on tymczasem się zablokował.
    Normalnie masakra jakaś.
    zacznę więc od początku.
    Przeczytałam jednym tchem.
    Już dawno mi się to nie zdarzyło i naprawdę mnie wciągnęłaś.
    Oczywiście od razu zwróciłam uwagę na Draco.
    Zaczął całkiem inne życie.
    Nigdy nie myślałam że zobaczę go w takiej niezwykłenj roli.
    No i oczywiście Hermiona i Sophie.
    Już nie mogę się doczekac gdy dojdzie do ich spotkania bo pewnie dojdzie.
    Pozostaje mi pozdrowić serdecznie i liczyć że nowy rozdział pojawi się już wkrótce.
    znalazłaś we mnie czytelniczkę i już dodaje do Obserwowanych.
    Postaram się na bieżąco komentować Twoją historię i lepiej poznać jej bohaterów.
    tymczaasem pozdrawiam mocno.

    http://amara-ultionis.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie dzisiaj blogspot coś szwankuje, bo mi kilka razy nie dodał komentarza na innych blogach.
      Cieszę się, że ten rozdział Cię wciągnął :)
      Do ich spotkania dojdzie, ale trochę później. Przynajmniej taki mam plan.
      Niestety nie jestem w stanie podać daty kolejnego rozdziału, ale postaram się napisać go w miarę szybko.

      M.

      Usuń
  8. A ja wiem, co się stanie z Sophie i właśnie to mnie smuci. :c
    Ale cii, nie będę spojlerować!
    Więc, po pierwsze, bardzo się cieszę, że wróciłaś. Tralala, wiedziałam, że tak będzie. Od tego nie da się uciec, niestety.
    Opowiadanie jest perfekcyjnie, czytałam je już, kiedy zaczęłaś je pisać jako autorskie, no więc mniej więcej wiem, co się dalej wydarzy. Ale przejdźmy do rozdziału.
    Zazwyczaj nie podobają mi się wstępy i rozdziały pierwsze, po prostu nic się w nich nie dzieje i człowiek zasypia, czytając. Ale Twój rozdział mi się podobał (nic nowego, co nie? XD) I fajnie że dodałaś trochę nowych bohaterów - Sophie i Megan - a nie tylko stereotypowych bohaterów z HP.

    I jestem bardzo dumna, że wróciłaś. Kocham mocno :c
    I po raz kolejny sto lat, Myszko. Składałam Ci już życzenia z 50 razy, ale złożę jeszcze raz. Wszystkiego, co najlepsze, Kocie! <3

    Całusy, Vilene (nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się stanie z Sophie? O: Kurde, wiesz więcej ode mnie. Co to będzie, co to będzie.
      No przecież, wszystko co moje musi Ci się podobać, innej opcji nie ma. xD
      Ja też jestem z siebie dumna, o tak. Teraz tylko żeby wszystko mi wyszło :')
      Dziękuję jeszcze raz! Za pamięć o mnie, o moich urodzinkach i ogólnie za wszystko. <3

      M.

      Usuń
  9. Fajny pierwszy rozdział, intrygujesz a to jest wielki atut. Forks kojarzy mi się z Zmierzchem heh, myślę, że będę tu często wpadać ♥ Życzę weny.
    http://the-streetangel.blogspot.com/ - zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaintrygować.
      Dzięki. :)
      Spróbuję do Ciebie wpaść, gdy już ten szał w szkole opadnie, oceny będą wystawione.

      M.

      Usuń
  10. Siedzę w autobusie po pierwszym zdanym egzaminie i wreszcie mam sekundę czasu, żeby przeczytać Twój rozdział. Kochanie wyszło Ci świetnie! Opisałaś wszystko bardzo realistycznie i z tak wielką delikatnością, że aż zaparło mi dech. Jedynym do czego mogę się doczepić to napisane przez Ciebie słowo "anonimowanych" :D pisze się, i mówi zresztą też, "animowanych". Reszta jest perfekcyjna i mimo, że wiem o czym będzie ta historia ( w końcu czytałam fragment kiedyś;)) to będę śledzić!
    Brawo, witaj z powrotem (wiedziałam, że wrócisz :D ) i jeszcze raz najwspanialszego <3
    M.D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję zdanego egzaminu! :D
      Uf, cieszę się, że jednak dobrze mi wyszedł ten rozdział.
      Haha, nawet nie skapnęłam się z "anonimowanych" xD
      Dziękuję :)

      M.

      Usuń
  11. Kochana M !!!

    Myślę sobie zajrzę i przeczytam początek :D
    A po pracy na spokojnie, w domu usiądę i przeanalizuje...
    Coś mi nie wyszło...
    Jak tylko przeczytałam pierwsze dwa zdania doszłam do wniosku, że muszę czytać dalej :D
    O to moje zdanie :P

    Jesteś kapitalna.
    Hermiona jest bardzo dojrzała lubię ją w tej wersji.
    Z drugiej strony czuje niedosyt jej osoby.
    Córeczkę ma idealną - chwilowo myślałam, że mała mówi o bólu głowy, ponieważ nie chcę iść do przedszkola - że się czegoś obawia...
    A potem bardzo mnie to zmartwiło.

    Kolejna sprawa blondyneczka - trochę mi to podjeżdża Draczem :D

    Co do DRACONA - uwielbiam go. W każdej wersji :)

    Ciekawi mnie o co nadal ma do siebie wyrzuty.

    Jestem zachwycona Twoim opowiadaniem.
    Jestem oczarowana....
    Cudownie piszesz...
    Masz tak lekki styl pisania :)
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie już nie długo. :)

    Dodaje Cię do listy moich blogów u mnie :)
    I będę Ci odwiedzać napewno :*

    Całuje Effy :*

    P.S. Wszystkiego najlepszego. Spełnienia najskrytszych marzeń :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję bardzo za takie miłe słowa! Nawet nie wiem czy na nie zasługuję :)
      Wszystko będzie dokładnie opisane w późniejszych rozdziałach. Sophie nie jest córką Draco! Był nawet taki fragment, że Hermiona obawiała się powrotu Oliviera do Londynu. :)
      Ojej, cieszę się bardzo, że rozdział Ci się spodobał.
      Dziękuję za życzenia! <3

      M.

      Usuń
  12. Super rozdział :) Nie mogę doczekać się następnego :)
    To będzie wspaniałe opowiadanie ;)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że do mnie wpadłaś :)

      M.

      Usuń
  13. Ciekawie,ciekawie :)
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.
    Zapraszam na ron-hermiona-draco-dramione.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Dodałaś coś nowego na bloga?

      M.

      Usuń
  14. ciekawy rozdział, przemyślany co do szczegółu, lekko się czyta.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi słyszeć te słowa, dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  15. Świetny rozdział! Coś czuję, że zostanę tu na dłużej :)

    Cześć! Chciałabym Cię zaprosić na mojego bloga, który liczy sobie 14 rozdziałów, a będzie jeszcze więcej :) Blog jest o Dramione, nauka w Hogwarcie, na ostatnim roku :) Chciałabym, aby każdy wyraził opinię na temat tego co piszę. Mam nadzieję, że zostawisz po sobie jakiś ślad i może zostaniesz moją stałą czytelniczką :) Pozdrawiam i jeszcze raz zapraszam, a oto link: http://jednoczesniedwieosoby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że rzeczywiście przeczytałaś choć zdanie tego rozdziału. :)
      Spróbuje do Ciebie wpaść, kiedy wszystkie oceny zostaną już w szkole wystawione i nie będzie nauki.

      M.

      Usuń
  16. Jestem pod wrażeniem! Nie czytałam twojego poprzedniego opowiadania, ale widzę ..że to będę chłonęła.
    Draco jako lekarz, pasuję to do niego.
    Bardzo cieszę się na następny rozdział.

    Nudno nie było. Cenie właśnie momenty, które nie są przepełnione akcją a jednak tak wciągające.
    Pozdrawiam,
    i zapraszam do mnie! :D Jest ciężko, ale nie zamierzam się poddać. Cieszyła by mnie twoja opinia!
    na-skraju-wolnosci,blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że spodobał Ci się pomysł, oraz ten rozdział. :)
      Myślę, że kolejny rozdział będzie jeszcze taki spokojny, za to kolejny postaram się, by coś się tam działo.
      Postaram się do Ciebie wkrótce wpaść. :)

      M.

      Usuń
  17. Już jestem. :)
    Trochę mi zajęło, żeby w końcu się zebrać i napisać dla ciebie ten nieszczęsny komentarz. Nawet juz do tego nie mam weny. Dobrze, że chociaż tobie jej nie brakuje. Rozdział wspaniały, a pierwsze wrażenie niezwykle pozytywne.
    Nie mam się nawet do czego przyczepić. Uwielbiam oryginalne opowiadania.
    Pozdrawiam i czekam na więcej, kochana. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że wena u Ciebie jest, tyle że głęboko schowana. Musisz ją wyciągnąć! :D
      Cieszę się, że ten rozdział Ci się spodobał. Mam nadzieję, że nie zawiodę Cię. :)

      M.

      Usuń
    2. Wiem, że nie zawiedziesz.

      Usuń
    3. Dziękuję za wiarę we mnie, to bardzo miłe. :)

      M.

      Usuń
  18. Hej :D
    Nominuję Cię z wielką przyjemnością do Liebster Awards!!! <3
    Szczegółów szukaj na moim blogu : ) http://milosc-wszystko-wybaczy.blogspot.com/
    Całuje Effy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za nominację! Spróbuję odpowiedzieć na pytania w najbliższym czasie. :)

      M.

      Usuń
  19. Wow, odkryłam tego bloga przypadkiem...Dlaczego nie ma więcej rozdziałów ?:( To dopiero początek, a ja już nie mogę się doczekać co dalej !
    Początek jest bardzo dobry. Krótkie wprowadzenie, nie dłuży się. Ciekawie opisałaś noc i to kim jest Sophie. Wszystko dobrze opisane, muszę Cię pochwalić za niezwykły styl pisania. Miło się czyta :).
    Czekam na więcej.
    Zapraszam serdecznie do siebie. Zależałoby mi na Twoim zdaniu <33
    http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się szybko opublikować drugi rozdział. :) Niestety zacznę go pisać dopiero w czwartek, jako że do środy mam jeszcze naukę.
      Cieszę się, że wszystko Ci się podoba, naprawdę bardzo mi miło.
      Wpadnę do Ciebie, kiedy już wreszcie ten cały szał nauki minie! :)

      M.

      Usuń
  20. Na samym początku, chciałabym ci napisać BARDZO, BARDZO spóźnione życzenia ;) Ale lepiej późno niż wcale, prawda? A więc życzę wszystkiego, co najlepsze, wełno weny i tak wspaniałych rozdziałów jak ten!
    Zaczyna w opowiadanie Manei Divinii, zaobserwowałam, że pojawiasz się pod każdym jej rozdziałem, a w końcu napisała coś o twoim poprzednim blogu. Niezmiernie mnie zaciekawiło, co pisałaś, więc postanowiłam, że wpadnę. Najpierw zaczęłam od tego bloga, bo zobaczyłam, że zaczynasz od nowa i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba! Rozdział taki swojski i... ludzki? Tak, tego inaczej nie mogę nazwać. Ani grama magii, ale według mnie to dobrze :) Pokazałaś, że da się bez niej obejść i normalnie żyć. Zaskoczyła mnie Hermiona z małą Sophie. Przez dłuższy czas zastanawiałam się, z kim ona ma tak śliczną córeczkę. Gdy przeczytałam o blond włoskach, na myśl od razu nasunął mi się Draco, ale zaś gdy dotarłam do zielonych oczu, Smok od razu zniknął, a na jego miejscu pojawił się Harry, ale zniknął równie szybko, jak się pojawił, bo przecież ona ma blond włosy. Więc pozostałam przy Olivierze i wersji, że to ojciec malutkiej, który zostawił tak wspaniałe kobiety... wrrr... jak ja nienawidzę takich! :<
    A co do jasnowłosego boga seksu, muszę napisać, że zaskoczyłaś mnie z tym lekarzem. Już gdzieś się spotkałam z tym, tyle że był to magomedyk, ale zwykły lekarz jest jak najbardziej na plus. Urzekłaś mnie zdaniem: Kilka lat temu niszczyłem życia ludziom; teraz postanowiłem je ratować.
    Niby takie proste, ale wyraża ogromną skruchę Dracona.
    Naprawę polubiłam Megan, która jako jedyna mu pomogła, kiedy tego potrzebował, która przejrzała go na wylot.
    Niezmiernie mnie ciekawi, jak potoczą się ich losy, a przede wszystkim, jak natknął się na siebie. Co o tego mam jakieś podejrzenia, jednak zachowam je dla siebie, bo gdybym jednak trafiła w sedno...
    Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział, zaraz zabieram się do czytania poprzedniego opowiadania i życzę samych szóstek na świadectwie :*
    ~Sectumsempra~
    http://www.jestes-moim-wrogiem-kochanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, jeju, jaki długi komentarz! Sprawiłaś mi nim ogromną przyjemność. :)
      A dziękuję bardzo za życzenia. Nadal nie czuję się tą 17-latką ;_;
      Hah, no to nieźle natrafiłaś na mojego bloga! Tego to bym się nie spodziewała.
      Cieszę się niezmiernie, że rozdział Ci się spodobał. To bardzo miłe.
      Hm, o magii będzie jeszcze wspomniane, czemu Hermiona i Draco jej tu nie używali. Postaram się wszystko dokładnie wytłumaczyć. :)
      Sytuacja z Olivierem również będzie dokładnie opisana w postaci wspomnień, których to Hermiona i Draco są niewolnikami.
      Muszę Ci powiedzieć, że mi to zdanie również się bardzo podoba, udało mi się! :D
      Megan ciągle gdzieś będzie.
      A jak natkną się na siebie? To już wkrótce się dowiesz. :)
      Poprzednie opowiadanie jest moim pierwszym opowiadaniem, które kiedykolwiek napisałam, to był mój początek z pisaniem, więc cudów się nie spodziewaj. :c
      Dziękuję! Najgorzej nie będzie. :)
      I jeszcze raz dziękuję za taki długi komentarz! :3

      M.

      Usuń
  21. Cześć,
    miło nam poinformować Cię, że zostałaś przyjęta do Stowarzyszenia DHL! Liczymy na to, że poczujesz się u nas dobrze :-)!

    W imieniu SDHL,
    Faceless.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Cóż… Ja w takim razie ja odegram rolę tej złej.
    Na samym początku już byłam gotowa pisać, że tekst pod względem warstwy poprawnościowej (piękne określenie, nie ma co) jest naprawdę dobry i pochwalić za dbałość o szczegóły, jednak z każdym akapitem niestety utwierdzałam się w przekonaniu, że nie należy oceniać książki po okładce, a w Twoim przypadku treści po kilku pierwszych zdaniach.

    „…zostawiając na dywanie paczkę płatek.” – muszę czepiać się szczegółów, przepraszam. Płatków, nie płatek.
    „Na jej małej twarzy na początku malowało się przestraszenie.” – Na mojej twarzy również maluje się przestraszenie.
    „Potem postawiłam obie miseczki na tatce,” – bardzo trudne słowo dla odmiany, jednak nie mniej obstawiałabym na wersję: „tacce”, jakkolwiek głupio by to nie wyglądało.
    I tak na koniec narracji Hermiony, w nawiązaniu do jednej ze scen tanecznych w rozdziale, powiem Ci szczerze, że jak sąsiedzi mają przychodzić do mnie z pretensjami za każdym razem, gdy na minutę pozwolę sobie na beztroski śmiech (który w moim przypadku jest słyszalny z kilometra, co podobno już zostało poparte badaniami, ale kto by wierzył w pogłoski?), to już dawno powinnam być eksmitowana xD.
    „Potrząsnęłam głową, chcąc pozbyć tych myśli i odstawiłam je na wieczór.” – Też czasami chciałabym umieć odstawiać myśli, szkoda, że to niemożliwe.
    „Sophie zrobiła minę dziecka skrzywdzonego przez własną matkę się naburmuszyła i bardzo powoli ruszyła w stronę łazienki.” – Uwaga szarada, powiedz co w tym zdaniu jest nie tak… A ja się naburmuszę i przejdę do dalszej części.
    Opowieść Dracona zdecydowanie bardziej do mnie przemówiła i mnie ujęła, nie wiem dlaczego, wiń za to moją wrażliwość. A może raczej moje wspomnienia… Tak ciężko wybrać, mając tak wiele pasujących do zasadniczego pytania odpowiedzi.
    „Śmiało mogłem przypuszczać, że owa kobieta albo kogoś straciła, albo właśnie traci.” - Ładne zdanie, zdecydowanie ładne.
    „I pomyślałem tylko o tym, jak smutne są oczy tej kobiety.” – Nie wierzę, że to zauważył, nikt już tego nie zauważa.
    Powiem Ci, że jak na nieufnego człowieka, Draco wyjątkowo szybko przedstawił swój życiorys. Nie nazywaj go więc ufnym, a samotnym. Nieufni ludzie po minucie rozmowy nie spowiadają się nowo poznanej osobie, w nowym dla siebie miejscu; samotni tak. Samotni i nieszczęśliwi. I bardzo wierzący.
    W ogóle ta ich cała rozmowa wydaje mi się przerysowana, sztuczna. Tak jakby prowadzili utarty, grzecznościowy schemat – ja się spowiadam, ty udajesz, że słuchasz, a potem przeprowadzamy zamianę ról. Spróbuj bardziej się wczuć w opisywane sytuacje, a powinnaś zauważyć tę różnicę, o którą mi chodzi.
    Jeżeli mogę jeszcze coś powiedzieć, tym razem z małą sugestią, uważaj na powtórzenia, bowiem one są głównie Twoim problemem.
    Jeszcze uwaga techniczna: gdy opowiadasz historię, ustami bohaterów, nie zaczynaj od nowego akapitu, bo to ciągle ta sama wypowiedź, sukcesywnie kontynuowana. Możesz zacząć od nowego wersu, ale nie akapitu.

    Przepraszam za moje powyższe słowa. Potwierdza się powiedzenie, że łatwiej znaleźć błędy u innych, niż u siebie. Chciałabym żebyś wiedziała, że nie mają one na celu podcięcia Ci skrzydeł, a ich rozłożenie. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
    Również chciałam Ci złożyć spóźnione, ale jak najbardziej szczere życzenia z okazji, jak dobrze zrozumiałam, Twoich 18 urodzin.
    „Osiemnaście lat marzyłaś, by dorosłą wreszcie być.
    Dziś marzenia swe spełniłaś, zaczniesz pełną piersią żyć.
    Lecz pamiętaj, że przed Tobą jeszcze wiele, wiele lat.
    Żyj więc mądrze, w zgodzie z sobą, a piękniejszy będzie świat!”

    Tych kilka słów przesyła Ci nieco starsza koleżanka. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
    Dominika

    PS. „Moją ostatnią myślą było stwierdzenie, że wreszcie, po długiej walce, wygrałam z bezsennością.” - Nawet nie wiesz ile bym dała, by móc powiedzieć to samo…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wytknięcie mi tych błędów. Wieczorem, gdy usiądę przy laptopie, poprawię je.
      Uhm, tak naprawdę to jeszcze wiele przede mną. Muszę się dużo rzeczy nauczyć... Nie wszystko zawsze wychodzi tak, jakbym chciała.
      Co do rozmowy Draco z Megan... No cóż, może rzeczywiście przesadziłam.
      Wiem, że powtórzenia się zdarzają, ale czasem nie mam pomysłu, żeby zamienić jakieś słowo na inny jego synonim. Postaram się bardziej na to uważać.
      Nie przepraszaj. Jesteś po prostu szczera i wytknęłaś mi te błędy, które znalazłaś w tekście. Ani ja, ani moja beta, nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkich błędów.
      Mam nadzieję, że mimo wszystko ten rozdział nie był wielką katastrofą i dało się go jakoś przeczytać, mimo tych błędów, mojej składni itd. Tak jak napisałam na górze, muszę się jeszcze wiele nauczyć. Postaram się bardziej kolejnym rozdziale, przynajmniej spróbuję.
      Osiemnaste urodziny mam dopiero za rok, obchodziłam siedemnaste. Dziękuję bardzo za życzenia. To miłe.

      M.

      Usuń
  24. Jak będziesz dodawala same takie rozdziały to będziesz zbierala same pochwały. Rozdział cudowny. Chyba najlepszy jaki czytałam twojego autorstwa. Nie mogę się doczekać dalszej części. Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję, bardzo miło mi słyszeć takie słowa.
      Dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  25. Hej.
    Tęskniłam za tobą!
    Fajnie, że znów piszesz, a ten rozdział jest r.e.w.e.l.a.c.y.j.n.y :D
    Tylko martwi mnie jeden fakt bo;
    Draco jest lekarzem i pracuje w szpitalu
    Hermiona jest kimś tam...i ma córkę którą kocha, a moim zmartwieniem jest to czy przypadkiem nie skrzywdzisz Sophie aby ta trafiła do szpitala i nni się poznali....Jak miałaś podobny plan to ci po prostu ZABRANIAM.
    Nie rób tego :D czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, i takie jeszcze pytanko mogła byś mnie powiadomić o kolejnym? n
    Kocham Cię i pozdrawiam
    Nuśka
    Ps. To Forks to przypadek czy Zmierzch XD
    Ps2. takie-tam-dramione.blogspot.com Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tęskniłam!
      Dziękuję, bardzo miło mi słyszeć takie słowa. :)
      Ale ja zupełnie nie wiem o co Ci chodzi. :D
      Jasne, postaram się poinformować Ciebie o kolejnym rozdziale.
      Nie lubię Zmierzchu (o nie dobra ja), więc to przypadek.
      Postaram się do Ciebie wpaść, kiedy znajdę chwilę czasu. :)

      M.

      Usuń
    2. CAŁUSKI <3 KISSKI <3 BUZIACZKI <3 <3 <3

      Usuń
  26. Nie wiem, gdzie mam poinformować o nowym rozdziale... więc, zapraszam! :)
    Rozdział odbiega normą od innych, trochę poeksperymentowałam. Mam nadzieję, że się opłaciło.

    OdpowiedzUsuń
  27. M. czy Ty również czujesz, że to już koniec?! Koniec nauki, martwienia się o oceny, wkurzania nauczycieli (jeju, jak mi będzie tego brakować ;__;), spotykania się ze znajomymi na przerwie i uciekania z tych nudniejszych lekcji. Średnia się zamknęła na cudownej, okrągłej liczbie, ja jestem usatysfakcjonowana, ale przecież o czymś zapomniałam. O czym? O Tobie!
    Tak więc wracam z nowymi siłami, nadzieją na cudowne wakacje i już widzę ich pierwszy plus - Twoje rozdziały! Bardzo lubię, jak prowadzisz narrację 1-osobową. Mogę Ci nawet zdradzić, że od jakiegoś czasu ona kojarzy mi się właśnie z Tobą :)
    Hermiona jako samotna matka, urocza Sophie i pewien tajemniczy Oliver, który, jak mniemam, jeszcze się tu pojawi. Draco jako magomedyk - super pomysł. Dawno nie czytałam przedstawienia Malfoy'a z zawodem w szpitalu, tym bardziej jestem zadowolona z tej konwencji. Na razie jest wszystko, co zaczyna nadawać klimat opowiadaniu - dziecko, anioł w ludzkiej skórze (Megan), samotna Hermiona i (jak sądzę) samotny Draco! Czekam na ich pierwsze spotkanie, jestem bardzo ciekawa, czym nas zaskoczą (czym Ty nas zaskoczysz!).
    Piękny szablon, strasznie mi się podoba, a Malfoy ze szklaneczką trunku... <3
    Z niecierpliwością wyczekuję nowego rozdziału i postaram się na bieżąco komentować *zła Natalia, niedobra Natalia, leń z Ciebie śmierdzący, że nie komentujesz :///*
    Pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to już koniec, dziękuję, dziękuję! XD Gdybym miała jeszcze miesiąc chodzić do tej szkoły, musieliby mnie zamknąć w psychiatryku, o tak. :')
      Haha! Wiesz, muszę Ci powiedzieć, że o wiele bardziej swobodnie czuję się, pisząc w narracji 1-osobowej, niż w 3-osobowej. Już się przyzwyczaiłam i trudno będzie mi się przestawić. Kiedyś nawet próbowałam napisać miniaturkę w 3-osobowej, ale na próbach się skończyło. Po dwóch zdaniach zamknęłam Worda xD
      Olivier nie jest tajemniczy, będzie więcej o nim w kolejnych rozdziałach. :) Draco nie jest magomedykiem! Jest lekarzem, ale jakim? O tym również jeszcze będzie.
      Masz rację, Megan jest takim aniołem stróżem i jeszcze nie raz będzie się pojawiała z pomocą.
      Wiesz, jak ja długo szukałam tego szablonu... Kobieto, ja wszystkie szablonownie, szablonarnie, czy jak to się nazywa... przeszukałam, żeby znaleźć jakiś szablon, który by mnie usatysfakcjonował... Już się poddawałam, a tu proszę, znalazłam :> Też mi się podoba :D
      Zła Natalia, niedobra, leń z Ciebie! xD

      M.

      Usuń
  28. "Bycie samotną matką nie jest łatwe" idealnie zaczęłaś pierwszy rozdział. Bardzo podoba mi się twój styl pisania, większych błędów nie zauważyłam :)
    wydaje mi się, że już gdzieś czytałam podobną historię ale cóż Twoja nie musi być taka sama ;) bardzo chcę przeczytać kolejny rozdział, bo wiedziałabym więcej o opowiadaniu ale cierpliwie będę czekała. Bardzo cieszę się, że jakimś cudem Twój blog znalazł się w moich zakładkach, będę często Cię odwiedzała (w miarę moich możliwości) :D
    No cóż życzę weny twórczej i serdecznie pozdrawiam
    Dajana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze jedno... kim jest Oliver???
      Zaniepokoiłam się kiedy o nim wspomniała Hermiona, dziwne myśli przeszły mi przez głowę kiedy czytałam ten fragment
      Dajana

      Usuń
    2. Długo zastanawiałam się jak zacząć ten rozdział. To zdanie przyszło jakoś tak samo, więc tym bardziej cieszę się, że Ci się spodobało. :)
      Co do błędów... Hm, myślę, że ani ja, ani moja beta - Cave, nie jesteśmy w stanie wszystkich wyłapać.
      W dzisiejszych czasach trudno jest wymyślić coś oryginalnego. Mam nadzieję, że jako tako zaskoczę Cię kolejnymi rozdziałami. :)
      Olivier... no cóż, będzie jeszcze o nim.
      Rozdziału drugiego mam już prawie 4 strony, jak się sprężę, to niedługo powinien być. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  29. Też mam misia Rudolfa!

    Dobra, na początku powinnam się przywitać, skoro tak długo mnie nie było na twoich blogach. No, tu i tam :)) Cieszę się, że jednak zdecydowałaś się zostać i napisać kolejne opowiadanie. Uwielbiam to jako odskocznię od tego całego życia realnego xD

    Zacznę od tego, że mimo zbetowanego rozdziału, rzuciły mi się w oczy pewne drobne błędy. Przede wszystkim powtórzenie "mleko", kiedy Hermiona robiła śniadanie. Parę razy mignęło mi słowo "niewiele" napisane osobno. Piszemy je razem :)

    A więc skończyłaś z pisaniem o Hogwarcie :D Teraz to już będzie z górki, bo o wiele lepiej pisze się , kiedy wszyscy są dorośli i mają własne życia. Przynajmniej dla mnie, nie wiem, jak to jest u ciebie. Rozdział pierwszy mi się podobał. Taki trochę sentymentalny, spokojny, bez żadnej specjalnej akcji. Wiadomo, że na początek nie rzucisz żadnym pościgiem xD Czy coś.
    Draco jest lekarzem? Mugolskim lekarzem? Tutaj nie jestem pewna, no bo Megan jest pielęgniarką, a w Mungu pielęgniarek nie było.
    Jestem bardzo ciekawa, o czym to opowiadanie będzie. To znaczy, wiem, że o nich, ale coś więcej to trzeba niestety poczekać :((

    I jeszcze jedno: FORKS?! Poważnie? Jestem w szoku, że wymieniłaś to miasteczko i wgłębi ducha mam nadzieję, że nie będzie to nic związane ze Zmierzchem.

    DW.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek muszę: TO NIE JEST NIC ZWIĄZANEGO ZE ZMIERZCHEM, NAPRAWDĘ GŁOWA MNIE NIE BOLI XD Nie lubię Zmierzchu. Nawet nie wiedziałam, do momentu dodania tego rozdziału, że Forks jest związane ze Zmierzchem. Jeju, ja może zmienię tą nazwę, zanim ktoś sobie jeszcze coś pomyśli. o:
      Przejrzę rozdział, żeby wyszukać jeszcze te błędy. :)
      Tak, postanowiłam zacząć trochę z innej strony. I pisze mi się nawet łatwiej.
      Ej, pościg... To jest pomysł... :D
      Jakim Draco jest lekarzem, nie powiem. Wyjaśni się w kolejnych rozdziałach, jestem ciekawa, czy będziecie zaskoczeni.
      Dziękuję, cieszę się, że jako tako Ci się podobał, tym bardziej, że cenię sobie Twoje zdanie :)

      M.

      Usuń
    2. PS. Ja mam Tadzika! Że misia xD

      Usuń
  30. To pierwszy rozdział, a ja już jestem zakochana w tym opowiadaniu. Świetnie zaczęte i o samego początku wciąga :D Lecę nadrabiać zaległości i czytać drugi rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam Twój blog . ! ! Widać źe zwracasz uwage na kaźdy szczegół i wkładasz w to serce . Najbardziej spodobało mi się to, że Miona ma córke . ;) Muszę szybko przeczytać następny rozdzialik, zanim wstanie starszy brat :)
    Życzę miłego pisania ;*

    OdpowiedzUsuń
  32. Poczułam się zobligowana do wejścia tutaj, szczególnie zważywszy na fakt, że komentujesz moje opowiadanie, a chciałabym się w jakiś sposób odwdzięczyć. Widać, że godzinę wybrałam sobie idealną do czytania, ale skoro czasu wciąż brak... :)

    Uwielbiam opowiadania przedstawiające historię po Hogwarcie - są dojrzalsze i często znacznie ciekawsze, bo autorzy tychże opowiadań mają naprawdę wiele pomysłów na napisanie ich. Z tym, że Hermiona jest samotną matką, spotkałam się kilka razy. Najczęściej były to bardzo dobre historie i mam nadzieję, że Twoja również będzie się do nich zaliczać - a tak się właśnie zapowiada. Draco Malfoy został tutaj ukazany w świetle, w jakim go lubię - wciąż dręcząca i nękająca go przeszłość oraz staranie się uwolnić od swoich cieni bądź cieni rodziny. Jako lekarz/magomedyk (nie kojarzę, żeby była wzmianka o tym, gdzie dokładnie pracuje - chyba że przez godzinę mój mózg ma problem z kojarzeniem faktów:D) moim zdaniem sprawdzi się idealnie - w końcu chociaż w jakimś stopniu chce odpracować błędy z przeszłości. Jestem ciekawa, gdzie Hermiona pracuje, jak i kto jest dokładnie ojcem dziecka - chyba nie Oliver Wood?

    A jednak. Chciałam się dowiedzieć, czy dobrze zapamiętałam (nikt nie jest nieomylny) i wyskoczył mi Twój komentarz z potwierdzeniem. Jak pięknie:P Zastanawia mnie, jak złączysz losy głównych bohaterów - czy Hermiona bądź Sophie zachorują, czy w jakiś zupełnie inny sposób postawisz ich na jednej drodze.

    Komentarz jest chaotyczny, bardzo, bardzo przepraszam za to, jednak mam nadzieję, że jakiś tam ogólny sens pozostał. Świetnie piszesz i zapowiada się naprawdę dobra historia, więc lecę czytać dalej, o ile mózg pozwoli!:)

    Pozdrawiam,
    C.

    OdpowiedzUsuń
  33. No, no muszę Ci powiedzieć, że zapowiada się ciekawie. Historia już zdążyła mnie zaintrygować do tego stopnia, że chcę czytać i czytać.

    Strasznie podoba mi się postać Sophi, wydaję się być taka pełna radości, szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta i mądra jak na swój wiek. Mam nadzieję, że będzie jej dużo w tej historii. :)

    Troszkę spóźnione (3 miesiące, no ale lepiej późno niż wcale) STO LAT!! :D
    -Voldemort

    OdpowiedzUsuń
  34. fajnie się czyta cieszę się że zajrzałam na tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  36. Tak jak obiecałam, jestem! :)
    Rozdział bardzo mi się spodobał, ponieważ pierwsze, co zauważyłam - zaczęłaś swoją historię strasznie podobnie do mojej (chodzi mi o sam pomysł). Mam nadzieję, że nie zostanę oskarżona o kopiowanie pomysłów, ponieważ wpadł mi on do głowy, zanim znalazłam Twojego bloga :) .
    Wracając do rozdziału. Nie opisałaś wyglądu i charakteru Hermiony, ale jej przemyślenia, jej poranek, co dało mi do myślenia i wykreowania sobie jej w głowie. Jest bardzo spokojna i już po tej notce wiem, że kocha Sophie nad życie.
    Co do Dracona, to cieszę się, że pojawiły się u niego zmiany. Podoba mi się postać Megan, bardzo fajnie to wszystko prowadzisz! :) Jestem też ciekawa, czy Draco jest gdzieś niedaleko Hermiony, czy jednak nie :) .
    Lecę komentować kolejny :)

    Panna T .

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozdział bardzo ciekawy. Zaznajomiłaś nas z bohaterami historii. Dobrze, łatwo i szybko się czytało. Za szybko;-)
    pozdrawiam
    Kate

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov