23 cze 2014

Rozdział 2

Sen, tak jak przyszedł szybko, tak szybko odszedł. Po czterech godzinach spania mój mózg najwyraźniej stwierdził, iż już wystarczy tego dobrego i można spokojnie wstać. Szkoda, że moje ciało uważało inaczej.
Leżałem na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Za oknem tętniło życie — dzieci biegały już po osiedlu, bawiąc się; młode matki wychodziły na zakupy i spacerowały po dworze, ciesząc się słońcem. Przez niewielkie szpary w zasłoniętych roletach wpadały promienie słońca do pokoju. Podejrzewałem, że było po południem. Mogłem wstać, wyjść gdzieś na zakupy i uzupełnić wreszcie lodówkę, jednak wolałem leżeć i nic nie robić. Rozmyślać nad tym, co było; nad tym, co jeszcze może się zdarzyć w moim życiu. Przyszłość była dla mnie jedną wielką niewiadomą. Dzięki pracy w szpitalu zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, by cieszyć się z każdego dnia, bo przecież nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Patrząc na osoby chore, którym zostało już niewiele do przeżycia, można było nauczyć się wiele, a przede wszystkim… szczęścia czerpanego z najmniejszych rzeczy — z prostego uśmiechu, z małego prezentu, podarowanego przez najbliższych. Męczyło mnie tylko, że dopiero oddech śmierci na karku pokazuje ludziom to, co powinno być najważniejsze przez całe życie.
Usłyszałem płacz jakiegoś dziecka na zewnątrz. Wiedziony zwykłym instynktem podniosłem się z łóżka i podszedłem do okna, odsłaniając rolety. Zbyt wiele razy słyszałem płacz tych małych istot, by móc ignorować ten dźwięk. Młoda kobieta przytulała córkę, która płakała, pokazując rączką na swoje kolano. Matka głaskała swoją pociechę po plecach, uspokajając. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zejść z apteczką na dół i pomóc kobiecie opatrzyć tą małą ranę, ale zrezygnowałem, kiedy dziewczynka zaczęła się uspokajać. Po upływie kilku minut kobieta wzięła swoją córkę na ręce i powoli ruszyła chodnikiem, ciągle coś do niej mówiąc. Lekko uśmiechnąłem się pod nosem. Rolety z powrotem zasłoniłem, po czym odszedłem od okna i położyłem się na łóżku.
Płacz dzieci zawsze przywoływał wspomnienia mojego dzieciństwa; dzieciństwa, w którym nie brakowało łez i krzyków. Uświadomiłem sobie, że tylko dzięki matce nie stałem się człowiekiem z twardym sercem, nie patrzącym na uczucia innych. Gdyby nie ona stałbym się egoistą, zwracającym uwagę tylko na siebie. Byłbym nikim — bo przecież to ona do samego końca wierzyła we mnie, mówiąc, bym nigdy się nie poddawał. Według niej byłem w stanie pokonać każdą przeszkodę, którą los rzucał mi pod nogi.

— Wiesz, Draco, przyjdzie czas, gdy trzeba będzie wybierać między tym co dobre, a tym co złe.
Słysząc słowa matki, podniosłem oczy, spoglądając na jej zatroskaną twarz, którą zdobiło już kilka zmarszczek. Nie rozumiałem o co jej chodzi. Czytała mi bajkę, a nagle przerwała, mówiąc takie dziwne rzeczy. Byłem już senny, ale teraz rozbudziłem się, bardzo chcąc poznać odpowiedź.
— Kiedy to się stanie?
— Będziesz wiedział kiedy, Draco. My jednak nie będziemy mieli wyboru, trzeba będzie iść tak, jak ojciec nam podyktuje. Prosto, z uniesioną głową. Gdy przyjdzie taki czas, przypomnisz sobie moje słowa. Teraz śpij, kochanie.
Pochyliła się nade mną i złożyła na moim czole lekki pocałunek, wyrażający troskę i czułość.
— A skąd będę miał wiedzieć, kiedy przyszedł ten czas?
— Jesteś bardzo mądrym chłopcem, Draco. Nie będę musiała ci mówić, gdy ten moment nadejdzie, bo sam będziesz to wiedział. Tylko w to uwierz.
Pokręciłem twierdząco głową, zgadzając się ze słowami mamy.
Narcyzo! — Z parteru dobiegł krzyk ojca. Rodzicielka spojrzała na mnie pokrzepiająco, jakby chciała zapewnić, że wszystko jest w porządku i niczym nie muszę się przejmować.
— Śpij dobrze, Draco — powiedziała jeszcze, odgarniając kosmyk włosów z mojego czoła. Potem szybko wyszła z mojego pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Przez długi czas próbowałem zasnąć, jednak nadaremnie. Słowa matki wciąż pojawiały się w moich myślach, a ja nie mogłem ich odgonić. Co jakiś czas słyszałem niezrozumiałe krzyki, dochodzące z salonu. Chciałem wiedzieć, o co tym razem kłócą się rodzice. A raczej o co tym razem chodzi tacie. Nie mogąc już dłużej wytrzymać tej niepewności, odkryłem kołdrę i usiadłem. W pokoju było przerażająco ciemno i dopiero po kilku sekundach, kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zdołałem zauważyć drzwi. Zsunąłem stopy na drewniane panele i wstałem z łóżka. Podłoga skrzypiała, jakby chciała zaprotestować i sprawić, żebym wrócił z powrotem do łóżka. Nie wróciłem.
Cicho otworzyłem drzwi, lekko je uchylając. Wyjrzałem na korytarz. Gdy upewniłem się, że nikogo tam nie ma, wyszedłem z pokoju. Serce biło mi jak szalone, jednak nie miałem zamiaru stchórzyć. Nie po raz pierwszy wymykałem się z pokoju.
Na ścianach wisiały wielkie portrety, przedstawiające każdego osobnika naszej rodziny. Patrzyły na mnie z surowością, kręcąc z niedowierzaniem głowami. Mimo że wszystkie postacie z obrazów wiedziały, co robię, nigdy nie skarżyły mojemu tacie, chociaż mogły to zrobić. Byłem im za to wdzięczny.
Usiadłem na schodku, skąd wszystko mogłem usłyszeć. Rodzice byli w salonie i widocznie nie przejmowali się faktem, że mogę wszystko usłyszeć, ponieważ nawet nie próbowali mówić przyciszonymi głosami.
— Narcyzo, chyba mówiłem ci, co myślę o czytaniu bajek. Draco jest już duży, powinien zasypiać sam.
— Lucjuszu, to małe dziecko! Ma dopiero siedem lat, tyle jeszcze przed nim… Sam wiesz, że miewa koszmary, pomyślałam…
— Ty jeszcze myślisz?
— Nie bądź ironiczny. Draco ma koszmary, to poważna sprawa. Powinieneś trochę zainteresować się swoim synem.
— Akurat ty nie będziesz mi mówiła co mam robić – warknął zdenerwowany tata. Nie zauważyłem, że złapałem skrawek swojej bluzki i zacząłem wyrywać z niej nitki. Ton głosu ojca robił się coraz bardziej głośniejszy, a ja wiedziałem, jak to wszystko się skończy.
— Lucjuszu…
— Skończyłem tę rozmowę. Dzisiaj nie ma nastroju do słuchania twoich żalów, więc jeśli możesz, zostaw mnie w spokoju.
Usłyszałem, że tata wyszedł z salonu, głośno trzaskając za sobą drzwiami. Odetchnąłem z ulgą. Musiał mieć dzisiaj naprawdę dobry humor, ponieważ zazwyczaj wieczorne rozmowy mamy i taty kończyły się na krzykach, wrzaskach i skomplikowanych zaklęciach. Jedyne co o nich wiedziałem, to to, że są zabronione. Więc dlaczego tata używał zabronionych zaklęć na mamie?
Wstałem ze schodka, szybko biegnąc do swojego pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi, po czym wskoczyłem do łóżka i z powrotem zakopałem się w pościeli. Słyszałem czyjeś kroki na korytarzu. Były coraz bliżej, aż w końcu drzwi zaskrzypiały, gdy postać postanowiła wejść do środka. Tak jak podejrzewałem, była to moja mama. Cicho pociągała nosem, a ja wiedziałem, że znowu płakała. Tym razem ojciec nic jej nie zrobił, więc czemu z jej oczu ponownie popłynęły łzy?
Mama po chwili wyszła z pokoju. Zostawiła mnie samego z milionem myśli, tysiącem złych przeczuć, setkami łez wylanych w poduszkę i jednym pytaniem: co z moją rodziną było nie tak?
Tamtej nocy po raz ostatni odważyłem się płakać w poduszkę.
Tamtej nocy przysiągłem sobie, że obronię moją mamę, kiedy nadejdzie taka potrzeba i że będę już twardy.
Tamtej nocy siedmioletni chłopiec, którym byłem, przestał być sobą.

 Wspomnienie twarzy mojej matki zaczęło powoli się zamazywać. Nawet w snach widziałem ją niewyraźnie. Chciałem zatrzymać ten proces, ale nie miałem na to żadnego wpływu. Co z tego, że miałem wspomnienia, skoro czas nie był litościwy i wciąż mi je odbierał?
Podniosłem się z łóżka, rozglądając się wokół siebie. W pokoju był bałagan — na podłodze leżały wczorajsze ubrania. Moja sypialnia była mała, dlatego znajdowało się w niej kilka najważniejszych mebli. W rogu stała wąska szafa, obok niej komoda.
Nigdzie nie widziałem Timber. Zwykle o tej porze biegała, roznosząc moje ubrania po całym mieszkaniu. Timber była psem, a dokładniej labradorem o umaszczeniu czekoladowym. Od czterech lat zapełniała pustkę w życiu, będąc zawsze obok mnie. Kiedy znalazłem ją w kartonie, obok śmietnika, nie zastanawiałem się długo nad jej przygarnięciem. Tylko dzięki niej nie zwariowałem.
— Timber! — zawołałem, kierując się w stronę drzwi. Dokładnie w tym samym momencie zobaczyłem, że Timber biegnie w moim kierunku. To była dosłownie chwila, kiedy pies skoczył na mnie i zaczął lizać po twarzy.
— Ej, starczy już! — Zaśmiałem się głośno. — Ja też się za tobą stęskniłem. Pewnie jesteś głodna, co?
Timber, zupełnie jakby zrozumiała moje pytanie, dwa razy głośno szczeknęła. W sercu zagościło jakieś dziwne ciepło, które od dawna zdawało się omijać mnie szerokim łukiem.
Gdy dotarłem do kuchni, nasypałem do miski Timber trochę karmy, a ta, machając radośnie ogonem, zaczęła jeść. W moim brzuchu głośno zaburczało. Suczka przestała jeść, spojrzała na mnie i zaszczekała. Po chwili z powrotem wróciła do jedzenia. Otworzyłem lodówkę. Oceniłem całą zawartość jednym spojrzeniem i uśmiechnąłem się niemrawo. Mleko, puszka konserwy i trzy jajka. W pewnym momencie pomyślałem, że może zrezygnuję z jedzenia, ale ponowne burknięcie brzucha przekonało mnie, iż jednak powinienem coś zjeść.
Szybko przeszedłem do łazienki. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Koszula, co prawda była trochę pognieciona, ale nie wyglądałem tragicznie. Włosy przeczesałem dłonią, układając je tak, by nie sterczały we wszystkie strony. Nałożyłem trochę pasty na szczoteczkę, po czym zacząłem myć zęby. Nie przerywając tej czynności, wyszedłem z łazienki. Znalazłem się w przedpokoju. Założyłem trampki na nogi i wróciłem z powrotem do łazienki, by wypłukać buzię.
Gotów wreszcie do wyjścia, głośno gwizdnąłem. Timber natychmiast znalazła się obok mnie, a ja spokojnie założyłem jej smycz. Wyszedłem z domu, a pies posłusznie ruszył za mną. Zamknąłem drzwi na klucz, zastanawiając się przy tym, czy w końcu wydarzy się coś, co choć trochę odmieni moje życie.

Po drodze mijałem mnóstwo ludzi. Twarz każdego zdobił choć delikatny uśmiech, zupełnie tak, jakby nikt nie miał żadnych problemów ani niczym się nie przejmował. Jakby dla każdego teraźniejszość była łaskawa. Dobrze jednak wiedziałem, że były to tylko pozory; wszyscy mieli swoje tajemnice, wspomnienia, które prześladowały do końca życia. Każdy był narażony na myślenie o przeszłości, niezależnie od tego, jak dobre było jego życie. Zawsze coś jest nie tak, jakbyśmy tego chcieli.
Timber biegła przede mną, merdając ogonem we wszystkie strony. Ona również była szczęśliwa, mimo że nie byłem zbyt dobrym właścicielem. Przez pracę w szpitalu musiała zostawać na długo sama w domu. Tylko czasami sąsiadka przychodziła do niej, żeby nalać świeżej wody do miski czy nasypać karmy. Często zabierała ją na spacer, kiedy tylko nie zajmowała się swoimi wnuczkami.
Moje życie od długiego czasu było rutyną. Wstać, iść na swój dyżur, wyjść na spacer z Timber, coś zjeść i położyć się spać. Brakowało mi czegoś lub kogoś, co sprawiłoby, że byłbym tak naprawdę szczęśliwy. Brakowało mi poczucia, że jestem dla kogoś najważniejszy. Megan była moją przyjaciółką, ale również miała swoje życie i nie zawsze mogła być przy mnie. Byłem szczęśliwy, że mam przy sobie i ją i Timber, ale… zawsze musi być jakieś „ale”. Mimo wszystko, brakowało mi czegoś.
Nagle poczułem mocne szarpnięcie, które wyrwało mnie z tych dziwnych myśli.
Timber wyrwała się, a co za tym idzie, wypuściłem smycz z rąk. Biegła przed siebie, a nawoływania, żeby się zatrzymała, nic nie dawały. Ruszyłem więc w pościg za nią. Ludzie, których mijałem, śmiali się ze mnie i nie ukrywali tego. Timber zatrzymała się dopiero w parku, obok budki z hot dogami i zapiekankami. Wesoła, w ogóle nie wykazywała żadnych oznak zmęczenia. Ja za to trzymałem się za brzuch, głośno oddychając. Wydawało mi się, że zaraz moje płuca wyskoczą ze swojego miejsca i uciekną daleko stąd. Starsza kobieta, siedząca niedaleko na drewnianej ławce, uśmiechała się pobłażliwie w moją stronę.
— Porozmawiamy w domu, Timber — powiedziałem, grożąc suczce palcem. Ta jednak zupełnie nie zwracała na mnie uwagi, ponieważ wpatrywała się z uwielbieniem na hot doga, którego jadł jakiś mężczyzna. Podejrzewałem, czym to się skończy, więc postanowiłem kupić bułkę z parówką, zanim doszłoby do tragedii. Czytaj — Timber rzuciłaby się na mężczyznę, zabierając hot doga i uciekając z miejsca zdarzenia.
Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni potrzebne mi banknoty.
— Poproszę jednego hot doga.
— Już się robi — odpowiedziała kobieta, obsługująca całą budkę. Timber zwróciła swoją uwagę na mnie, przekrzywiając łeb w prawą stronę. — Smacznego — dodała, podając mi bułkę. Uśmiechnęła się krótko w moją stronę i zaczęła obsługiwać kolejnego klienta. Skinąłem głową w ramach podziękowania, jednak ona już tego nie zauważyła.
— Chodź, Timber! — zawołałem, ruszając przed siebie. Pies od razu ruszył za mną, biegnąc tuż obok.

Usiadłem na jednej z ławek, stojącej blisko małego jeziorka. Był ogrodzony, by żadne dziecko przypadkiem nie wpadło do wody. Po tafli wody pływały kaczki i kilka łabędzi. Timber siedziała sztywno niedaleko mnie, wpatrując się w hot doga, o którym chwilowo zapomniałem. Merdała ogonem i czekała na mój ruch.
— Wiesz, Timber, nie powinnaś dostać parówki, bo mi uciekłaś.
Suczka w odpowiedzi szczeknęła, podchodząc bliżej mnie i z powrotem siadając.
— Jadłaś już śniadanie! — powiedziałem z wyrzutem. Suczka trąciła nosem moje kolano. — Ostatni raz.
Wyjąłem chusteczkę z kieszeni i wydostałem nią parówkę z bułki. Rzuciłem ją na trawę tuż obok Timber, której oczy się rozświetliły, gdy zobaczyła co zrobiłem. Od razu zabrała się za jedzenie. Mi za to została bułka, ozdobiona ketchupem i musztardą. Mój brzuch zaburczał, więc i ja, idąc za przykładem Timber, również zacząłem jeść.
Minuty mijały, a ja nie ruszałem się z miejsca. Promienie słońca padały na moją twarz, powodując przyjemne ciepło, które rozchodziło się po moim ciele. Timber biegała po całym parku, zaczepiając ludzi. Nie bałem się, że może mi uciec — zarówno ja, jak i ona, byliśmy do siebie zbyt bardzo przywiązani, więc to, że wróci, zawsze było kwestią czasu.
— Mogę się dosiąść?
Odwróciłem się szybko w stronę znajomego głosu i… zaniemówiłem.

Czas spędzony w pracy bardzo mi się dłużył. Sekunda wydawała mi się minutą, minuta godziną, a godzina… całą wiecznością.
Pracowałam w niewielkiej firmie prawniczej Cameron, położonej na obrzeżach Londynu, na stanowisku recepcjonistki. Umawiałam klientów na spotkania; często musiałam chodzić na rozprawy sądowe, by później pisać raporty mojemu szefowi. Nie miałam pojęcia, po co mu to było — być może chciał sprawdzać, jak radzą sobie jego pracownicy. Szefem firmy był trzydziestoletni Jack Davis. Założył ją razem ze swoim przyjacielem, który jednak po trzech miesiącach zrezygnował, ponieważ musiał pilnie wyjechać za granicę; szczegółów jego zniknięcia nikt nie znał. Nigdy więcej go nie zobaczyłam.
Jack Davis był bezwzględnym człowiekiem. Często myślałam nad ty, czy w jego życiu wydarzyło się coś, co go zmieniło w takiego człowieka. Gdy tylko dowiedział się, że mam córkę, jakby na złość zwiększył mi ilość godzin pracy i zmniejszył ilość dni urlopu. Nie raz myślałam nad tym, żeby zwolnić się, jednak to ta praca była moim jednym utrzymaniem. Z zaciśniętymi zębami znosiłam jego sarkazm i niemiłe uwagi. Z upływem czasu nauczyłam się po prostu ignorować osobę Jacka.
Davis był egoistą. Gdyby ktoś przeprowadził w naszym biurze ankietę na jego temat, pojawiłyby się w niej tylko takie odpowiedzi. Mężczyzna patrzył jedynie na siebie, nie zwracał uwagi na swoich pracowników i ich samopoczucie. Nie obchodziło go nigdy to, że Sophie zachorowała i nie miał kto zostać z nią w domu. Nawet w takich sytuacjach był bezwzględny.
— Granger, przynieś mi kawę! — krzyknął ze swojego gabinetu. Westchnęłam głośno pod nosem, nie ukrywając irytacji. Wstałam z krzesła i powoli ruszyłam w stronę prowizorycznej kuchni.
Zastałam tam Emily, siedzącą przy stoliku i pijącą herbatę. Emily była starsza ode mnie o kilka lat, ale dogadywałyśmy się bardzo dobrze. Razem ze mną cicho nienawidziła Jacka, jednak i ona potrzebowała każdej gotówki. W takich czasach liczył się każdy pieniądz. Po kryjomu szukała pracy w innych miejscach, ale dla młodego prawnika znalezienie czegoś było praktycznie niemożliwe.
— Och, cześć, co słychać? Nie widziałam cię jeszcze dzisiaj, cały dzień siedziałam nad jedną sprawą i nawet nie miałam czasu się do ciebie przejść — odezwała się Emily, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
— W sumie nic ciekawego, jak zawsze. Odliczam minuty do wyjścia z pracy, ja też jestem dzisiaj zawalona papierami — odparłam, wstawiając wodę w czajniku. — Jack zawsze znajdzie mi jakieś zajęcie, nie mam czasu na nudzenie się.
— Znowu kazał przynieść ci kawę? — Pokiwałam twierdząco głową, siadając przy małym stoliku, naprzeciwko kobiety. — Nie powinnaś dawać mu się tak wykorzystywać. Jesteś recepcjonistką, nie jego służącą.
— Gdybym znalazła jakąś inną pracę… — Westchnęłam. Czajnik zaczął gwizdać. Wstałam z krzesła, po czym podeszłam do blatu, żeby zalać kawę. — Miłej pracy, Emily, oby jak najszybciej się skończyła.
Wzięłam w dłonie szklankę i wyszłam z kuchni, kierując się w stronę gabinetu Davisa. Zapukałam dwa razy, a gdy usłyszałam „proszę” weszłam do środka. Jack siedział na fotelu. Nogi położył na biurku, a w ustach trzymał palącego się papierosa. Postawiłam kubek z czarną cieczą na biurku i już miałam wychodzić, kiedy mężczyzna ponownie odezwał się do mnie.
— Przynieś mi jeszcze popielniczkę.
Zacisnęłam mocniej zęby i zmrużyłam oczy, ale nie dałam się wyprowadzić z równowagi. Po sekundzie już nie było mnie w jego pokoju. Zdołałam usłyszeć jeszcze ten ironiczny, tak bardzo denerwujący mnie, śmiech. Podeszłam do mojego biurka, by wziąć popielniczkę, jednak zauważyłam, że dzwoni mi telefon. Wiedziałam, że nie można używać go w pracy, jedynie w sprawach służbowych, więc rozłączyłam się. Postanowiłam, że oddzwonię na ten numer później.
Gdy pomyślałam o tym, iż znów mam wejść do gabinetu Jacka, na moim ciele pojawiły się dreszcze. Sam obraz jego osoby wzbudzał we mnie niechęć. Głęboko odetchnęłam kilka razy, chcąc wziąć się w garść. Przecież to mój szef, nie mogłam go unikać!
Wzięłam popielniczkę do rąk i z powrotem ruszyłam w stronę gabinetu. Ponownie zapukałam i weszłam do pokoju. Udawałam, że nie widzę miny, jaką przybrał na twarz Jack. Postawiłam popielniczkę na biurku, po czym posłałam Davisowi sztuczny uśmiech. Wyszłam z gabinetu tak szybko, jak weszłam.

Ostatnie minuty w pracy spędziłam na wpatrywaniu się w ekran telefonu. Stukałam niecierpliwie palcami, nie mogąc się doczekać, kiedy wyjdę na zewnątrz. Nie zauważyłam, że w pewnym momencie zaczęłam odliczać czas do opuszczenia tego miejsca. Kiedy wreszcie wybiła godzina piąta, zerwałam się ze swojego krzesła, krzyknęłam jeszcze Emily „do widzenia” na pożegnanie i wybiegłam z budynku. Świeże powietrze uderzyło mnie w twarz, a ja wreszcie mogłam odetchnąć. Powinnam była robić to, co kocham, a w tej pracy jedynie się męczyłam. Mimo to wiedziałam, że nie mam innego wyjścia i muszę jeszcze trochę wytrzymać.  Przypomniawszy sobie o numerze, który dzwonił na mój, postanowiłam oddzwonić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, po czym przyłożyłam telefon do ucha. Po czwartym sygnale chciałam się już rozłączać, ale wreszcie ktoś odebrał.
— Słucham?
— Dzień dobry, ktoś dzwonił na mój numer, a że nie zdążyłam odebrać…
— Pani Hermiona Granger? — zapytała nieznajoma mi dotąd kobieta. Zaczęłam iść chodnikiem przed siebie, w stronę przedszkola, aby odebrać Sophie.
— Tak, o co chodzi?
— Jestem wychowawczynią w grupie, do której uczęszcza pani córka, Sophie.
Serce skoczyło mi do gardła. Zatrzymałam się w miejscu, nie zważając na ludzi, którzy popychali mnie, spiesząc się do domów.
— Może pani przyjść już odebrać córkę? Myślę, że ona najlepiej wytłumaczy pani, co się wydarzyło.
— Oczywiście, postaram się być jak najszybciej — odparłam, po czym rozłączyłam się.
Odetchnęłam z ulgą. Wystraszyłam się, że Sophie coś się stało, a jedynie znowu coś zbroiła. Moje serce powoli wracało do swojego naturalnego rytmu. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę przedszkola, które na szczęście znajdowało się całkiem niedaleko od mojego biura.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Zerwał się lekki wiatr, a ja objęłam się ramionami, chcąc chociaż trochę się ogrzać. Kiedy doszłam już do przedszkola, otworzyłam drzwi, wchodząc do środka. Ściany w przedpokoju zdobiły dyplomy i rysunki. Skierowałam się w stronę wejścia, które prowadziło do pokoju, gdzie znajdywała się Sophie razem z innymi dziećmi.
W klasie zostało już niewiele maluchów. Sophie bawiła się sama, daleko od innych dzieci. Zdziwiłam się, ponieważ zwykle znajdywała się w centrum zainteresowania. Uwielbiała zabawiać innych, rozśmieszać, powodować uśmiech na czyjeś twarzy. Zawsze wszystkim przynosiła szczęście i nie potrafiłam wyobrazić sobie jej jako zupełnie innej.
— Pani Granger, dzień dobry. — Przywitała się ze mną przedszkolanka, gdy zauważyła moje przybycie. — Sophie! Zobacz kto przyszedł.
Blondynka odwróciła się w moją stronę. Na jej małej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Wstała z podłogi i biegiem ruszyła w moją stronę. Ukucnęłam, wyciągając ręce przed siebie. Po chwili Sophie wpadła w moje ramiona, o mało nas nie przewracając. W tym momencie nie pamiętałam już o problemach w pracy. Wszystko wydawało się już nieważne; ważne było jedynie to, że cały mój świat trzymałam w rękach. Przedszkolanka stojąca obok głośno się rozśmiała, widząc tę scenę. Odsunęłam od siebie Sophie, po czym wstałam z podłogi. Dziewczynka od razu złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia.
— Sophie, może pochwalisz się mamie, co dzisiaj zrobiłaś?
Dziewczynka zrobiła speszoną minę i spuściła wzrok na swoje rączki. Zerknęłam na wychowawczynię.
— Powiesz mi? — zapytałam, z powrotem kucając naprzeciwko mojej córki. Ta wzięła głęboki wdech; bała się powiedzieć, co zbroiła.
— Bo Oscar się ze mnie śmiał! Powiedział, że jestem głupia, bo nie mam taty. No to go kopnęłam w nogę. – Wzruszyła ramionami, jakby była to naturalna kolej rzeczy. Zamurowało mnie. Nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Otworzyłam usta, ale zaraz zamknęłam je. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Sophie zwykle nie poruszała tematu swojego ojca, więc tym bardziej byłam w szoku.
— Och, Sophie. — Westchnęłam. — Porozmawiamy o tym w drodze do domu, dobrze?
W odpowiedzi pokiwała twierdząco głową. Wstałam z podłogi i wzięłam córkę za dłoń. Dziewczynka pomachała innym dzieciom na pożegnanie, po czym wyszłyśmy z klasy, odprowadzane przez przedszkolankę. W szatni założyłam Sophie buty, wzięła Rudolfa pod rękę i była już gotowa do wyjścia. Pożegnała się z przedszkolanką i wyszłyśmy wreszcie z budynku. Od razu zauważyłam, że Sophie była przygaszona. Zwykle od razu po wyjściu z przedszkola buzia jej się nie zamykała — opowiadała jak było, co robiła z innymi dziećmi. Zmartwiłam się, choć nie dałam tego po sobie poznać.
— Sophie? — zaczęłam. Dziewczynka spojrzała na mnie. — Nie wierz w to, co powiedział Oscar. Jesteś bardzo fajną i mądrą dziewczynką, wiesz?
— Wiem, mamusiu!
Przez jakiś czas szłyśmy w ciszy. Starałam się o niczym nie myśleć i dopiero, kiedy usłyszałam ciche pociąganie nosem, w mojej głowie zapaliła się lampka. Zatrzymałam się w miejscu, a dziewczynka razem ze mną. Zwykle w takiej chwili spojrzałaby na mnie, pytając się, czemu stoimy. Tym razem było inaczej — stała, wpatrując się uparcie w swoje buciki.
— Sophie, co się dzieje? Boli cię coś? — zapytałam, klękając naprzeciwko niej. Wzięłam jej małe dłonie w swoje. Dziewczynka spojrzała na mnie smutnymi oczami pełnymi łez. W tym momencie zakłuło mnie serce i mało brakowało, żebym sama zaczęła płakać.
— Nie — odparła krótko, ściskając misia w swoich rączkach.
— To co się dzieje? Możesz mi powiedzieć, skarbie.
— No bo wszystkie inne dzieci mają tatusiów, a ja nie mam – wyjaśniła, wzruszając ramionami. Po chwili wtulała się we mnie, jakby chcąc uniknąć mojego zmartwionego wzroku. Nie miałam pojęcia, co mam jej odpowiedzieć. Jeszcze nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji; nie wiedziałam, jak mam zareagować. Ludzie przechodzili obok, nie zwracając na nas większej uwagi. Jedynie jakaś starsza kobieta zapytała się, czy wszystko w porządku. Inni byli nieczuli na krzywdę drugiego człowieka; i chociaż było to smutne, to mimo to bardzo prawdziwe.
— Bo wiesz, kochanie, twój tata… Twój tata musiał wyjechać i nas zostawić. Ale masz mnie, Sophie, i zawsze możesz na mnie liczyć, wiesz?
Dziewczynka pokiwała twierdząco głową, jeszcze bardziej się do mnie przytulając. Byłam pewna, że teraz nie pójdzie sama, więc wstałam z chodnika i, z Sophie na rękach, ruszyłam do domu. Po niedługim czasie zamiast pociągania nosem usłyszałam miarowy oddech. Uśmiechnęłam się lekko, gdy uświadomiłam sobie, że Sophie zasnęła. Ten dzień w przedszkolu musiał bardzo ją zmęczyć. Zazwyczaj po przyjściu do domu, oglądała bajki, bawiła się, a o spaniu nawet nie było mowy.
Gdy wreszcie stanęłam przed drzwiami mieszkania, otworzyłam torebkę w poszukiwaniu kluczy. Minęło kilka minut zanim je znalazłam. Sophie poruszyła się w moich rękach, a ja zastygłam w bezruchu. Ona jednak tylko jeszcze bardziej się do mnie przytuliła, a ja odetchnęłam z ulgą.
Otworzyłam drzwi. W mieszkaniu panowała ciemność, więc zapaliłam światło w przedpokoju. Zdjęłam buty i  od razu ruszyłam w stronę pokoju Sophie. Nie włączając żadnej lampki, położyłam dziewczynkę na łóżku. Zdjęłam jej jedynie spodenki i trampki, a blondynka już przekręciła się na bok, wtulając w poduszkę. Przykryłam ją kołdrą, jednak zanim to zrobiłam, zauważyłam na pleckach mojej córki siniaka pokaźnych rozmiarów. Zmarszczyłam brwi. Ostatnio Sophie nie skarżyła się, że o coś się uderzyła… Postanowiłam zapytać ją o to jutro rano. Pocałowałam ją w policzek i wyszłam z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Przeszłam do mojej sypialni, gdzie zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, przebierając się w szary, znoszony sweter i zwykłe dresy. Rozpuściłam włosy, czując, że wreszcie mogę odpocząć. W moim brzuchu głośno burczało, jednak próbowałam nie zwracać na ten dźwięk uwagi. W końcu śniadanie i jedna kanapka zjedzona w pracy okazały się zbyt małym posiłkiem dla mojego żołądka. Położyłam się na łóżku, przymykając oczy. Oddychałam głęboko, tym samym odprężając się. Jedyne, o czym teraz marzyłam, to kieliszek wina… Podniosłam powieki do góry i wstałam.
Za oknem zdążyło już całkowicie zajść słońce. Wszystkie lampy były już zapalone i oświetlały ulicę. Życie toczyło się normalnym rytmem. Każdy w tym momencie mógł przeżywać swoje własne tragedie czy sukcesy. Rozstania i powroty. Chwile szczęścia i nieszczęścia.
Pamiętałam dobrze moment, gdy po wygranej bitwie o Hogwart, wydano uroczysty bal. Bal zwycięzców, a zarazem bal przegranych — w końcu w tym czasie tyle ludzi straciło życie, nie mając szansy na naprawianie popełnionych kiedyś błędów. Nigdy nie zapomnę tamtego wieczora, ponieważ to on nadał mojemu życiu sens.

Czarna, długa do ziemi sukienka, idealnie leżała na moim ciele. Była prosta i zupełnie skromna — nie potrzebowałam żadnych urozmaiceń. Tego wieczoru miałam dać się porwać zabawie. Każdy chciał na choć jeden wieczór zapomnieć o przeszłości, o straconych, zaprzepaszczonych  szansach. Bal rok po bitwie o Hogwart miał właśnie tym być: chwilą zapomnienia, tak wszystkim potrzebną.
— Hermiono, wychodź z tej łazienki! — wrzasnęła Ginny zza drzwi. Zaśmiałam się lekko pod nosem, słysząc zirytowany głos dziewczyny. Po raz ostatni spryskałam włosy lakierem, które postanowiłam zostawić rozpuszczone, na usta nałożyłam zwykłą pomadkę i wreszcie wyszłam z pokoju.
Ginny miała na sobie kremową sukienkę do kolan. Przyglądała mi się z zaciekawieniem, mrużąc lekko oczy, jakby oceniała mój wygląd.
— Już rozumiem, czemu tak długo zajmowałaś łazienkę. Moim zdaniem wyglądasz trochę za smutno, no ale skoro chciałaś taką sukienkę to masz.
— Dzięki Ginny, wystarczyło, że powiesz, że wyglądam całkiem ładnie.
— Wyglądasz całkiem ładnie, Hermiono. — Dziewczyna zaśmiała się głośno, puściła w moją stronę oczko i zniknęła za drzwiami łazienki, aby zapanować nad swoimi włosami.
Usiadłam na łóżku, przyglądają się stojącej na małej szafce ramce ze zdjęciem. Na fotografii była praktycznie cała rodzina Weasleyów — zdjęcie było zrobione podczas wycieczki do Egiptu, kiedy wszyscy byli o wiele młodsi.
Znajdowałyśmy się w Norze, skąd miałyśmy teleportować się do Hogwartu. Bariery, na czas  przybycia gości, miały zostać zdjęte. Nie mogłam się doczekać, kiedy wejdę na parkiet i spotkam się ze znajomymi. Od ostatniego spotkania minęło mnóstwo czasu; każdy był zajęty sobą, przeżywaniem żałoby, a i również renowacją Hogwartu. Praktycznie wszyscy zaangażowali się w odbudowę zamku. Był to dobry sposób na zajęcie myśli. Siedzenie bezczynnie w czterech ścianach było najgorszym, co można było dla siebie zrobić. W końcu każdy usiłował zwalczyć wciąż powracającą przeszłość.
Po dziesięciu minutach Ginny wyszła z łazienki. Postawiła na spięcie włosów — zrobiła, z drobną pomocą magii, przepięknego koka. Kilka zabłąkanych loków wypadło z fryzury.
— Gotowa? — zapytałam, prostując się i głęboko oddychając.
— Oczywiście.
Obie ruszyłyśmy w stronę drzwi. Na dole czekali na nas Harry i Ron. George, po śmierci Freda, nie chciał pokazywać się publicznie, mimo że minęło już pół roku. Nikt nie miał do niego o to pretensji. Wolał zostać sam w domu i zatapiać swoje smutki ze szklanką whisky w dłoni, przy okazji wracając do wspomnień. Artur i Molly uważali, że George sam musi się otrząsnąć po śmierci brata. Nikomu nie było łatwo, ale trzeba było żyć dalej, iść naprzód.
Harry i Ron byli ubrani nienagannie. Tym razem postawili na zwykłe garnitury, a nie szaty wyjściowe. Zdusiłam w sobie śmiech, gdy przypomniałam sobie o szacie Rona, którą musiał założyć na Bal Bożonarodzeniowy, odbywający się na czwartym roku nauki w Hogwarcie.
— Możemy już iść? — zapytał Harry, wyraźnie zakłopotany. Rzadko widział, zarówno mnie, jak i Ginny, w takich strojach.
W odpowiedzi pokiwałam głową. Ron podszedł do mnie i podał swoje ramię, a ja bez wahania je przyjęłam. Szliśmy na bal jako przyjaciele; ani ja, ani on nie mieliśmy do siebie innych zamiarów. Teleportowaliśmy się przed samą bramą Hogwartu. Profesor McGonagall stała przed wejściem i witała każdego gościa. Powoli podeszliśmy do kobiety, a ona przywitała nas krótkim uśmiechem.
— Miło mi was widzieć, wchodźcie do środka i zajmijcie swoje miejsca — powiedziała jedynie, po czym przeszła do kolejnych gości.
Cztery stoły, które zazwyczaj stały w Wielkiej Sali, zniknęły. Pojawił się za to duży podest; miało przemawiać kilka osób, składać podziękowania. Jedynie pod ścianą ustawiony był stolik z ciastkami i winem. Cały środek pomieszczenia był pusty — pozostawiony na późniejsze tańce. Dopiero później dowiedziałam się, że w sali, która znajdowała się obok, miały być podawane przeróżne dania.
Wszystkie przemowy niesamowicie się dłużyły. Przemawiała McGonagall, Kingsley, szefowie różnych departamentów z Ministerstwa. Każdy mówił o oddaniu, poświęceniu życia podczas bitwy i odwadze. Była mowa o walce ze złem do samego końca i o nigdy niegasnącej nadziei — nadziei, która powinna dawać siłę do życia, nawet mimo tak ogromnych strat. Na sam koniec minutą ciszy uczciliśmy wszystkich poległych w Bitwie.
Potem wszyscy zajęli miejsce w sali obok, czekając aż na stołach pojawią się półmiski, wypełnione po brzegi jedzeniem. Usiadłam przy okrągłym stoliku razem z Gryfonami z mojego rocznika. Śmialiśmy się, a rozmów na różne tematy nie brakowało.
W końcu nadszedł czas na tańce. Praktycznie wszyscy od razu ruszyli na parkiet. Nieznany mi zespół grał skoczne piosenki, co jakiś czas puszczając wolne.
Stałam przy stoliku z ciastkami i alkoholami, wolno pijąc wino. Przyglądałam się parom, które tańczyły przy smutnym kawałku, przytulając się do siebie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Odłożyłam kieliszek na stół, chcąc wyjść z sali, przejść się gdzieś, kiedy nagle ktoś zagrodził mi drogę. Spojrzałam lekko w góry, chcąc zobaczyć kto stanął mi na przeszkodzie. Przede mną znajdował się Oliver Wood.
— Mogę prosić panią do tańca? — zapytał, wyciągając swoją dłoń. Spojrzałam na niego i z uśmiechem na ustach, przyjęłam zaproszenie.
Kołysaliśmy się w rytm muzyki. Nie rozmawialiśmy o niczym, bo cisza w tej chwili była jedyną najlepszą opcją. Każde z nas było pochłonięte wspomnieniami; wszyscy stracili w bitwie kogoś bliskiego. Zbyt wiele dobrych osób niesprawiedliwie straciło życie.
Wood, dzięki grze w quiddicha, bardzo zmężniał. Wydawał się wyższy i szczuplejszy, niż wcześniej. W jego ramionach czułam się idealnie — bezpiecznie. Nie wyobrażałam sobie jednak zbyt wiele, bo sądziłam, że to tylko jeden, przyjacielski taniec.
— Urwiemy się stąd?
Zesztywniałam, słysząc jego głos przy swoim uchu. Rozejrzałam się wokół siebie. Każdy był zajęty swoim partnerem, a ja byłam sama. Ron flirtował z Lavender przy stoliku z winem, a Harry tańczył z Ginny. Nie chciałam spędzić tego wieczora samotnie, bo nie tak miało to wyglądać. Dlatego, mimo że nie byłam do końca pewna, czy robię dobrze, pokiwałam głową na zgodę. Oliver złapał moją dłoń i pociągnął w stronę wyjścia. Gdy znaleźliśmy się na korytarzu, przyparł mnie do ściany. Wokół było ciemno, jedynie pochodnie rozświetlały niektóre miejsca. Gdzieś na drugim końcu korytarza ktoś głośno się roześmiał, jednak oboje w tej chwili nie myśleliśmy o tym. Poczułam jego ciepły oddech na swoim policzku. Nie protestowałam, kiedy mnie pocałował. W moim ciele zapaliły się iskierki pożądania, doprowadzając do wrzenia. Oliver teleportował nas w nieznane mi miejsce, a ja nie miałam nic przeciwko.
Gorączkowe pocałunki.
Zrywane w pośpiechu ubrania.
Przyśpieszone bicia serc.
I jedna jedyna myśl, że nie popełniam błędu.

Przetarłam twarz dłońmi. Kto by się spodziewał, że to wszystko właśnie tak się zakończy?

Z dziwnego stanu wybudził mnie przeraźliwy krzyk mojej córki. Nie czekałam długo — zerwałam się z łóżka, biegnąc w kierunku pokoju Sophie.  W tamtym momencie osoba Wooda już nie istniała. 

77 komentarzy:

  1. przepraszam, że krótko i bezsensownie, ale nie mam siły.
    rozdział fantastyczny.:)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi! Wracaj szybko do zdrowia, bo ja tu się martwię! :c
      Dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  2. rozdział genialny, jak zwykle <3
    bardzo podoba mi się tutaj Narcyza, zawsze ją lubiłam i mały Draco przesłodki <3
    a kochana Timber jest przecudowna :3
    Pozdrawiam,
    Ana M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      O Narcyzie jeszcze będzie wspomniane niejednokrotnie.

      M.

      Usuń
  3. jak dla mnie, niczego nie musisz poprawiać, ale wiadomo, że każdy dąży do samodoskonalenia.... tak się zastanawiałam kto jest ojcem sophie, no i zaskoczyłaś mnie, bo nawet mój analityczny umysł nie wpadł na trop wcześniej niż ty byś chciała..... matko, nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje, ale pisze jakoś bez sensu większego.... kończę, bo nie chcę się kompromitować - przemęczenie daje o sobie znać; od kilku dni nic innego nie robiłam tylko pisałam swoją pracę mgrską.... wyczerpałam się literacko.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam Twoje słowa, jednak ja myślę, że dużo mi jeszcze brakuje i wielu rzeczy muszę się nauczyć. :)
      Oliver jeszcze będzie się pojawiał. Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzeni.
      O jeju, współczuję Ci! Ja marudzę, jak mi trudno w liceum, a co muszą powiedzieć studenci w chwilach przed sesją.
      Dziękuje za komentarz. :)

      M.

      Usuń
  4. O proszę, córka Wooda, tego się nie spodziewałam. Ja tam lubię te pierwsze rozdziały, lubię gdy akcja powoli się toczy i jak autorka delikatnie wprowadza mnie w swój magiczny świat.

    Czekam z niecierpliwością na rozwinięcie akcji!!

    Pozdrawiam i życzę dużo weny,
    Promise!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie zawiodłam was tym faktem, że ojcem Sophie jest Oliver.
      Cieszę się, że nie zanudził Cię ten rozdział. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
    2. Nie czuję się zawiedziona. Powiem szczerze, że jestem nawet tym faktem zaskoczona przez co opowiadanie ciekawi mnie jeszcze bardziej!
      Ciekawe, kto chce dosiąść się do Draco :D

      Usuń
    3. W takim razie się cieszę. :)
      Haha, sama jeszcze nie wiem, ale wymyślę coś! :D

      M.

      Usuń
  5. Kurcze ale mnie wzieło te opowiadanie:-) juz nie mogę sie doczekac na nową notke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, cieszę się! :) Postaram się jak najszybciej napisać nowy rozdział.
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  6. To już koniec rozdziału??? Kurczę tak dobrze mi się go czytało, że czuję niedosyt i to duży. Wydaje mi się, że nie było ogromnej ilości błędów no ale nie wiem, zobaczymy. Rozdział zwiększył mój apetyt :) Bardzo mi się podobało, powoli wprowadzasz nasz w świat Hermiony Granger i jej małej, słodkiej córeczki. Dobrze wkomponowałaś wspomnienia, trochę dodają coś nowego, wyjaśniają niektóre wątki. Ale zaszokował mnie jeden fragment. Dokładnie to chwila zapomnienia Hermiony z Oliverem. Serio? Wood? No w życiu bym się nie spodziewała, że to może o niego chodzić. Mam wrażenie, że Sophie jest jego córką tylko pytanie czy Oliver miał zielone oczy. Muszę odświeżyć sobie pamięć. No nic kiedy ty będziesz pisać kolejny rozdział ja przepytam moją małą chrześniaczkę (7 lat a już czyta Harry'ego :D) Co ja to jeszcze chciałam... a tak super, że Draco ma psa w dodatku tej rasy, myślę że trochę to ożywi opowiadanie.
    Szkoda mi malutkiej, wszyscy mają ojców tylko ona nie, chyba też bym tak zareagowała (tzn. dałabym kopniaka ;) biedaczka, jeden z tych momentów kiedy chcesz podarować temu dziecku cały świat ale to przecież tylko historia...
    Życzę weny i serdecznie pozdrawiam
    Dajana
    P.S. Dzisiaj odkryłam piękną piosenkę nieznanego mi dotąd zespołu. Kiedy czytałam napisane przez Ciebie wspomnienia bohaterów słuchałam jej i pięknie się wkomponowała :) Wprowadziła ten klimat. Gdybyś kiedyś miała czas i chciała posłuchać: Uncle Jed - Brother

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział ma 9 stron, a miał być o wiele krótszy. :)
      Hm, z tymi błędami, to już sama nie jestem pewna. Staram się ich nie popełniać, ale wiadomo, że czasem się zdarzy.
      Zastanawiałam się, czy dobrze wkomponowałam te wspomnienia, więc cieszy mnie Twoje zdanie :)
      W sumie teraz wszyscy są zszokowani faktem, że Oliver jest ojcem Sophie, a ja zastanawiam się, czy nie zagalopowałam się z nim...
      Tutaj strzeliłam gafę! Zawsze wydawało mi się, że Oliver ma zielone oczy, a dzisiaj weszłam w jego opis i co? Brązowe oczy. ;_; Ale strzeliłam gafę, uh!
      Taka chrześnica to cud. Możesz być z niej dumna. :)
      W sumie Timber była takim nagłym pomysłem, nie miałam o czym pisać. Cieszę się, że spodobało Ci się.
      Oczywiście piosenki zaraz przesłucham!
      Dziękuję za taki długi komentarz! To właśnie dla takich osób jak Ty, mam ochotę dalej pisać. :)

      M.

      Usuń
    2. Serio??? Ma brązowe oczy? Nie zdążyłam dopytać chrześniaczki...
      Ale zawsze możesz się wybronić biologią i genami :) Nie przejmuj się, że każdy w komentarzu pisze o Oliverze i Hermionie mnie się podoba ponieważ jest coś innego. Niby czemu Sophie ma być córką Draco bądź Rona?
      Dajana

      Usuń
    3. Serio, serio. Haha, chyba nie będę miała wyjścia i wybronię się tymi genami :D
      Dziękuję za podniesienie mnie na duchu, teraz jestem nieco pewniejsza, iż być może dobrze zrobiłam. :)

      M.

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy rozdział, fajne opisy, powoli nas wprowadzasz do tych wspomnieć, wydarzeń i świata Hermiony Granger. Życzę weny i czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że spodobało Ci się i udało mi się Ciebie zaciekawić. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  8. Hej moja M.

    Czekałam na ten II rozdział :)

    Jest cudowny. Malfoy w Twoim opowiadaniu jest bardzo ludzki :)
    Wszystko jest przepełnione emocjami...

    Bardzo mi się podoba:)

    Czekam na rodział III :)

    Całuje

    Effy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało! Dziękuję za komentarz, oraz miłe słowa. :)
      Postaram się napisać go szybciej.

      M.

      Usuń
  9. Lubię,jak się rozpisujesz. C:
    Jak i w rozdziale, jak i w notce od autora. Drugi rozdział jest jeszcze lepszy od pierwszego. Nie wiem, dla mnie dzieje się dużo... Zaczynasz nam powoli pokazywać jacy są bohaterowie. Świetnie ci to wychodzi. :)
    Wood? ON? Nigdy go nie lubiłam.
    Kompletnie nie poczułam tych dziewięciu stron, pochłonęłam je od razu. Co ty ze mną robisz. :/
    Czekam na więcej, wkręciłam się w całe opowiadanie. Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ojeju, cieszę się, ja ogólnie myślałam, że Wy nie czytacie tej notki mojej, bo zawsze gadam bez sensu, hehs. :D
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał. Myślałam, że ten rozdział jest nudny i ciągnie się jak flaki z olejem. flaki z olejem.... co? xD
      Boże, wszyscy są zaskoczeni z Woodem, jestem załamana.
      Co ja z Tobą robię. :/ No nie wiem, nie wiem. :/
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  10. Rozdział jest świetny, cieszę się, że trafiłam na twojego bloga. jednak z całości najbardziej zapadł mi w pamięci fragment wspomnienia Draco. Osoba Narcyzy zawsze wzbudzała we mnie sympatię. I zawsze było mi jej żal. Teraz kiedy czytałam ten fragment było mi też okropnie żal Draco. Przepięknie to opisałaś, miałam łzy w oczach.

    Zapraszam także do siebie na http://you-make-me-rise-when-i-fall-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, nie wiedziałam, że potrafię wywołać łzy u moich czytelników, czytanie takich słów jest dla mnie niezwykle miłe.Starałam się. :)
      Zaraz postaram się do Ciebie wpaść.
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  11. Hahhaha Timber mi normalnie przypomina mojego psa w 100% ;)
    Ej kurde co jest z Sophie? :o
    To to co mi wysłałaś kiedyś na ggg się zaczęło? UPS za dużo gadam :D
    Aj no i rozdział jdidnsubisshhs *-*
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Timber to taki pies, którego nigdy nie miałam. :c
      Katie! Cicho! xD
      Wszystko okaże się w kolejnym rozdziale.
      Dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  12. Hej ;).
    Przepraszam, że wchodzę dopiero teraz, ale nie miałam dostępu do laptopa. Twój rozdział przeczytałam wczoraj na komórce ( nie mogłam z niej skomentować). Z góry bardzo dziękuję za tak miły komentarz pod moim blogiem i za to, że powiadomiłaś mnie o nowym rozdziale. Cóż, gdy go czytałam... Poczułam, że moje opowiadanie jest totalnym dnem, w porównaniu z Twoim! Byłam pod tak wielkim wrażeniem, że gapiłam się po przeczytaniu dobre parę minut w ekran... Zacznę od tego, że masz naprawdę dobry styl ! Bogate słownictwo, barwne dialogi, myśli i te opisy miejsc, przeżyć... Tylko pozazdrościć. Każde słowo odgrywa jakąś ważną rolę i ma głębokie znaczenie. No po prostu czułam jakbym wzięła do ręki książkę jakiejś utalentowanej pisarki. Przemyślenia spodobały mi się najbardziej, były wręcz psychologiczne. Sam sposób w jaki przedstawiłaś wszystkich bohaterów...Przyznam, że Sophie najbardziej przypadła mi do gustu. Gdy tylko o niej piszesz to serce mi przyśpiesza :). Rozkoszne dziecko <3 . Draco jest bardzo empatyczny i szczery, spodobała mi się także jego rozmowa z mamą i końcowe postanowienie. Zresztą wszystko mi się spodobało ! Jest tyle dramione o dorosłym życiu itd, ale Twoje jest prościej mówiąc wyjątkowe... Lablador Dracona...kocham tego psa <3...Nic ująć, nic dodać ! Jestem bardzo ciekawa, kogo Draco spotkał w parku. Siedzę jak na szpilkach i czekam na jego spotkanie z naszą Hermioną ! :**

    Zapraszam do siebie na nowy rozdział ( aż trochę mi głupio, bo w porównaniu z Twoim to porażka...) :)).

    Pozdrawiam gorąco !! <3
    http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę powiedzieć, że Twoje słowa naprawdę bardzo mnie podbudowały, ponieważ zaczęłam się zastanawiać, czy ten rozdział oby na pewno mi wyszedł.
      Cieszę się, że nie zawiodłam Ciebie! I jeju, dziękuję za każde miłe słowo. Osobiście sądzę, że mój styl jest raczej ubogi, to samo jeśli chodzi o słownictwo.. :D Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Naprawdę Twoje słowa podniosły mnie na duchu. Teraz szczerzę się jak głupia do ekranu. ;)
      Ja też polubiłam Sophie. Jeszcze będzie się wiele działo, przynajmniej taki mam plan.
      Timber była pomysłem dość nagłym; nie wiedziałam o czym pisać, więc postanowiłam dać Malfoy'owi psa :D
      W sumie to też bym chciała wiedzieć kogo spotka... Coś tam wymyślę. xD Co do spotkania Hermiony i Malfoy'a... Hyhyhy. Już niedługo. Boże, już się boję.
      Jaka porażka? O: Napisałam Ci już na blogu komentarz. I nie waż się tak mówić! :D
      Jeszcze raz, dziękuję <3

      M.

      Usuń
  13. Wczoraj jak czytałam, to chciało mi się płakać przy wspomnieniach Draco :( I byłam pewna, że to Ron zostawił Hermionę z dzieciątkiem, ale jednak dobrze mi nie pasowały te blond włosy ^^
    Bardzo fajnie piszesz, z pomysłem - tylko przyczepię się do tego, że bardzo często powtarzasz słowo "blondynka", w jednym ciągu, nazwij ją czasem Sophie (ale to tylko takie moje spostrzeżenie) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, nie wiedziałam, że mogę wywołać u Was takie uczucia. To miłe. :)
      Niee, Ron jest dobry, jeszcze się pojawi w opowiadaniu, spokojnie.
      Ło matko, tutaj to mnie znokautowałaś. Myślałam, że zbyt często używam Sophie, więc w ostatniej chwili przed publikacją zaczęłam zmieniać. :D
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  14. Ja wcale się nie gniewam, że jest kilka stron więcej niż było przewidziane :) Cieszę się, że tak dobrze Ci się pisze. Co do rozdziału to tajemniczy, a mała Sophie mnie mocno rozczula. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się cieszę, że, jak na razie, pisze mi się dobrze. :)
      Wraz z kolejnymi rozdziałami będzie odkrywane więcej wspomnień. Postaram się jakoś w miarę logiczne je opisywać, choć nie ukrywam, że to te wspomnienia są dla mnie wyzwaniem. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  15. Och, M.
    Pozwól, że Cię zacytuję: To tak jakbym czytała świetną książkę i nie mogła przestać. Od siebie dodam, że wyczekiwanie kolejnych rozdziałów wychodzi mi tak jak czekanie na premierę Gwiazd Naszych Wina, tudzież Krwi Olimpiczyków.
    Pozostaje tylko czytać, czytać i czytać

    Robisz z Narcyzy mądrą i cudowną kobietę. Wspomnienie Draco było wzruszające.
    Jednak, muszę Ci powiedzieć, że poranne spacery z psem tylko w filmach wyglądają ta jak to opisałaś. W prawdziwym życiu jest zgoła inaczej. Zacznijmy d tego, że muszę najpierw ciecia dobudzić, zrzucić sobie z głowy, a następnie pomiziać na dzień dobry.
    Potem, uspokoić go na schodach, bo zbiegając szczeka jak opętany. Już nieraz dostałam za to od sąsiada burę.

    Wracając,
    Jako że styl pisania masz już wyrobiony, bo Droga się przecież sama nie napisała, pozostaje mi powiedzieć, że trzymasz dobrą formę. Na Twoim miejscu pewnie bym się jeszcze rozkręcała i rozkręcała jak gówno w betoniarce. A Ty od razu zaczynasz perfekcyjnie.

    Hermiśka ma kijową robotę. Mam nadzieję, że znajdzie wkrótce lepszą fuchę, bo przez tą wyłysieje.
    Żeś mnie zaskoczyła. To znaczy bardziej zaskoczyła mnie moja głupota. Gdy tylko przeczytałam Olivier Wood, strzeliłam ręką w czoło. Przecież to oczywiste ! Dlaczego nie przewidziałam tego wcześniej ?
    Ojej, moje zdolności dedukcyjne wołają o pomstę do nieb...ehm, znaczy piekła.

    Pozostaje mi czekać na kolejny zacny rozdział, zaiste.
    Pozdrawiam,
    Mad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc już wiesz, jak ja się czuję, gdy czytam Twoją Modę :')
      Jeju, kolejny raz kolejna osoba pisze mi, że wspomnienie Draco było wzruszające. Czytam je drugi raz i nie wiem o co Wam chodzi :c O Narcyzie jeszcze będzie dużo.
      Następnym razem opiszę to dokładnie tak, jak napisałaś! :D
      Jeju, miło mi to słyszeć. Z tym rozdziałem męczyłam się przez, uwaga, cztery dni. Nabawiłam się przy tym nerwicy i napadów wstrząsów.
      Z tą pracą to jeszcze będzie. Już sobie wymyśliłam pewien plan, hyhyhy.
      Mad... Trzeba popracować nad drogą dedukcji, o tak.
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  16. Hej kochana!
    Przepraszam że dopiero teraz komentuje gdyż Blloger nawala i nie mam szerokiej listy.
    Coś czuje że chyba nie tylko ja.
    Podoba mi sie pomysł ze wspomnieniami.
    Czy ja dobrze zrozumiałam hermiona i Oliver?
    To coś czego jeszcze nie czytałam i naprawdę zaskoczyłaś mnie w bardzo pozytywny sposób.
    W ogóle jestem coraz bardziej ciekawa jak to wszystko pokażesz.
    Naprawdę nie żałuje że zaczęłam czytać to opowiadanie.
    jestem nim coraz bardziej zachwycona.

    pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest dokładnie to samo! Wyświetla mi jeden blog, a gdy naciskam "wyświetl więcej", nie wyświetla więcej.
      Tak, tak, Hermiona i Oliver. Wszyscy są zaskoczeni, kurde, co ja zrobiłam. ;_; Ale cieszę się, że zaskoczyłam Cię w pozytywny sposób. :)
      Ciesze się, że udało mi się Ciebie zaciekawić!
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  17. Też byłam na Gwiazd naszych wina w kinie i ryczałam równo, a cały makijaż spłynął. I całe szczęście, że nie miałam nic do jedzenia ani picia, udławiłabym się od tego czkania z rozpaczy. Czytałaś może książkę?!

    Miałam plan skomentować te dwa nowe rozdziały raz, ale jak zobaczyłam wcześniej tego Rudolfa to musiałam zmienić plany.
    Miałam wrażenie, że rozdział w momencie przebywania Draco w parku, trochę się urwał. Kto koło niego usiadł??!! I teraz pozostaje mi tylko czekać na trójkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że czytałam! Przeczytałam gdzieś z miesiąc przed premierą filmu. Codziennie oglądałam zwiastun, czekając jak na szpilkach, kiedy film wreszcie będzie dostępny w kinach.
      No oczywiście, że się urwał. Taki też miałam plan. :D Już powoli zaczynam sobie wymyślać, kto mógł obok niego usiąść, teraz tylko jeszcze jakoś umiejętnie to napisać.
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  18. Więc po pierwsze...

    ALE JAK TO OJCEM SOHPIE JEST OLIVER, JA SIĘ NIE ZGADZAM!

    Nie lubię Wood'a. Niby przystojny jest, ale... po prostu. Jest zbyt gryfoński na moje gusta, nie to co Draco, myry myry.

    Wiem, pamiętam, że on jest Twój, ale pomarzyć zawsze można, prawda? xD

    Rozdział jest cudowny, tylko autorka beznadziejna. Nie chciała mi go wysłać, rozumiesz? NIE CHCIAŁA, ŻEBYM PODZIWIAŁA TO DZIEŁO PRZED PREMIERĄ. OKRUTNIK.
    Masakra, no ja nie wiem (M.!), kto to opowiadanie pisze (M!!!), wstyd mi za nią. (M. CWELU O TOBIE MÓWIĘ!!!)

    Rozdział jest cudowny, tak po prostu. Uwielbiam to opowiadanie, mimo że wiem, co się stanie dalej i to mnie przeraża (wcale nie spojleruję). I kocham autorkę bardzo, mimo że jest okropna i stara i ma zmarszczki.

    I czekam na kolejny, ale to już wiesz. XDD
    I skończ ten film i chodź na gadu wreszcie, a nie, opierdzielasz się cały dzień XD

    Vilene (nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak to. Musisz się zgodzić, przykro mi, nie masz wyjścia. Ja tam lubię Wooda, nie wiem co Ty do niego masz. ;_;
      Nie można marzyć, nie można! Tylko ja mogę, hyhyhy.
      A fak ju! Nie powiem kto nie chciał mi wysłać swojego rozdziału. TAK TO TY.
      Ja nie wiem kto to jest M... Chociaż może.. Nie, jednak nie wiem.
      Vilene, przestań spojlerować... Jak pomyślę o tym, co ma się wydarzyć, to chce mi się płakać. Jestem ciekawa, jak sobie poradzę. 8)
      Dziękuję.

      M.

      Usuń
  19. Ciekawy pomysł na opowiadanie, zapowiada się interesująco. Z przyjemnością przeczytam ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić. :)
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  20. Świetny rozdział :) Z pewnością jeszcze tu wpadnę w wolnej chwili i czekam na nowy rozdział :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    no-rain-norainbow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Postaram się wpaść, aczkolwiek nic nie obiecuję.

      M.

      Usuń
  21. Onqoiwnfoweinfvoiwenvoiwenvoi, o jezu, no.
    Cudowny, tak baaaaaardzo.
    Draco jest... no, kurwa, idealny. Serio. Nawet w takiej spokojnej wersji, jejku.
    Timber wspaniała. Zastanawia mnie, kto dosiądzie się do Malfoya i co stało się Sophie.
    A tak w ogóle to jak to Wood ojcem? CO. JAK TO. NIE ZGADZAM SIĘ, OK.
    Czekam na kolejny, chcę już.

    Życzę Ci dużo weny,
    Avada.
    http://prohibiti-amare-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, hehs.
      Co do Draco mam dużo zastrzeżeń, muszę jakoś to przeboleć. ;_; Ale, przynajmniej w moim opowiadaniu, Draco przeszedł swoje.
      Wood jest ojcem, tak.

      M.

      Usuń
  22. Napisałam taaaki fajny komentarz i akurat odłączyli mi neta :( no nic. Napiszę więc tylko, że strasznie mi się podobało. Nie ma znaczenia, że nie działo się zbyt wiele. Wprowadziłaś nas w ich przeszłość, ukazując skrawki z ich życia ( Hermiona i Wood - tego chyba jeszcze nie było xd), opisałaś normalny dzień z życia obojga-super. Naprawdę świetnie Ci wyszło :) mam nadzieję na szybkie dodanie kolejnego rozdziału.
    M.D.

    PS Nie będę oglądać tego filmu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to wredoty, internety jedne!
      Dziękuję, dziękuję! Bardzo jest mi miło, gdy słyszę takie słowa. :)
      Kiedy kolejny rozdział - nie mam zielonego pojęcia, na razie leniuchuję i nawet słowa nie mam napisanego. D:
      Musisz! xD

      M.

      Usuń
  23. A ja mogę krótko? Bo nigdy nie lubiłam się rozpisywać w komentarzach...
    Bardzo mi się podoba! Opowiadanie i szablon! Blog ma w sobie trochę tajemniczości, chociaż może mi się tylko wydaje... W kądym razie pisz szybko następny i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że napisałaś komentarz! :) I, oczywiście, że może być krótko. Mi wystarczy jedno słowo, naprawdę. Chcę tylko mieć jakieś poczucie, że moja praca jest szanowana i nie poszła na marne.
      Cieszę się, że Ci się podoba. Postaram się szybko napisać kolejny rozdział. :)

      M.

      Usuń
  24. Zaczyna się wspaniale!! Nie mogę doczekać się aż w końcu się spotkają.
    Biedny Draco :( . Jestem ciekawa dalszej akcji. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
    Atricia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba. ;)
      Spotkanie nastąpi dopiero w piątym, lub szóstym rozdziale :( Choć bardziej myślę o piątym.
      Będzie jeszcze dużo wspomnień, zarówno tych Hermiony, jak i Draco.
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  25. Zawsze tak sobie wyobrażałam dzieciństwo Dracona. Najbardziej poruszyło mnie ostatnie zdanie ze wspomnienia.
    Przyjemnie się ten rozdział, jest tak lekko napisany. Cudowny <3
    Ja nie byłam na GNW. Nie wyświetlali u mnie ;c Ale narazie książka mi wystarcxa.
    Ściskam, em.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzieciństwie Draco jeszcze będzie wspomniane. Cieszę się, że Ci się podoba.
      Film jest genialny, tak samo jak książka. :)
      Dziękuję.

      M.

      Usuń
  26. To przywiązanie Draco do Timber jest słodkie <3 Podoba mi się też, że nie skupiasz się wyłącznie na głównym wątku, ale już od początku opisujesz ich pracę itp. A tak po za tym to jak można kończyć w takim momencie?! :P Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię kończyć w takich momentach, chyba każdy o tym wie. :D
      Bardzo się cieszę, że Ci się podoba!
      Dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  27. Śliczne!
    Brak słów....
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  28. Te blond włosy i zielone oczy wyprowadziły mnie w pole :D Myślałam, że to Draco zostawił Hermionę w ciąży ;) A tu szok :O Oliver! :D Ja tam, w przeciwieństwie do wielu osób tutaj, zawsze Wooda lubiłam ;]
    Ciekawe któż tam się do Dracona przysiadł :P

    Aha, i przeczytałam w komentarzu, że Ron będzie spoko :) Bardzo się cieszę, bo mam już dość tych opowiadań gdzie Ron był zły itd.

    Będę czytać! Pozdrawiam :)

    Tyene Sand

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a tu niespodzianka! Czytałam zbyt wiele opowiadań, w których to Draco był ojcem dzieci Hermiony, a ta uciekła, i po latach się spotykają itd. :D Postanowiłam troszkę Was zszokować, więc cieszę się, że mi się udało. Ja też go lubię, nic do niego nie mam. :)
      Ron będzie dobry, tak samo jak Harry. Później wszystko się okaże, dlaczego nikt nie interesuje się życiem Granger. W późniejszych rozdziałach pokażą się Ron, Harry i Ginny.
      Cieszę się. ;)

      M.

      Usuń
  29. Nominuję cie z wielką nadzieją do Liebster Awards szczegóły chyba znasz, ale jeśli nie to zaglądnij na mój blog i tam się wszystkiego dowiedz. http://miedzy-zywiolami-wielkiego-chi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za nominacje! To dla mnie ogromne wyróżnienie. Jeśli będziesz ciekawy, odpowiedzi znajdziesz w zakładce "Nominacje". :)

      M.

      Usuń
  30. Jezusie jakie zatrzęsienie komentarzy :D Kochana moja cud Mrs. M :) Widać, że Cię kochają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, w sumie też się zdziwiłam, że tyle osób chce komentować moje opowiadanie. ;) Chociaż wyświetleń jest o wieeeele więcej, ale i tak jestem bardzo zadowolona. :D

      M.

      Usuń
  31. A ja jestem bardzo ciekawa, kogoż to nasz bohater ujrzał, że aż zaniemówił XD No i Oliver... w kanonie książkowym go uwielbiam, w filmie też był niczego sobie, ale tutaj nie jest najlepszym tatusiem wszech czasów :/
    9 stron - nic dziwnego, że czytałam tak długo, gratulacje kochana! W moim przypadku ledwo wystukam 5 stron nie na siłę :') Nie odpowiadam za pojawianie się moich komentarzy w terminie, więc możesz się ich spodziewać późno, ale zawsze będą, pamiętaj XD
    Halo, halo, ja chcę już Dramione ;_; Tak wiem, jestem w gorącej wodzie kąpana ;-;
    Czekam na nexta (ooo, może jeszcze w tym tygodniu, ja to mam szczęście w czytaniu i komentowaniu, nie ma co).
    Pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w sumie to nikogo takiego xD
      O Oliverze będzie w trzecim rozdziale. Zaraz właśnie będę pisać tą scenę. Wiesz, ja też go lubiłam, no ale cóż, Ron zawsze niedobry nie może być. ;-;
      Muszę powiedzieć, że zaczynam się rozkręcać. Staram się pisać więcej opisów, barwniejsze dialogi itd.
      Dramione? Trochę jeszcze minie. :D
      Jeśli zdążę skończyć to będzie dzisiaj czy jutro, a jak nie zdążę napisać, to będzie dopiero za tydzień, bo wpadł mi nieoczekiwany wyjazd. ;_;
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  32. I kolejny raz trafiam na ten okropny moment, kiedy czytając bloga nagle kończę rozdział i nie mam, co dalej czytać. ;( Dlatego właśnie nie lubię zabierać się za dopiero zaczynające się opowiadania, bo za każdym razem, kiedy się wciągnę w czyjąś opowieść, w pewnym momencie zostaję na lodzie... No nic, czekam niecierpliwie na kolejny rozdział!

    Pozdrawiam! (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, przykro mi. :c Na pocieszenie mogę powiedzieć, że już kończę trzeci rozdział, więc nie będziesz musiała zbyt długo czekać, przynajmniej tak mi się wydaje. :)
      Dziękuję! Mam nadzieję, że ujrzę jeszcze Twoje komentarze. :)

      M.

      Usuń
  33. Mimo że to dopiero drugi rozdział, to widać, że Twoje opowiadanie cieszy się sporym powodzeniem - część czytelników na pewno ceni Cię i Twój sposób pisania z poprzedniego bloga, którego nie miałam okazji jeszcze czytać (nadrobię, obiecuję!).

    To, że ojcem Sophie jest Oliver Wood wiedziałam (ha:P), jednak i tak zaskoczył mnie niemile swoją porywczością. Poza tym żadne z nich, nawet rozsądna Hermiona, nie myślało o zabezpieczeniu się w tym nagłym przypływie pożądania?

    Przez cały czas myślałam, że poprowadzisz wątek tak, że Hermiona z córką pójdą do parku po przedszkolu i w ten sposób trafią na Dracona, ale teraz nie mam pojęcia, czy to w ogóle one będą jego chwilowymi towarzyszkami... :) Och, nawet nie wiem czy było wspomniane, że oni mieszkają w jednym mieście. Zdecydowanie będę musiała przeczytać wszystko od nowa.

    Już teraz nie mam prawie żadnych wątpliwości, że Sophie coś dolega i podejrzewam, że w ten sposób pojawi się wątek Dramione.

    Jedyne, co mnie zdziwiło, to Hermiony praca - jest recepcjonistką? Ona, ze swoimi niezrównanymi ambicjami i możliwościami? Nieco się pogubiłam, bo wciąż nie wiem, w której części świata dzieje się akcja - magicznej czy też nie, chociaż skłaniam się bardziej ku drugiej wersji, bo nie było mowy o różdżkach, o tym, że Draco jest magomedykiem, a nie lekarzem etc. Być może z tego powodu Hermiona wykonuje tak... zwykły (?) zawód, bo w magicznym świecie zdecydowanie dostałaby coś lepszego, i to od tak. :) Mam nadzieję, że moje przypuszczenia są słuszne albo rozwieją się w kolejnych rozdziałach. Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  34. Hmm... Co by tu napisać. Jak zwykle fantastycznie napisałaś. :) Zdziwił mnie trochę wątek Wooda i Hermiony, bo to.. jakoś tak zaskakująco wyszło. Znaczy wiedziałam już po pierwszym rozdziale, że to on jest ojcem Sophie, bo tam wspomniałaś jego imię, ale jednak na początku myślałam, że będzie to no nie wiem.. Ron? Albo Harry? Po prostu nie spodziewałam się Wooda. Ale i tak jest świetnie. :D

    Sophie. <33 Czyżby chora? :c
    -Voldemort

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja czytam od nowa, ponieważ co nieco już zapomniałam, moja kochana beto. :)
    świetnie piszesz i masz genialne wyczucie co do opisywania scen <3 Ach. No cóż idę dalej.

    OdpowiedzUsuń
  36. eeeee to dziecko wooda? nie mozliwe

    OdpowiedzUsuń
  37. Rozdział moim zdaniem lekki, ciekawy, przedstawiasz nam kolejne fakty dotyczące życia Hermiony, podoba mi się to :) . Nie powiedziałabym, że to Wood, tym bardziej, że te oczy Sophie są zielone, a on miał przecież brązowe :D. Niemniej jednak, lepsze to niż jakiś Nott czy coś w tym stylu :)
    Jeśli chodzi o Timber i Draco, to po prostu ich uwielbiam :D.

    Panna T .

    OdpowiedzUsuń
  38. Bardzo ciekawy rozdział. Dużo wspomnień, które przybliżyły nam przeszłość bohaterów. Draco taki samotny. Szkoda mi go. Hermiona chociaż ma Sophie. Dobrze się czytało.
    Pozdrawiam
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  39. #MagiczneSmakołyki #PieprzneDiabełki

    Zacznę od tego, że lubię opowiadania pisane z perspektyw wielu bohaterów. W tej historii zapewne będą tylko dwie perspektywy, ale to i tak fajnie. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego je lubię? Cóż, to proste, w ten sposób widzę różnorodność autora i fakt, że umie odnaleźć się w dwóch różnych perspektywach. To nie jest zbyt prosta sztuka, ale Ty radzisz sobie w tym świetnie.

    Zacznę od części z Draco. Najbardziej uderzyło mnie wspomnienie z przeszłości, a konkretnie Lucjusz. Nie przypuszczałam, że może być taki wobec swojej żony. Oczywiście domyślałam się, że nie jest zbyt kochający, ale on traktował ją jak rzecz. I był bardzo arogancki. Draco, jako mały chłopiec, nie miał zbyt radosnego dzieciństwa. Nic dziwnego, że postanowił zmienić swoje życie. Praca jako lekarz to coś zupełnie innego, nowa karta, nowe życie. Chyba właśnie tego było mu trzeba. Dodatkowo bonus w postaci psa, który jest uroczy i łakomy. Zastanawia mnie to, kto usiadł obok Draco?

    Praca jako recepcjonistka to dość wymagający zawód, a jeśli ma się szefa, który myśli, że jest pępkiem świata, no to sytuacja wygląda o wiele gorzej. Na szczęście Hermiona nieźle sobie z tym radzi. Szczerze ją podziwiam.

    Sophie to niezła łobuziara. Kopać kolegę to takie rebel. No ale w sumie miała powód. Zasmuciło mnie to zdanie, gdy powiedziała, że inni mają tatusiów, a ona nie ma. Biedna mała. Ciągle zastanawia mnie gdzie jest Oliver? Bo to on jest jej ojcem? Dobrze zrozumiałam? Przynajmniej tak wywnioskowałam ze wspomnienia Hermiony.

    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    PS. Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov