8 cze 2017

Rozdział 30 (epilog)

„A jeśli będziesz kwiatem —
zakwitniesz mi w dłoni
Pragnieniem jeśli —
poszukam strumienia
jeżeli ptakiem —
ubłagam wszystkie czarne koty
A jeśli ciszą będziesz
I słów się wyrzeknę”*
Dwa lata później

— Nazywam się Hermiona Granger. Moja córka chorowała na ostrą białaczkę limfoblastyczną i zmarła po nieudanym przeszczepie dwa tygodnie później.
Wyznanie, które przez długi czas nie mogło mi przejść przez gardło, teraz nie sprawiało mi już tak ogromnego problemu. Z czasem zaczęłam przyzwyczajać się do tego, czego nie da się już zmienić. Zrozumiałam, że niektóre sprawy, takie jak śmierć, są nieodwracalne. Można krzyczeć, błagać, targować się, oddać swoje życie — wszystko co najcenniejsze — ale to nic nie zmieni. Wciąż stoi się w miejscu, nie mogąc ruszyć do przodu. Po jakimś czasie jednak człowiek zaczyna uczyć się na nowo chodzić; stawia kroki, jakby to były te pierwsze, a przecież tyle ich wcześniej pokonał. I wydawałoby się, że nie ma nic, co mogłoby już go zatrzymać…
— Jak miała na imię twoja córka, Hermiono?
Milczenie. Cisza boleśnie raniła wszystkich, obecnych w sali. Każdy zmagał się ze swoją przeszłością i każdy był w tym miejscu, by wreszcie z nią wygrać. Wspomnienia nie dawały jednak o sobie zapomnieć, były przy mnie w każdym momencie życia.
Czasami przypominałam sobie Sophie w najmniej oczekiwanych momentach, bo wystarczyła chwila, sekunda — jakieś dziecko, spotkane w sklepie, miało podobne oczy; bo wydawało mi się, że gdzieś za rogiem słyszałam jej śmiech. Zwykle w takich chwilach zaczynałam biec za tym dźwiękiem, ale po chwili stawałam i zaczynałam dusić się bolesną prawdą, nie mogąc złapać tchu. A prawda była taka, że nawet najsilniejsza na świecie miłość nie mogła nikomu, nawet mojemu dziecku, przywrócić życia. Terapia była tym, co miało zacząć pozwalać mi się godzić z tą brutalną prawdą. Wypowiedzenie jej imienia za każdym razem było dla mnie niewytłumaczalnie trudne i sama nie wiedziałam, czemu tak było; przecież to moja ukochana córeczka, ta, która zawsze dawała mi szczęście, a nagle, gdy zniknęła, myślenie o niej stało się tak ciężkie.
— Sophie.
— To piękne imię — powiedziała młoda kobieta prowadząca spotkanie. Miała ciepły głos, mówiła do mnie jak do przestraszonego zwierzęcia, które może spłoszyć się gwałtowniejszym ruchem. Na początku terapii właśnie taka byłam: przestraszona, wyczulona na każde spojrzenie czy gest. Każde słowo wydawało mi się atakiem, dopóki nie zrozumiałam, że w tym miejscu każdy próbuje pogodzić się z porażkami. Dopiero wtedy zaczęłam się otwierać i mówić, a nie tylko słuchać i uciekać. — Opowiesz nam jak wyglądała?
Serce zaczęło mocniej bić, a dłonie pocić. Czułam na całym ciele dreszcze — wracanie do tego było przerażająco trudne, ale było podstawą do uporania się ze wspomnieniami, z poczuciem winy. Przełknęłam głośniej ślinę i przegryzłam wnętrze policzka. Próbowałam ułożyć w myślach cudowne zdanie, które opisywałoby moje dziecko, ale żadne słowa nie przychodziły mi do głowy. Wszystko wydawało się puste, bez wyrazu, nie mające sensu, a Sophie miała sens…
— Była najpiękniejsza — odparłam, wpatrując się uparcie w swoje dłonie.

Dwa lata to dużo czasu, by nauczyć się na nowo żyć. Każdy znajduje sposoby na ukojenie bólu, związanego z utratą najbliższych osób — jedni zatracają się w pracy, inni spełniają swoje marzenia, żeby przekonać się, że życie wciąż ma sens i może jeszcze zyskać inne barwy niż tylko szarości. Czasem jednak, gdy człowiek traci wszystko, co było najcenniejsze w jego życiu, nic nie może pomóc. Codzienne wstawanie rano z łóżka wiąże się z kolejnym dniem udawania i zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że toczysz wojnę; wojnę o siebie z samym sobą. Często wygrywasz, ale zdarzają się porażki, po których podniesienie się trwa zbyt wiele czasu. Wtedy umyka ci to, co najważniejsze.
Podobno złe wydarzenia, które spotykają nas w życiu, najpierw nas załamują, owszem, ale później tworzą silniejszymi. Podnosimy się po porażkach, choć przecież ich nie planowaliśmy, mocniejsi, tak jakby nic nie mogło nas już złamać. W ciągu kilku ostatnich lat mojego życia przekonałam się jednak, że każde odejście osób, które zdążyłam pokochać, wiązało się z coraz boleśniejszymi upadkami. Upadkami tak mocnymi, że powstanie wymagało ode mnie zbyt wiele. Śmierć Sophie przeważyła szalę tego, ile byłam w stanie znieść. Przyszło załamanie i rozpacz, uczucia, nieopuszczające mnie przez lata. Po roku żałoby zaczęłam uczyć się z nimi żyć jak z najlepszymi przyjaciółmi, którzy zawsze są tuż obok. Po prostu akceptujesz ich obecność, aż w końcu istnienie bez nich wydaje się niemożliwe. Staje się to tak naturalne, jak to, że serce wciąż bije w piersi i że kolejnego dnia znowu się obudzisz, bo przecież nie ma innej możliwości. Wtedy też zacznie się kolejny dzień toczenia walki; każdej pory dnia i nocy walczyłam w największych bitwach, ale zdałam sobie sprawę z tego, iż najważniejszą wojnę przegrałam dwa lata temu. Teraz małe, pojedyncze zwycięstwa, znaczyły niewiele i zapewniały tylko krótkotrwałe szczęście.
Nigdy niczego nie żałowałam. Sophie była najlepszą częścią mojego życia, pokazała mi miłość, jakiej nigdy nie byłam w stanie doświadczyć, zostawiając za sobą tylko, albo aż, wspomnienia — ale były to najpiękniejsze wspomnienia, które miały pozostać w mojej pamięci już do końca życia. Moje dziecko było dla mnie światłem wśród panującej na świecie ciemności. Po jej odejściu przez długi czas błądziłam po omacku, jednak w końcu zorientowałam się, że tak da się żyć. Trzeba jedynie przyzwyczaić wzrok do czerni, aż w końcu coś się dostrzega. Wreszcie uśmiech pojawia się na twarzy częściej i zaczyna się po prostu… żyć, czerpać radość z czegoś, co już nigdy miało nie sprawiać szczęścia. A jednak się udaje.
Draco Malfoy… Draco Malfoy przez krótki czas nadał sens mojemu życiu — i chociaż brzmi to tanio, tak właśnie było. Nasza relacja oparta była na iluzji, pojedynczych chwilach, które uważaliśmy za te znaczące. Ta imaginacja doprowadziła do tego, że zaczęliśmy się od siebie uzależniać. Przez kilka miesięcy udało mi się dostrzec, że ten mężczyzna, z którym dzieliła mnie kiedyś tak ogromna nienawiść, zmienił się. Każdy człowiek zasługiwał przecież na drugą szansę i nigdy nie byłam rozgoryczona tym, iż ją ode mnie dostał. Razem stawiliśmy czoła naszej przeszłości, chcąc wreszcie pokonać ją na dobre — ale ostatecznie oboje zostaliśmy w niej uwięzieni, osobno, z daleka od siebie. Mogliśmy próbować wzajemnie się ratować, wydostać się z tej przeklętej pułapki, ale ilekroć usiłowaliśmy uciec, tylekroć zostawaliśmy z powrotem schwytywani. Została nam jedynie samotność i poczucie ogromnej straty, straty samych siebie. Ta  relacja zatruwała nas od wewnątrz, choć żadne nie chciało się z tym pogodzić. Razem nie byliśmy w stanie żyć, bo prześladowały nas wspomnienia; ale osobno było jeszcze gorzej. Wszystko, czego kiedyś byłam pewna, teraz okazało się jedną wielką niewiadomą. Pozostała jedynie niewiedza związana z tym, jak wyglądałoby nasze wspólne życie, gdyby to wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Gdyby Sophie wyzdrowiała albo gdybym nigdy nie przyjechała do Denver.
Nie miałam wątpliwości, że kochałam: krótko, ale intensywnie. Wolałam te kilka miesięcy życia przy jego boku, niż wieczność z kimś, do kogo nie żywiłabym żadnego uczucia. Zrozumiałam, że gdy się kocha, nie jest ważne, w jaki sposób się to okazuje; czy jest się przy sobie w każdej sekundzie, czy tylko w tych najbardziej znaczących… ważne było, by kochać i być kochanym, nawet jeśli tylko przez chwilę i nawet jeśli ta miłość miała zostawić na sercu szramę nie do zagojenia. To, co było między mną, a Draco Malfoyem, skończyło się szybciej, niż zdążyło na dobre  zacząć. Z chwilą śmierci Sophie przekreśliłam szansę na nasze wspólne szczęście, choć serce uparcie krzyczało, bym tego nie robiła. Tym razem chciałam jednak po raz pierwszy zrobić coś zgodnego ze swoim sumieniem. I zrobiłam, niszcząc fundamenty tego, co udało nam się przez tak krótki czas zbudować. Okazało się, że mury były zbyt słabe, kruche, by przetrwać czas najgorszego sztormu. Przeszłość musiała pozostać przeszłością.
Wyszłam z taksówki przed samym cmentarzem. Minęły dwa lata — dwa długie lata pełne samotności, żalu i rozpaczy. Lata pełne wspomnień, zarówno tych pięknych, jak i złych. Po roku zrozumiałam, że nie powinnam pamiętać mojej Sophie tylko z okresu choroby, ale także sprzed niej, kiedy nasze życie było tak piękne. Zatracona w szczęściu nie zauważałam drobnych gestów, tych, które powinny znaczyć dla mnie najwięcej. Żałowałam, że dostrzegłam to tak późno, jednak tak właśnie jest w życiu — człowiek zaczyna widzieć najcenniejsze, gdy to traci. A ja nie chciałam już nic więcej stracić.
Przed wejściem kupiłam kilka białych róż. Sprzedawczyni kojarzyła mnie, w końcu co równy miesiąc nagle zjawiałam się w Denver, kupując identyczne kwiaty, tą samą ilość. Pięć: tyle, ile moja Sophie miała lat, gdy ktoś postanowił mi ją odebrać. Ten wieczór różnił się jednak od poprzednich, ponieważ mijały równe dwa lata od nocy, w której mój cały świat się rozpadł. Tylko dzięki Oliverowi udało mi się stanąć na nogi i byłam mu za to wdzięczna do końca życia. Już zawsze mieliśmy być sobie bliscy w ten dziwny sposób; już zawsze miało nam na sobie w pewnym stopniu zależeć. Wydawałoby się, że śmierć Sophie na dobre nas rozdzieli, w końcu straciliśmy coś, co nas łączyło, ale okazało się zupełnie inaczej. Okazaliśmy się dla siebie wsparciem wtedy, gdy przeszłość gwałtownie zaczynała nas nawiedzać i wtedy, kiedy wspomnienia dobrego życia przytłaczały, pokazując, jak wiele zostało stracone. Z biegiem czasu Oliver również znalazł swoją miłość, a poczucie winy przestało być dla niego tak męczące. Z kolejnymi mijanymi latami uczysz się z tym żyć i obecność tych uczuć jest tak naturalna, jak oddychanie. Po prostu to robisz.
Doszłam do grobu. Z rozczuleniem zgarnęłam śnieg z płyty, lekko się uśmiechając. Czy to możliwe, że w tym miejscu bardziej czułam obecność mojej Sophie? Przy życiu utrzymywała mnie ta złudna nadzieja, iż nie odeszła tak daleko, że wciąż jest przy mnie, chociaż jej nie widzę.
Usiadłam na ławce. Myślami byłam już daleko — usiłowałam przypomnieć sobie uśmiech Sophie, jej głos, śmiech. Nie zapomniałam go tylko i wyłącznie dlatego, że miałam kilka krótkich filmów z jej udziałem. Dzięki nim moje wspomnienia pozostawały wciąż żywe.

Kim byłam, jestem i zawsze już będę?
Niewolnik własnych wspomnień, uwięziony w przeszłości, zdany tylko na siebie. Niewolnik wspomnień, które do końca życia miały odbijać się echem w umyśle. Wspomnień, od których nie dało się uciec… Bo im częściej starałam się zapomnieć, tym one mocniej wracały, gwałtownie o sobie przypominając. W najmniej oczekiwanych momentach, jakby chciały pokazać, że nigdy się ich nie pozbędę. Były one tym, co nadawało przyszłości sens, dzięki nim kształtowała się teraźniejszość. A to, jacy jesteśmy, jest tylko i wyłącznie zasługą przeszłości. Można w zaparte twierdzić inaczej, ale prędzej czy później samemu się to dostrzega.
Niewolnik błędów, których nie dało się niczym naprawić; błędów, które wlekły się za mną przez całe życie niczym cień. Błędów, przyciskających do samej ziemi, aż brakuje tchu i sam już nie wiesz, czy jeszcze kiedykolwiek uda ci się normalnie zaczerpnąć powietrza. Łapczywie próbujesz go nabrać, ale im częściej to robisz, tym większe ogarnia zmęczenie. W końcu przestajesz walczyć, bo widzisz, że ta walka przestaje mieć sens. Z niektórymi porażkami człowiek musi żyć do samego końca, nie mogąc nic na to poradzić. Pogodzenie się z takim stanem rzeczy jest jedyną możliwością.
W gorszych chwilach często kurczowo łapałam się wspomnień i zaczynałam nimi żyć, choć nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wpatrując się w pustą ścianę w głowie wciąż słyszałam śmiech Sophie, widziałam ją biegnącą w moją stronę z wyciągniętymi rączkami. Patrzyła ufnie, jakby przekonana, że nigdy jej nie opuszczę. Po chwili jednak wracałam na ziemię i zachłystywałam się prawdą — mojego dziecka już przy mnie nie było. Odeszło o wiele wcześniej, niż powinno. Pozostały mi fotografie, które utrwalały moją pamięć o nim.
Czasem przychodziły złe dni i w jednej chwili przypominałam sobie wszystko na raz — całe dotychczasowe życie przemykało mi przed oczami: wojna o Hogwart i śmierć tylu bliskich osób, utrata rodziców, aż w końcu Draco Malfoya i mojej Sophie. Wszystko to, co się zdarzyło, ukształtowało mnie na taką osobą, jaką się stałam. Przeszłość była nieodłączną częścią każdego życia i to, czy nauczymy się z nią żyć, zależy tylko od nas samych. Można pogodzić się z niektórymi sprawami i zacząć normalnie istnieć, ale można też wciąż, bezustannie, do niej wracać. Tylko my mamy wpływ na to, jak będzie wyglądało nasze życie i czy rzeczywiście pozwolimy przeszłości nami zawładnąć. 
Po dwóch latach przyszedł spokój — prawdziwy spokój. Taki, który nie wywoływał już w sercu pustki, ale dziwnego rodzaju szczęście. Po śmierci Sophie nie mogłam odnaleźć się w życiu przez bardzo długi czas, jednak w końcu odkryłam drogę powrotną. Rozwiązanie tkwiło w tym, by uświadomić sobie, jak wiele szczęścia spotkało mnie w życiu. To, że bezpowrotnie je straciłam, było osobną kwestią.
Wiedziałam, że w bardzo krótkim czasie doświadczyłam wiele złego; straciłam osoby, które kochałam całą sobą, przez długi czas nie mogąc uporać się z ich odejściem. Te wspomnienia już zawsze miały być przy mnie. Od niektórych rzeczy nie da się uwolnić.
— Hermiona? — Usłyszałam nagle gdzieś za sobą, co kompletnie wytrąciło mnie z rozmyślania. Chciałam ten wieczór spędzić samotnie, skupiając swoje myśli na Sophie, ale w tej chwili coś we mnie pękło.
Przymknęłam oczy, rozkoszując się tym głosem; minęło przecież tyle czasu. Przychodząc w to miejsce miałam świadomość, że mogę go spotkać. Objęłam się ramionami, gdy wiatr mocniej zawiał. Kwiaty w wazonie na grobie poruszyły się niespokojnie, wprawione w ruch przez powiewy powietrza. Tak samo niespokojne było w tej chwili moje serce, walące w piersi kilka razy szybciej. Powoli odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził dźwięk.
I ujrzałam mężczyznę, którego kiedyś kochałam.

________________________
*Wiersz autorstwa Wandy Magdaleny Lament

Długi czas nie mogłam zebrać się za pisanie tego podsumowania. W mojej głowie w tym momencie szaleje milion różnych myśli i ciężko mi cokolwiek z tego ułożyć, ale chyba u każdego z nas pojawia się taki moment, że po prostu nie wie się co powiedzieć, od czego zacząć. U mnie ten moment nadszedł właśnie teraz, gdy zaczęłam pisać tę notkę, ostatnią już na NWW. (Uwaga, pojawiają się pierwsze łezki w oczach, wspominałam kiedyś, że jestem bardzo sentymentalna?)
Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać moich smętów, może oczywiście ominąć tą część, bo podejrzewam, że będzie dłuższa niż zwykle. Pod koniec tej notki jest część organizacyjna, więc można od razu przejść do niej, omijając część wspominkową i małe podziękowania.
Minęły trzy lata — trzy długie lata, od kiedy opublikowałam pierwszy rozdział tego opowiadania. Trzy lata, podczas których w moim życiu naprawdę wiele się wydarzyło. Zaczynałam pisać NWW jeszcze w liceum, jako dumna pierwszoklasistka, a teraz kończę już pierwszy rok studiów. Możecie myśleć, że przesadzam, ale to opowiadanie to duża część mojego życia. Nie sądziłam, że jego zakończenie będzie dla mnie aż tak ogromnym trudem, bo przecież od któregoś momentu już się mogłam doczekać, aż opublikuję ostatni rozdział. Kiedy nadeszła ta chwila, chciałabym odwlec ją jak najbardziej się da, ale decyzja zapadła i czas zrobić to, co należy.
W pisanie niewolników często uciekałam się, gdy moje prywatne sprawy szły nie tak, jak powinny. Zapominałam o całym świecie i skupiałam się tylko na moich bohaterach. To niesamowite móc przelać na klawiaturę to, co siedzi mi w głowie, móc się tym z Wami dzielić. W trakcie pisania tego opowiadania założyłam Katalog Granger — moje drugie „dziecko”, w którym często chowałam się, gdy nie miałam chęci do pisania NWW. Miałam taki okres, że to właśnie KG dawało mi więcej satysfakcji, niż publikowanie tutaj nowych rozdziałów, ale nadszedł czas, w którym moja miłość do „Niewolników własnych wspomnień” znowu wróciła i, co tu dużo mówić, chyba trochę jestem z siebie dumna. Kiedy moje chęci wróciły? Pod koniec roku 2016, co można zauważyć w częstotliwości publikowanych postów. Od stycznia starałam się wrzucać rozdziały co najmniej raz w miesiącu, a czasem udawało mi się częściej. Czemu tak się stało? Bo właśnie w grudniu obiecałam sobie, że ostatni rozdział opowiadania zostanie opublikowany 8 czerwca, w trzecie urodziny bloga. Jestem szczęśliwa, że udało mi się dotrzymać obietnicy, którą złożyłam samej sobie. Trochę nie wierzyłam, że uda mi się ten cel zrealizować — miałam do napisania 7 rozdziałów w pół roku, a patrząc na to, jaka była częstotliwość poprzednich rozdziałów (często jeden rozdział na trzy miesiące),  po prostu wątpiłam. Okazało się jednak, że wystarczyło tylko trochę więcej chęci.
Czy jest mi żal, że publikuję ostatni rozdział? Z jednej strony tak, bo pewien etap w moim życiu się kończy, a z drugiej strony nie — jestem szczęśliwa, że udało mi się doprowadzić to opowiadanie do końca. Zaczynając je nie do końca wiedziałam z czym tak naprawdę się mierzę, podjęłam się trudnego tematu i ogromnie mi zależało, żeby wszystko wyszło jak najlepiej. Wiem, że niektóre sytuacje mogłyby wyjść inaczej, mogłabym napisać je zupełnie w inny sposób, ale zostawię to tak, jak jest. Przez te trzy lata dzięki NWW rozwinęłam się w pisaniu, sama widzę postęp między pierwszymi rozdziałami, a tym, który dzisiaj przychodzi mi publikować. Mam nadzieję, że i Wy widzicie tę różnicę.
Zakończenie — Sophie umarła, Hermiona wyjechała z Oliverem, zostawiając Draco. Dwa ostatnie rozdziały były dla mnie wyjątkowo ważne, dlatego nawet nie wiecie jak było mi przykro, gdy widziałam tyle wyświetleń, a tak mało komentarzy. Rozumiem jednak, że możecie być niezadowoleni z takiego obrotu spraw. Chciałabym, żebyście tylko wiedzieli, że po raz pierwszy chciałam zrobić coś tak, jak zaplanowałam od początku do końca. Wiele razy widząc Wasze komentarze chciałam zmienić koncepcję zakończenia, ale ostatecznie zostawiłam to tak, jak miało być w pierwotnej wersji. 
Miało być o wiele więcej rozdziałów, wątków — miał pojawić się wątek Pansy Parkinson, która pojawiła się nagle w Denver (rozdział 3), miał być wątek Megan i jej męża (o ile dobrze pamiętam 15 rozdział). Miało pojawić się więcej chwil Hermiona — Draco, miało pojawić się więcej wspomnień Hermiony z przyjaciółmi, więcej sytuacji z nimi związanych, więcej rozmów. Miało. W pewnej chwili zabrakło motywacji i chęci, by dalej to ciągnąć, a gdy już te chęci się pojawiły, było za późno.
Zawsze wiedziałam jedno: „Niewolnicy własnych wspomnień” to opowiadanie bardziej o Hermionie, o jej trudnych wyborach, życiu, o porażkach, z jakimi przyszło jej się mierzyć. Pairing dramione miał tu odgrywać drugorzędną rolę, to Hermiona miała być najważniejsza. Dlatego też w tym rozdziale pojawiła się tylko jej perspektywa. To na niej chciałam się najbardziej skupić i mam nadzieję, że to zrozumiecie. To opowiadanie o jednej z największych strat, takiej, z którą trudno się pogodzić. O stracie, która łamie serce i która nie pozwala normalnie żyć. NWW to tekst o utraconych szansach, zaprzepaszczonych marzeniach i o pozbawieniu się szczęścia. Mam nadzieję, że w pewnym stopniu udało mi się ten cel zrealizować.
Wiecie, że ostatnie kilka zdań napisałam już w styczniu? Tak jak nigdy nie planowałam rozdziałów, ten był zaplanowany od pierwszej litery do ostatniej kropki. Hermiona ujrzała mężczyznę, którego kochała — jak dalej potoczyło się jej życie? Czy dzięki temu jednemu spotkaniu na cmentarzu ich ścieżki znowu się ze sobą splotły? Może poszli na kawę, zaczęli rozmawiać, aż w końcu coś ich znowu połączyło: przyjaźń albo ponownie coś na kształt miłości? A może Hermiona odwróciła się i odeszła bez słowa, po raz kolejny go zostawiając? Zostawiam Was z tymi pytaniami i pozwalam Waszej wyobraźni popłynąć. Nic teraz Was nie ogranicza. Otwarte zakończenie było czymś, co planowałam również od stycznia. Chyba ten miesiąc był najbardziej istotny dla NWW, dla tego zakończenia.
Jak więc pisało mi się ten rozdział — taki epilog? Początek był trudny (a raczej sam fakt, że czas zacząć go pisać), nie ukrywam, ale później… zapomniałam o całym świecie i po prostu pisałam. Nie było nic innego, tylko ja i to, co opisuję. Mam nadzieję, że się Wam spodobał, bo naprawdę włożyłam w niego wiele serca i… jestem dumna z tego, co napisałam. Po raz pierwszy jestem z siebie w pełni dumna. 
Nic jednak nie osiągnęłabym bez Was, moi drodzy! Wy byliście moją motywacją w gorszych chwilach. Wiem, że na początku NWW miałam o wiele, wiele więcej czytelników, zarówno komentarze, jak i statystki o tym świadczą, ale w trudniejszych chwilach, gdy dodawałam rzadziej rozdziały, niektórzy zaczęli znikać i jestem świadoma tego, że to tylko i wyłącznie moja wina. Cieszę się jednak, że są tacy, którzy dotrwali ze mną do samego końca. To przepiękne i wzruszające, że towarzyszyliście mi  i mojej Hermionie w trakcie tego opowiadania.
Komu dzisiaj chcę podziękować? Wszystkim. Najpierw tym osobom, które jakiś czas temu zniknęły, ale zawsze były, pokazywały się w komentarzach, dawały mi znać, że są i wspierają — Neli B., anonimowej Dajanie, Effy Riddle, Anie M., Obliviate, anonimowej Kate, Anonimowej — Tej, której imienia nie wolno wymawiać, Liannie Pie, agatte, Cathleen, Ari Tie, Potterhead Oli, Ja to Ja i wielu, wielu innym osobom, których nie wymieniłam, ale musicie wiedzieć, że zapadliście w mojej pamięci. Dziękuję osobom, które zostawiły komentarz jednorazowo — jest Was zbyt wiele, bym mogła Was wszystkich wymienić, ale naprawdę o Was pamiętam. Wasze komentarze motywowały mnie do dalszego pisania, dodawania rozdziałów i niejednokrotnie do nich wracam. Naprawdę robi mi się ciepło na sercu dzięki samej myśli, że chcieliście poświęcić chwilę na zostawienie swojej opinii. Nawet nie wiecie jak wiele to znaczy dla autora.
Dalej, chcę podziękować tym osobom, które towarzyszyły mi przez całe opowiadanie aż do tego momentu. Tylko dzięki Wam piszę teraz te podziękowania; zostaliście moją weną, chęcią do pisania, kopniakiem w tyłek, kiedy po prostu nie miałam ochoty pisać. Motywacją, gdy było mi przykro z powodu małej liczby komentarzy. Zawsze w tych chwilach myślę o tych, którzy komentują i to właśnie dla Was publikowałam kolejne rozdziały. Niby mówi się, że pisze się dla siebie, ale mimo to… publikujemy dla Was. Nie oczekujemy wiele — nawet krótki komentarz już potrafi być ogromną siłą napędowa, a wystarczy poświęcić tylko kilka minut, by go napisać. Dziękuję więc najmocniej na świecie: Ivie Nerdzie (Twoje komentarze wyjątkowo mnie wzruszały i naprawdę nie jestem pewna, czy zasługuję na takie miłe słowa! Nie mniej — jestem Ci ogromnie wdzięczna, że byłaś ze mną tak długi czas, jako jedna z niewielu); Vivenn (zawsze wiedziałam, że prędzej czy później się pojawisz ze swoim komentarzem i zmotywujesz mnie do dalszego pisania, nawet nie wiesz, jak Ci za to dziękuję!); Serenie (za to, że przez większość czasu ze mną byłaś i wspierałaś swoimi cudownymi komentarzami); kochanej E., która ostatnio nadrobiła wszystkie rozdziały (nadal jestem w szoku, że Ci się to udało!); Ani Mazurczyk, malince, Patce37 i każdej anonimowej osobie. Dziękuję Wam, dziewczyny, bo bez Was ta historia nie miałaby sensu. Dzięki Wam dotarłam do tego miejsca i jestem Wam za to ogromnie wdzięczna. Dziękuję też mojej przyjaciółce —  w blogosferze znanej przez niektórych jako Salvio Hexia — za to, że była ze mną od samego początku i została do samego końca. Nawet nie wiecie ile razy motywowała mnie do pisania (kiedyś robiłyśmy wyścigi, która więcej napisze w krótszym czasie; kiedyś też na złość wysyłałyśmy sobie fragmenty rozdziałów, by jedna bardziej wkurzyła drugą). Salvio zechciała też sprawdzić powyższy rozdział, za co ogromnie oczywiście jej dziękuję, bo bez niej moje przecinki żyły własnym życiem (i nie tylko przecinki). 
Weszliście na NWW ponad 122 tysięcy razy. Przez trzy lata udało mi się zgromadzić równą liczbę 100 obserwatorów. Najwięcej komentarzy, bo aż 88! (oczywiście z moimi odpowiedziami ;)) pojawiło się przy rozdziale numer 10. Bardzo dziękuję Wam za te wszystkie liczby. Pragnę jeszcze podziękować za wszystkie nominacje: do Liebster Award nominowaliście mnie aż jedenaście razy, a trzy do Versatile Blogger Award. Odpowiedzi na wszystkie pytania są w zakładce „Nominacje”.
Co dalej? Czy planuję zacząć pisać coś nowego? Jeśli mam być szczera na razie tkwię w martwym punkcie i za bardzo nie wiem co dalej. Przez trzy lata żyłam tym opowiadaniem, bohaterami, sytuacjami. Chwilowo nie mam pomysłu na nową historię, ale możliwe, że wpadnie mi coś nagle do głowy (na przykład podczas sprzątania — tak właśnie było z NWW. :D). Mam nadzieję, że tak będzie, bo na pewno będę tęsknić za dodawaniem nowych rozdziałów. Informacja o czymś nowym zapewne pojawi się na tym blogu, może w kolumnie, a może w nowym poście. Obserwujcie uważnie! Tymczasem możecie mnie znaleźć na Katalogu Granger, gdzie co chwilę dzieje się coś nowego. Zachęcam do udzielania się tam!
Publikacja dzisiaj tego epilogu nie jest tylko związana z trzecimi urodzinami bloga, ale też tym, że tego dnia obchodzę swoje dwudzieste urodziny. Zrobiłam sobie taki prezent i dodałam ostatni rozdział właśnie dzisiaj. Zrobicie mi małą niespodziankę i zostawicie w komentarzu jakikolwiek znak, że byliście ze mną w trakcie NWW, że dobrnęliście ze mną do tej chwili? Będę Wam za to ogromnie wdzięczna. Na wszystko, nawet jedno słowo, będę odpowiadać.
 Ze spraw organizacyjnych: jeśli jest ktoś, kto chciałby pomóc mi w sprawdzaniu ostatnich, powiedzmy, 15 rozdziałów… niech się odezwie najlepiej w komentarzu, a ja już się dalej skontaktuję. Przyznam, że chcę zrobić PDF „Niewolników…”, głównie dla siebie, ale jeśli jest ktoś, kto również chciałby mieć tę historię w jednym pliku, odezwijcie się do mnie na gg, albo zostawcie w komentarzu jakiś kontakt do siebie (np. mail, numer gg, cokolwiek), żebym wiedziała do kogo wysyłać. Do połowy lipca postaram się z tym uporać (byłoby wcześniej, gdyby nie fakt, że zaczynam walkę z sesją), ale oczywiście z czyjąś pomocą na pewno poszłoby mi szybciej.
Zmierzając do końca — dziękuję, że byliście przez ten czas ze mną, zarówno tym osobom, które komentowały, jak i tym, które nie były do tego skore. Widząc statystyki mam świadomość, że więcej osób czytało, niż pojawiało się w komentarzach.
Macie do mnie jakieś pytania? Pytajcie w komentarzach, na asku (specjalnie aktywowany!), na gg, moim mailu, czy gdzie tylko chcecie.
Dotarłam do końca. Wątpię, żeby ktoś przeczytał to, co napisałam, bo wiem, że naprawdę okropnie się rozpisałam, ale musiałam to wszystko z siebie wyrzucić. Tak, chyba jestem sentymentalną osobą… Zostawcie w komentarzu cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że czytaliście — jest mi obojętne czy kropkę, przecinek, jedno słowo — cokolwiek. To dla mnie bardzo dużo znaczy!
Dzisiaj się z Wami żegnam, ale mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. To co… do zobaczenia?
Dziękuję za tą wspólną przygodę!
PS. Macie swój ulubiony rozdział tego opowiadania? Jakaś sytuacja zapadła Wam w pamięć? Jeśli tak, koniecznie się tym ze mną podzielcie, będzie mi bardzo, bardzo miło. 

Milion czterysta dwadzieścia osiem buziaków,
M.

35 komentarzy:

  1. Hej! Trafiłam tu kiedyś przypadkiem (już nawet nie pamietam, który był wtedy rozdział), nawet pamketam, że coś kiedyś komentowałam. To już koniec, więc nie mogłam tej historii pozostawić bez choćby słowa na koniec.
    DZIĘKUJĘ
    Za te wspaniałe trzy lata (chociaż nie byłam tu od początku), za naprawdę niezwykle Dramione (chociaż bardziej Sopmione). Chociaż tak naprawdę odkąd okazało się, że mała jest chora to wiedziałam, że umrze to jednak łudziłam się, że tego nie zrobisz... Oczywiście ryczałam jak bóbr gdy umarła, ryczałam przez cały epilog i oczywiście pewnie nikogo nie zdziwię dodając, że również to robię pisząc ten komentarz.
    Mam nadzieje, że w niedalekiej przyszłości stworzysz coś równie pięknego i poruszającego. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zacząć odpowiadać na komentarze to okropnie trudne, ale nie ma co już zwlekać!
      Pamiętam, że kiedyś coś skomentowałaś i bardzo Ci dziękuję, że teraz również się tego podjęłaś. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy!
      Jest mi tak bardzo miło, że uważasz, że NWW to coś pięknego i poruszającego; że historia Hermiony chwyta za serce i wzrusza. Mam nadzieję, że nie zabrakło chusteczek do otarcia łez! Chyba rzeczywiście masz rację, to bardziej sopmione, niż dramione, ale to drugie połączenie również zaistniało - pytanie tylko jak ostatecznie się skończyło.
      DZIĘKUJĘ! Za obecność przy mnie przez całe opowiadanie i za skomentowanie. Bardzo pięknie dziękuję.

      M.

      Usuń
  2. Kurcze. Tak sobie siedziałam ostatnio i spoglądałam na blogger z nadzieją, że zastanę jakieś nowe powiadomienie. Znam ból sesji - moja na szczęście powoli się kończy. Nie mniej, zawsze szukam wtedy zajęcia, które na chwilę oderwałoby mnie od nauki. Patrzę - jest! Z jednej strony ucieszyłam się, bo chciałam poznać Twoją wersję zakończenia NWW. Z drugiej - kurcze, co teraz? Przykro mi, że zakończyłaś tę historię...
    Rozpłakałam się już w momencie, kiedy Hermiona wygłosiła powitalną formułkę na spotkaniu. Dwa lata mogą być dla nas długim okresem czasu, ale po śmierci bliskiej osoby wydają się mgnieniem oka. Widać wyraźnie, że Granger w jakimś stopniu przepracowała śmierć córki. Pomimo drżenia na samo wspomnienie, jakoś potrafi o niej mówić. To dobrze. Choć jeszcze daleka droga przed nią.
    Byłam trochę zła, że nie postawiłaś na coś konkretniejszego w relacji Hermiona-Draco. Ale po "posłowiu" doszłam do wniosku, że to opowiadanie faktycznie było bardziej o Granger. Otwarte zakończenie pozostawia nadzieję. A może akurat teraz oboje, z nieco "czystym" startem, nową perspektywą, spróbują stworzyć coś jeszcze raz? Byłabym bardzo ciekawa sceny bonusowej po kilku kolejnych latach :) Myślę, że takie wzajemne spotkania i "zdanie relacji" z własnych postępów mogłoby być ciekawe. Nawet jeśli wcale nie byliby razem.
    Serdecznie dziękuję Ci za tę historię, a przede wszystkim, że doprowadziłaś ją do końca. Gratuluję! Porwałaś się na trudną tematykę, ale wybrnęłaś w sposób naprawdę piękny. W pewnym stopniu chyba sama zaczynam tęsknić za Soph. Świetna z niej postać :)
    Gdybyś potrzebowała pomocy, to od paru lat jestem betareaderką ;) Teraz co prawda kończę egzaminy i piszę pracę, ale bronię się raczej we wrześniu. Więc od przynajmniej późnej połowy czerwca będę już wolna. W razie czego pisz: mazurczyk.anna@gmail.com
    Pozdrawiam Cię i ściskam! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła przeczytać coś Twojego :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja dopiero się zaczyna. :< W poniedziałek egzamin, a ja siedzę, czytam po raz kolejny Wasze komentarze i zamiast się uczyć, zaczęłam na nie odpowiadać. Nie mogę jednak się już powstrzymać. :) Publikując ten rozdział byłam przygotowana na myśl, że kurczę, to już koniec, ale czytając Wasze komentarze chce mi się naprawdę płakać! :D Teraz, gdy po raz kolejny czytam Twój komentarz również pojawiają się w moich oczach łezki, jak za pierwszym razem, gdy go przeczytałam.
      Muszę przyznać, że przez długi czas nie wiedziałam, jak powinnam ten rozdział zacząć. Wiedziałam jednak, że ma to być coś, co wstrząśnie. Ostatecznie uznałam, że będzie to początek rozmowy na spotkaniu. Cieszę się, że udało mi się jakoś Cię zaskoczyć na tyle, byś była wzruszona.
      To zakończenie - otwarte - było właśnie tym, co chciałam Wam podarować - nadzieję, że nawet jeśli wszystko się psuje, wciąż pozostaje jakaś nikła zawiązka światła, coś, co może dać nam siłę. Cieszę się, że to zauważyłaś, bo to oznacza, że spełniłam swój cel. Nawet myślałam coś o jakimś rozdziale 'bonusowym' po kilku latach, ale muszę to poważnie przemyśleć, czy to będzie zgodne z moją koncepcją. :)
      Bardzo, bardzo Ci dziękuję za te słowa. Nawet nie wyobrażasz sobie jaka jestem szczęśliwa, że uważasz, iż udało mi się zrealizować ten pomysł w dobry sposób. Cieszę się też, że polubiłaś moją Sophie - ja też się w niej zakochałam już od samego początku! :)
      Oczywiście się odezwę! Tylko dopiero w poniedziałek, jak będę już po egzaminie, bo muszę się do tego czasu skupić na nauce. Dziękuję, że zgłosiłaś chęć pomocy, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.
      Dziękuję z całego serca, najmocniej na świecie, że byłaś ze mną przez ten czas! I ja również mam nadzieję, że jeszcze Cię spotkam w tym blogowym świecie. :)

      M.

      Usuń
  3. Będę tęsknić. To opowoadanie było cudowne. Będzie mi brakować sprawdzania czy pojawił się rozdział, a robiłam to dość intensywnie.
    Zakończenie otwarte to najlepsze, co mogłaś dać Hermionie. Naprawdę będę tęsknić.
    Pozdrawiam
    Kinia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, ale to bardzo cieszę się, że tak uważasz. Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się zadowolić Cię zakończeniem, bo nie byłam do końca przekonana, czy oby na pewno się Wam spodoba. A jednak moje obawy okazały się niesłuszne.
      Bardzo, bardzo dziękuję, że byłaś ze mną podczas tego opowiadania tyle czasu! To przepiękne i wzruszające.:)

      M.

      Usuń
  4. Płaczę przez Ciebie jak małe dziecko! Wstydziłabyś się ty okropna osobo! Nie można tak bezkarnie ludzi rozklejać!
    Niesamowicie cieszę się, że Ci się udało. A co? Zrobić coś po swojemu i porwać przy tym moje serce. Uwierz mi, nie jest to łatwe. Nie było słodziutkego zakończenia, miłosnych uniesień i tanich wyznań. Było prosto, uczuciowo, smutno, ale też z nadzieją. Po prostu uchwyciłaś ten jeden straszny moment w życiu. To już sztuka. Cieszę się również z tego, że trafiłam na Twoją twórczość. Wypełniałaś mój czas, a oczekiwanie na kolejny skrawek opowiadania było słodką torturą. Jakże wysublimowaną męką.
    To odpowiednie stało się dla Ciebie odskocznią od codzienności. Myślę, że nie tylko dla Twojej osoby :)
    Bycie częścią procesu twórczego też wywołuje uśmiech na twarzy i lekkie ciepło na sercu. Po prostu czasami coś naskrobałam żebyś wiedziała, że tu jestem. Nic wielkiego :)
    Na koniec chcę Ci podziękować za świetnie spędzony czas, krótkie pogawędki w komentarzach i tą całą słodko-gorzką historię. Udało Ci się. Zrobiłaś to. Jestem z Ciebie dumna! :)
    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin młoda, zdolna i wrażliwa kobieto! Rozwijaj się, bądź szczęśliwa, zawsze miej swoje zdanie i nigdy się nie poddawaj. Z całego serca Ci tego życzę.
    Pozdrawiam
    Vivenn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę dać chusteczki! Jestem strasznym alergikiem, któremu zawsze ich brakuje, ale na urodziny od koleżanek dostałam tyle chusteczek, że mogę zacząć prowadzić sprzedaż. :D
      Twój komentarz to kolejny, który tak bardzo mnie wzruszył - tak też nie powinno być! Ale chyba już tak jest, jeśli chodzi o zakończenia, że zawsze są smutne.
      Naprawdę nie wiem czy zasługuję na te wszystkie miłe słowa, które napisałaś, niemniej - bardzo Ci za nie dziękuję, bardzo też się cieszę, że tak uważasz. Nadzieja to właśnie to, co chciałam Wam dać na zakończenie. Nadzieję, że chociaż w życiu Hermiony tak wszystko się zawaliło, zawsze pozostaje jakieś małe, nikłe światło. Cieszę się, że udało mi się to pokazać i że to dostrzegliście.
      Oczywiście, że to coś wielkiego! Niby to tylko kilka zdań, ale chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak one są dla nas, autorów, niezwykle ważne.
      Cieszę się, że czas spędzony na czytaniu mojego opowiadania, nie okazał się czasem straconym. I że była to również dla Was, jak sama napisałaś, odskocznia od codzienności. :)
      Bardzo dziękuję za życzenia! Mam nadzieję, że każde się sprawdzi, bo z tym ostatnim czasem u mnie ciężko!
      Dziękuję, że byłaś przy mnie, Vivenn, i tak często byłaś dla mnie motywacją. Nawet nie wiesz jak bardzo będzie mi brakowało Twoich komentarzy!
      DZIĘKUJĘ, po prostu dziękuję.

      M.

      Usuń
  5. Przeczytałam ten rozdział, jakie było moje ogromne rozczarowanie gdy okazało się, że to ostatni rozdział, dla mnie był pierwszym, i znowu uświadomiłam sobie, iż mylę znaczenie epilogu z prologiem;) pomimo, że to zakończenie, tak naprawdę mogłoby być początkiem jakiegoś opowiadania. Teraz powinam, zacząć czytać całość, jednakże aktualny moment nie jest do tego sprzyjający. Poczekam na wersję pdf, będzie wygodniej i przyjemniej przeczytać w całości; ) przyznaje się, iz przeczytałam te Twoje wypociny;) jedyne co mi się rzuciło w oczy, to serce jakie włożyłas w napisanie tego. Mam nadzieję, iz sprzatanie będZie kreatywne i da pomysł na nowe...
    Pozdrawiam Nienieidealna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że kiedyś sama myliłam znaczenie słowa 'prolog' z 'epilogiem'! Tak, to mógłby być nowy początek, ale zakończenie dalszej historii Draco i Hermiony zostawiłam dla Waszej wyobraźni. Oczywiście, kiedy tylko wszystko już będzie gotowe, wyślę Ci PDfa, mam nadzieję, że całość opowiadania się spodoba! Tylko poprosiłabym w takim razie o jakiś kontakt do Ciebie, żebym wiedziała gdzie rozsyłać. :) O jak się cieszę, że ktoś je przeczytał! Cieszę się, że widać między wierszami, że tak naprawdę oddałam moje serce temu opowiadaniu. I ja również mam taką nadzieję!
      Dziękuję, że mimo że przeczytałaś tylko ten rozdział, zostawiłaś po sobie komentarz! :) Bardzo, bardzo dziękuję.

      M.

      Usuń
    2. Mój mejl to nienieidealna@gmail.com Będę czekać :);

      Usuń
  6. Cześć, pamiętasz jeszcze mnie? Przez bloggera przewinęło się tyle osób (w tym ja). Moja przygoda z Dramione już dawno dobiegła końca, ale Twój blog był moim jedynym połączeniem ze światem HP. Muszę przyznać, że jedno co się rzuca w oczy jest to, że... Dojrzałaś pisząc to opowiadanie. Od początku miałaś wizję, skrzętnie ją realizowałaś i w ostatnich rozdziałach przeszłaś samą siebie. Ciężko się pisze trudne, smutne zakończenia. Takie, które oddziałowują na duszę czytelnika. Tobie się to udało, tak więc składam gratulacje. Nie będę się rozpisywać o całym opowiadaniu, bo mówiąc szczerze.. sądzę, że wystarczająco zrobią to inni. Chcę Ci podziękować za pokonanie własnych słabości i dotrwanie do końca. a miliony pomysłów, które realizowałaś każdym słowem. Po prostu dziękuję. Pozdrawiam serdecznie,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pamiętam! Pamiętam każdego mojego czytelnika, ale też tych, których czytelnikiem byłam ja. :) Naprawdę byłam jedynym połączeniem z tym małym światem? W takim razie jest mi bardzo, bardzo miło, że zostałaś ze mną, mimo że Twoja przygoda z ff dobiegła końca.
      Rzeczywiście przez te trzy lata dojrzałam. Jestem zupełnie inną osobą, niż tą, którą byłam ponad trzy lata temu, gdy zaczynałam pisać NWW. Cieszę się więc, że to widać. Tak, od początku miałam jakiś plan, czasem ulegał on zmianie, czasem zupełnie wszystko zmieniałam, ale zakończenie pozostało takie, jakie miało być od początku. I nawet nie wiesz jak się cieszę, że uważasz, że udało mi się w jakiś sposób na Was wpłynąć. To najlepszy komplement, jaki mogłam otrzymać.
      Ja również bardzo, bardzo Ci dziękuję, że mimo zakończenia swojej przygody z dramione, dotrwałaś ze mną do samego końca - to wiele dla mnie znaczy. :)

      M.

      Usuń
  7. Witaj,
    Nie wiem, co mogłabym Ci teraz napisać. Siedzę i ryczę, tak jak przy każdym z ostatnich rozdziałów i zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę jakieś inne opowiadanie, w które ktoś przelałby więcej serca od Ciebie.
    Wiesz, czytając początek epilogu, poczułam sie jakbym faktycznie uczestniczyła w terapii Hermiony. Ten fragment wstrząsnął mną najbardziej. I ryczałam, jak głupia, przeżywając jej ból, poskładać sobie w głowie słowa, których użyłabym, gdybym była w takiej sytuacji. Wiesz, jakieś trzy dni temu obejrzałam film "Ukryte piękno", który podejmuje taką samą tematykę, jak w Twoim opowiadaniu. I przyznam się szczerze, że przy każdym spojrzeniu na twarz Willa Smitha, udręczona i pełną rezygnacji, widziałam dokładnie Twoją Hermionę. Polecam Ci ten film całym swoim sercem. Nie każdemu się podoba, nie każdego wzrusza. Być może osoby, które pisały jego recenzje i nie odnalazły w nim niczego wartościowego, powinny najpierw przeczytać Twoje opowiadanie? Tak, chyba tak. Wtedy by zrozumieli.
    A teraz przyszło mi się pożegnać z historią, z którą w pewnym momencie mojego życia, stała się moją własną terapią. Boleśnie szczerą, okropnie prawdziwą i do końca realną. Może moja relacja była zupełnie odwrotna,niż ta przedstawiona u Ciebie, bo przedstawiona z perspektywy dziecka żegnającego rodzica. Może nie powinnam rozpatrywać tej historii, jako kolejną opowieść o nieudanej walce z wyniszczającą chorobą, która dotyka wszystkich, nawet tych, którzy w naszym mniemaniu powinni być niezniszczalni. A może właśnie zdradzam sama siebie, pisząc o fakcie z mojego życia, o którym nigdy z nikim nie chciałam się dzielić, podczas gdy założyłam swoje konto w blogosferze, by po raz pierwszy być anonimowa. Przenieść się do wirtualnego świata, żyć innym życiem i uchodzić za szczęśliwą, podczas, gdy w rzeczywistości byłam właśnie taka, jak Twoja Hermiona - popsuta, pęknięta, czekająca na lepszy świat. A potem natknęłam się na Twoje opowiadanie i wszystko wróciło. Czytając o szpitalnych salach, wyciągałam ich obraz z przeszłości; śledząc tekst o słabnącej Sophie, czułam się jakbym wszystko przeżywała po raz kolejny. A to, że w roli chorej osoby obsadziłaś małe, niewinne dziecko dodatkowo wzmagało moje odczucia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Może dlatego tak bardzo, tak mocno chciałam, by chociaż tym razem chora osoba wyzdrowiała. By nie stało się tak, jak niegdyś w moim życiu...Może chciałam się upewnić, że świat nie jest wcale taki zły i niesprawiedliwy, jak kiedyś myślałam, a Sophie nie będzie kolejną cierpiącą osobą, która przegrała walkę, podczas gdy ja stałam bezczynnie w pobliżu. Naprawdę chciałam, by tak było...
      A potem Sophie umarła.
      A ja po raz kolejny zaczęłam we wszystko wątpić... Wiem, że nie powinnam traktować jej jako realnej osoby, ale cóż poradzę, że w moich oczach była hm... symbolem walki. Tej wygranej, jak niegdyś myślałam.
      Nie powinnam traktować tego opowiadanie tak personalnie. Nie powinnam łudzić się, że wszystko będzie dobrze, podczas gdy (jak kiedyś wspominałaś), dawałaś znaki, że dziecko umrze.
      Bo tak bardzo, tak mocno chciałam, by chociaż jej się udało.
      Teraz jednak myślę, że dobrze się stało. Udowodniłaś mi, że życie nigdy nie będzie takie, jak w naszych marzeniach. Że będzie bolesne, niesprawiedliwe i zgorzkniałe i tylko od nas zależy czy będziemy je tak postrzegać. Twoje opowiadanie było zatem taką moją małą terapią, za którą bardzo Ci dziękuję. Chyba właśnie dlatego na nie trafiłam w odmętach internetu. Może ktoś gdzieś tam na górze chciał, by tak się stało. Chcę w to wierzyć.
      Ludzie umierają. Codziennie. I nie mamy na to wpływu. A być może naszą jedyną rolą jest stanie u ich boku, gdy oni sami nie będą mieli już sił? A potem, gdy odejdą, pamiętać o nich zawsze i wszędzie i widzieć ich w każdej, nawet najmniejszej rzeczy, która dla innych jest nic nie warta.
      Przelałaś w to opowiadanie serce i to serce widać. W każdym akapicie, w każdym zdaniu. Jak już Ci kiedyś wspomniałam, uczysz wielkiej pokory. I ja tą pokorę znalazłam. Nie należy bowiem żałować zmarłej osoby, wyklinać świata, ale cieszyć się, że dane nam było przy niej żyć. Myślę, że kiedyś Hermiona to zrozumie. A może już to zrozumiała...
      Kończysz tę historię niedopowiedzeniem, które każdy może zinterpretować na swój sposób. Ja też tak zrobiła. Dla mnie kończy się dobrze - może nie iście hollywodzkim zakończeniem, z mnóstwem efektów specjalnych i fajerwerków, ale tym najprostszym - małym, niepewnym uśmiechem i może uściskiem, który będzie początkiem czegoś większego. W to chciałabym wierzyć. I za danie mi tej wiary najbardziej dziękuję.

      Usuń
    3. Twój komentarz był dla mnie zapalnikiem, żebym to właśnie już dzisiaj odpowiedziała na Wasze komentarze, więc to robię. To co napisałaś przeczytałam jadąc tramwajem - no i rozpłakałam się, ale jakoś szczególnie się tym nie przejmowałam. Teraz, gdy odpowiadam i czytam wszystko jeszcze raz, znowu pojawiają się łezki.
      Jestem pewna, że znajdziesz jeszcze niejedno takie opowiadanie! Bardzo się cieszę jednak, że uważasz, że w NWW przelałam tyle swojego serca, bo tak naprawdę - to prawda. Nie jestem pewna, czy pisząc kolejne opowiadanie, jeśli się tego podejmę, będę tak samo mocno je przeżywała jak NWW.
      Bardzo, bardzo przepraszam, że przeze mnie tyle ostatnio płakałaś. Z jednej strony cieszę się, że udało mi się wywołać takie emocje, ale z drugiej mam wyrzuty sumienia. Nie lubię, kiedy ludzie przeze mnie płaczą, a ostatnio złamałam komuś serce - i nie wiedziałam, że to przyniesie i mi tyle bólu.
      Film "Ukryte piękno" to jeden z najpiękniejszych filmów, jaki było mi dane oglądać. Czekałam, aż pojawi się w internecie już długi czas przed premierą. Również nie rozumiem negatywnych opinii na jego temat, bo ten film jest... jednym z lepszych, jakie miałam okazję oglądać. Ból, cierpienie, rozpacz, te wszystkie uczucia, które główny aktor tak wspaniale pokazał, to sztuka, prawdziwa sztuka. Może nawet nieświadomie w ostatnich rozdziałach kierowałam się niektórymi sytuacjami z tego filmu? Nie mam pojęcia i nigdy się nie dowiem. Jeśli lubisz takiego rodzaju filmy polecam Ci najmocniej na świecie film "Bez mojej zgody". Przepiękny, który popchnął mnie w jakiś sposób do napisania NWW. Bo wiesz, mieć pomysł - to jedno, ale drugie to podjąć się tego, by go zrealizować.
      Czytając kolejny akapit Twojego komentarza po prostu się popłakałam - nie miałam pojęcia, że moje opowiadanie może być dla kogoś formą pogodzenia się z czymś, co jest nieodwracalne. Sama nie wiem, jakie słowa w tym momencie będą najodpowiedniejsze, ale chyba żadne nie są. Nikt nie powinien przeżyć podobnej historii, którą opisałam w NWW, na własnej osobie. To najgorsze co może być, dlatego pęka mi serce na myśl, że przechodziłaś coś podobnego. Pożegnanie z bliską osobą to najgorsze co może być. Takie pożegnania nigdy nie powinny mieć miejsca.
      Bardzo, ale to bardzo Cię przepraszam, że zaczęłaś wątpić w to, że świat jest dobry. Nigdy nie przewidywałam, że ktoś może potraktować moje opowiadanie osobiście, może dlatego, że to dla mnie tak nienaturalne, stracić kogoś bliskiego. W NWW w pewnym czasie również przelewałam swój ból, rozpacz po stracie jednej z osób. Zresztą - nie tylko po jej stracie, ale też po wielu innych.
      Wiara jest czymś pięknym - dlatego nigdy nie przestawaj wierzyć, bo to często jedyne, co mamy. Wiarę w lepsze jutro, nadzieję w piękniejsze życie. I może jeśli NWW było dla Ciebie czymś w rodzaju terapii, to rzeczywiście ktoś na górze chciał, żebyś na nie trafiła. Ja również bardzo, bardzo w to wierzę.
      Napisałaś piękne słowa, że naszą rolą jest stanie przy boku osób, które nie będą mieli już sił - i to niesamowicie prawdziwe stwierdzenie. Bo w każdej chwili, nawet tych najgorszych, kiedy trudno o uśmiech, powinniśmy znajdować w sobie siłę, nie zawsze dla siebie, ale właśnie dla tej drugiej osoby. By mieć świadomość, że dla niej żyjemy, dla niej pniemy się w górę, dla niej jesteśmy w stanie znosić zawody.

      Usuń
    4. To najpiękniejsze na świecie uczucie - mieć świadomość, że ktoś, kto był nam tak bardzo bliski, był przy nas i nawet jeśli tej osoby już nie ma, to
      nadal jesteśmy posiadaczami wspaniałych wspomnień. Wspomnień, które zawsze będą żywe. Hermiona zaczęła to rozumieć właśnie dzięki terapii. Zrozumienie tego to podstawa do lepszego życia i myślę, że ona, mimo tak ogromnej straty, zaczęła inaczej patrzeć na świat. I rozumieć, że świat nadal ma sens, nawet jeśli jej zaczął się rozpadać.
      Cieszę się, że uważasz, iż uczę pokory - to coś pięknego, że dzięki czemuś, co jest mojego autorstwa, komuś udało się coś w tym tekście odnaleźć. Zawsze chciałam, żeby NWW było... próbą zastanowienia się nad swoim życiem, nad sposobem, w jaki żyjemy. Czy wystarczająco pokazujemy bliskim osobom, że je kochamy, że są ważni.
      Ostatnie akapity to właśnie nadzieja. Nie chciałam robić z NWW opowiadania z kompletnie załamującym zakończeniem, ale właśnie z takim, które podaruje resztki nadziei. Chciałam pokazać Wam, że zawsze - choćby nie wiadomo jak źle się działo - pozostaje nadzieja. W przypadku Hermiony było to ponownie spotkanie Draco, a w przypadku innych...? To już pozostawiam do przemyślenia Wam.
      Dziękuję Ci, Ivo, że byłaś ze mną tyle czasu i wspierałaś mnie ciągle swoimi komentarzami. Dziękuję też, że podzieliłaś się ze mną swoją historią, chociaż tak jak powiedziałaś - uciekłaś w świat blogspotu, by być anonimową. Mam nadzieję, że nie zniszczyłam w Tobie tym zakończeniem wiary w dobro świata. Życzę Ci więc nadziei, tej prawdziwej, która daje siłę.

      M.

      Usuń
    5. Za nic nie przepraszaj! To opowiadanie najwyraźniej musiało odbić na mnie swoje piętno - musiałam je przeżyć po swojemu, przeboleć i pokonać własne bariery, by dostrzec to, co chciałaś przekazać. Dałaś mi bardzo dużo, pewnie nawet o tym nie wiedząc. I nawet teraz dajesz cos od siebie, pisząc komentarz, który jest po prostu idealny! Właśnie taki komentarz chciałam napisać, a potem emocje wzięły górę i pisałam go prawie nie widząc na oczy przez łzy. Wspomnienia ranią. Ale i uczą. A ja wiem na pewno, że zarówno Ty, jak i ja i pozostali czytelnicy dojrzeliśmy przez NWW.
      Dlatego nie przepraszaj mnie za nic! Serio! Jesteś wspaniała i masz w sobie niezwykłą dojrzałość, której mogę Ci chyba tylko pozazdrościć.
      Dałaś nadzieję tym zakończeniem. Chociaż ja ta nadzieje miałam przez cały czas - dopiero na koniec ukazała mi się w pełnej okazałości.
      Obejrzałam Bez mojej zgody już kilkukrotnie. Film wrył mi się w pamięć i często do niego wracam, gdy tylko mam jakiegoś doła. Chyba mamy podobny gust filmowy 😉
      I nie zniszczyłaś we mnie wiary w lepsze jutro! Absolutnie. Wręcz przeciwnie - pomogłaś mi zbudować siebie na nowo.
      Dziękuję za wspaniałe podziękowania i tę wzmiankę o mnie po rozdziale. To prawdziwy zaszczyt.
      Nie żegnam się, bo cos czuję, że jeszcze się kiedyś spotkamy 😉

      Usuń
    6. Cieszę się, że udało Ci się coś w nim odnaleźć, to naprawdę niezwykłe i nie mam słów, by jakoś opisać to, jak bardzo jestem Ci za te słowa wdzięczna. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie emocje szalały w Twojej głowie. Zdecydowanie dzięki temu opowiadaniu, dzięki pisaniu go, dojrzałam. Często czytałam artykuły o tej chorobie, o różnych przypadkach i chociaż wcześniej też natykałam się na te rzeczy, pisanie o nich okazało się ogromnym bagażem do uniesienia.
      Jej, jej, ja naprawdę nie jestem taka wspaniała - ot zwykła dziewczyna, nie wyróżniająca się niczym szczególnym z tłumu.
      Cieszę się więc przeogromnie, że zakończeniem tylko dałam Ci pewność o tej nadziei. Cieszę się też, że do końca wierzyłaś w dobre zakończenie. :)
      Naprawdę? Mało osób, którym mówię o tym filmie, go oglądało. W poniedziałek po egzaminie chyba zrobię sobie maraton tych dwóch filmów! Znasz jeszcze jakiś film o podobnej tematyce? :D
      Jestem więc ogromnie szczęśliwa, że dzięki NWW udało Ci się w sobie coś znaleźć. To niezwykłe czytać takie słowa. A podziękowania i wzmianka w rozdziale - zdecydowanie się należą! Byłaś jedną z niewielu osób, które były do samego końca, więc było oczywiste, że pojawisz się w tym fragmencie. Bez Was 'niewolnicy wspomnień' nie zostaliby skończeni, więc zawdzięczam Wam naprawdę wiele.
      Taką właśnie mam nadzieję! :)

      M.

      Usuń
    7. Jeśli już mowa o filmie Ukryte piękno, to właśnie teraz naszła mnie myśl, że Twoje opowiadanie właśnie takie ukryte piękno posiada. Naprawdę nie wiem skąd mi się to bierze, ale mam wrażenie, jakby ten film był dokładną adaptacją Twojego opowiadania. Ubrałaś w słowa wszystkie emocje, które Will Smith pokazywał na ekranie. Ehhh znowu się rozpłynęłam...
      Teraz już widzisz na jak wysoką półkę wskoczyłaś przez tą historię? To już szczebel hollywoodzki :P
      A inne filmy hm... Mam pustkę w głowie. Może Now is good? To jedyne co mi przychodzi do głowy. Może kiedyś coś sobie przypomnę.
      Teraz po zakończeniu opowiadania będziesz miała mnóstwo czasu na filmowe maratony :D

      Usuń
    8. Gwiazd naszych wina! - przypomniałam sobie. A z takich luźniejszych, gdzie bohaterem nie jest dziecko - Pół na pół. Po tym filmie Joseph Gordon Levitt urósł w moich oczach ;P

      Usuń
    9. Nawet nie wiesz jak miło mi czytać takie słowa, przez ten rozdział i Wasze komentarze zrobiłam się strasznie płaczliwa! E tam, wysoką półkę. :D
      Gwiazd naszych wina i now is good oczywiście oglądałam, toż to klasyki! Ale pół na pół nie, obejrzałam teraz zwiastun i chce mi się płakać na samą myśl, że nie mogę tego filmu zobaczyć już teraz, tylko muszę poczekać do jutra. :( Wydaje się wspaniały. Jeśli ja mogę Ci coś polecić, to polecam 'Już za tobą tęsknię', przepiękny film o sile przyjaźni i chorobie. Obejrzany raz, bo nie chcę więcej tak płakać, ale zostawił po sobie naprawdę dużo w mojej głowie. :)

      M.

      Usuń
  8. Hej, czytam od dawna twoje opowiadanie, naprawde mi sie spodobalo a na koniec plakalam jak glupia, chcialabym przetlumaczyc je na hiszpanski za twoim pozwoleniem, mieszkam w tym cieplym kraju od prawie 11 lat, czekam na odpowiedz ;)
    *Sorry za bledy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jestem w takim szoku (pozytywnym), że chyba będzie najlepiej, jak napiszesz do mnie na mojego prywatnego maila: malinoowska1997@gmail.com lub ewentualnie gg: 47525122 i tam na spokojnie porozmawiamy. :)

      M.

      Usuń
  9. Epilog piękny, chociaż taki nie do końca zakończony. Ja lubię proste i zrozumiałe zakończneie. U Ciebie finał jest zagadką. Jednak najpiękniejszą jaką do tej pory czytałam. To opowiadanie jest dla mnie natchnieniem. Wspaniałą historią, którą czytałam z wypiekami na twarzy, a miejscami miałam łzy w oczach. Mogłam się spodziewać że nie będzie Happy Endu. Właściwie w zasadzie nie ma żadnego Endu na typ etapie jeśli rozumiem Epilog po swojemu. Cieszę, się że trafiłam na to opowiadanie. Przygoda z tą historia to coś niesamowitego i odmiennego dla mnie. W końcu w życiu nie zawsze wszystko dobrze się kończy. Tak samo jest i w książce. To trzeba zrozumieć. Mam nadzieję, że napiszesz coś jeszcze. Może coś własnego? Będę czekać. Pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, otwarte zakończenie to taki epilog po swojemu. Cieszę się, że mimo że nie lubisz tego typu zakończeń, moje Ci się spodobało - naprawdę bardzo mi miło czytać takie słowa! :) Bardzo się cieszę, że tak uważasz, że NWW to dla Ciebie natchnienie; to bardzo, bardzo wiele dla mnie znaczy!
      Oczywiście, że coś jeszcze napiszę! Od tego nie da się tak łatwo uciec. :) Chyba zanim zacznę pisać coś własnego jeszcze trochę pobawię się z fan fiction, ale kiedyś na pewno usiłuję stworzyć coś autorskiego, ze swoją własną historią od początku do końca.
      Dziękuję za komentarz i za to, że byłaś tak długi czas ze mną! To naprawdę niesamowite, dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  10. Czytałam od samego początku, czekając zawsze na kolejny rozdział. Miło było spędzić ten czas z Tobą i Twoją historią, jeden z dwóch blogów które ostatecznie jako jedyne śledziłam, więc to chyba mówi za siebie
    Trzymaj się i nie przestawaj tworzyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jesteś tu od samego początku? Jestem w szoku i sama nie wiem co powiedzieć! Po pierwsze bardzo Ci dziękuję, że przez tak długi czas towarzyszyłaś mi. To 'dziękuję' nie jest w stanie zawrzeć tego, jak bardzo jestem Ci wdzięczna.
      Postaram się nie przestać tworzyć i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wpadniesz. :)
      Z całego serca dziękuję!

      M.

      Usuń
  11. Cześć, nie sądziałam że wróce jeszcze na blogi, są tylko dwa tytuły które sprawdzam co jakiś czas wendeta i NWW. Spory szok że już koniec, ale cóż dojście do epilogu to ogromny sukces każdej blogerki fanfiction i ogromnie Ci tego gratuluje. Rozdziały cudowane, płakałam na 2 ostatnich. Masz talent nie zmarnuj go. Mam nadzieję, że kiedyś dorwę twoją książkę, że wykreujesz postacie od początku do końca. Wierze, że Ci się to może udać. Jako że czytam ten blog od dawna (chyba jak jeszcze sama pisałam nawet) to widzę ogormny postęp zarówno w samych opisach jak i tempie akcji.
    Gratuluje wytrwałości i świetnego opowiadania :)

    Pozdrawiam Syntia Black

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Syntio! Oczywiście pamiętam Cię jeszcze zza czasów, kiedy sama czytałam Twoje opowiadanie - dlatego nie wiesz jak bardzo jestem wdzięczna, że byłaś ze mną przez tak długi czas. Naprawdę, nie ma takich słów, które wyraziłyby moją wdzięczność. Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie miłe słowa, jestem szczęśliwa, że udało mi się wzbudzić w Was takie emocje. I cieszę się również, że widać postęp - to jedna z lepszych pochwał, jakie mogę czytać. I ja również mam taką cichą nadzieję, że uda mi się stworzyć coś, co będzie od początku do końca moje. :)
      Dziękuję Ci za te wszystkie słowa! Dziękuję, dziękuję, dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  12. Napisałaś niesamowitą historię, w którą widać, że włożyłaś dużo serca, ciepła i sił.
    Teraz patrząc na to możesz uznać to za swoje małe dzieło.
    Śmierć Sofii była tragicznym momentem w życiu Hermiony i na zawsze pozostanie, ale teraz może znowu odnajdzie spokój. Z Draco czy nie z Draco przy boku.
    Gratuluje ci i życzę by to opowiadanie miało jeszcze wielu fanów, którzy dopiero je zaczynają czytać.
    Powodzenia i może za niedługo znowu przeczytamy coś twojego.
    Pozdrawiam,
    Re(Beca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa! Naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dokładnie, śmierć Sophie była dla Hermiony ogromną stratą, ale po jakimś czasie człowiek zaczyna uczyć się z tym żyć. Odzyskuje wreszcie spokój, znika poczucie winy.
      Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się znowu wrócić do pisania! Jeśli tak się stanie, na pewno tu o tym poinformuję. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  13. Moja przygoda z Dramione trwa od 2012 roku,od tamtej pory gdy przez przypadek dowiedziałam się że istnieje coś takiego jak paring Dramione zakochałam sie bez pamięci. Przeczytałam multum Dramione, nawet napisałam kilka swoich opowiadań które nie ujrzą raczej światła dziennego. Mam zeszyt w którym zapisuje każdy link, dosłownie kazdy na którego natrafilam, oczywiście każdy przeczytałam i mam jeszcze sporo tych których nie miałam jeszcze czasu przeczytac. Od roku miałam przerwę z powodów zdrowotnych, dwa dni temu sięgnęłam po swój magiczny zeszyt i zobaczyłam bloga który powinien być przeczytany jako kolejny i wiesz czyj to był blog? TWÓJ. Wiem że Merlin chciał abym przeczytała właśnie tego bloga i żeby piękne wspomnienia wróciły i żebym dalej szła magiczną drogą Dramione. Mimo przeczytania mnóstwa blogów, to mam ulubionych tylko trzy, a przepraszam już cztery, od dzisiaj twój blog jest czwartym o którym nie bede potrafiła zapomnieć. Teraz poczułam sie silna, wiem że wygram ze sobą, bo wiem że jestem po to aby czytać, aby dalej być w tym magicznym świecie, a dzięki tobie znowu się pojawiłam i za to Ci dziękuję. Moje dziewietnastoletnie zycie opiera się na Dramione, życzę Ci wszystkiego co najlepsze, dużo siły a przede wszystkim zdrowia, ono jest najważniejsze. Niech Merlin ma Cię w swojej opiece.
    ~Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pięknie dziękuję za komentarz! Bardzo się cieszę, że tak uważasz, to naprawdę dla mnie bardzo ważne i, przede wszystkim, motywujące do dalszego pisania. :)
      Jeszcze raz dziękuję za tak miłe słowa! :)

      M.

      Usuń

Layout by Alessa Belikov