5 paź 2014

Rozdział 7

Pierwszą noc w Denver spędziłyśmy w hotelu znajdującym się niedaleko szpitala. Tej nocy nie mogłam zmrużyć oka — leżałam naprzeciwko Sophie, wpatrując się w jej twarz i nie mogąc oprzeć się pokusie, by obudzić dziewczynkę tylko po to, aby zapytać, czy dobrze się czuje. Obserwowałam unoszącą się powoli klatkę piersiową mojej córki, kontrolując każdy jej oddech. W chwili usłyszenia bolesnej diagnozy coś się we mnie zmieniło; nagle wszystkie dźwięki stały się zbyt głośne, każdy człowiek mógł być nośnikiem jakiejś choroby, a ja po prostu byłam przewrażliwiona. Zacisnęłam mocno wargi, usiłując stłumić w sobie krzyk jakiegokolwiek protestu, nie chcąc obudzić Sophie. Wiedziałam, że teraz potrzebowała dużo odpoczynku i mnóstwo sił, by zacząć walczyć z chorobą i nie dać się jej pokonać.
Przekręciłam się na drugi bok, próbując odgonić od siebie natrętne myśli dotyczące białaczki. Musiałam na naszą sytuację patrzeć optymistycznie i próbować myśleć jedynie o tym, że wszystko będzie dobrze, a moja córka wygra z chorobą i wrócimy do Londynu, jak gdyby nigdy nic. W niektórych momentach miałam takie wrażenie, jakbym znajdowała się za pewną powłoką i obserwowała wszystkie wydarzenia, nie mogąc mieć na nie większego wpływu. Mogłam się im jedynie przypatrywać i je akceptować bez żadnego ingerowania. Zawsze sądziłam, że wszystko dzieje się w jakimś celu, by móc coś wynieść z danej lekcji życia, jednak w tym momencie miałam wrażenie, iż los ze mnie kpi, ciągle wystawiając na próbę. Ile razy jeszcze miałam przeżyć taki szok, żeby w końcu móc spokojnie odetchnąć i normalnie żyć?
Podniosłam się na łóżku do pozycji siedzącej i głęboko westchnęłam, wypuszczając z siebie całe powietrze. Potrzebowałam świeżego powiewu wiatru, natychmiast. Zerknęłam na śpiącą Sophie, po czym skierowałam swoją dłoń w stronę jej czoła, odgarniając włoski tak, by nie wchodziły na twarz dziewczynki. Zmarszczyła nos, ściągając brwi przez sen. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Ten odruch odziedziczyła zdecydowanie po mnie. Wstałam z posłania, kładąc na swoim miejscu poduszkę. Przed wyjściem z pokoju zerknęłam ostatni raz w stronę mojej córki. Przekręciła się na drugi bok, po czym wtuliła się w poduszkę, którą przed chwilą położyłam na łóżku, po stronie na której spałam.
Cicho zamknęłam za sobą drzwi. Ruszyłam przed siebie ciemnym korytarzem w stronę windy. W kieszeni spodni wyczułam różdżkę, więc od razu poczułam się pewniej. Dotarłam do windy, wciskając guzik przywołujący ją. Po kilku sekundach wsiadłam do pomieszczenia i nacisnęłam przycisk, który miał mnie przewieźć na ostatnie piętro hotelu.
Pewny, kobiecy głos zasygnalizował przybycie na miejsce. Drzwi windy rozsunęły się z cichym brzdękiem, a ja wyszłam z niej, stając na pustym korytarzu rozświetlonym jedynie dzięki migotającej lampie wiszącej na suficie. W jednej chwili chciałam natychmiast zawrócić, ale nie zrobiłam tego — pomyślałam, że należy mi się chwila na przemyślenie pewnych spraw, zupełnie samotnie. Wyjęłam różdżkę z kieszeni piżamy, poprawiłam torebeczkę, która wisiała na moim ramieniu od czasu, kiedy wyszłam z pokoju i ruszyłam przed siebie, do wiadomego dla mnie celu. Na końcu korytarza natrafiłam na schody, więc zaczęłam się po nich wspinać. Pokonałam dwa piętra i znalazłam się naprzeciwko dużych, ciężkich drzwi. Tak jak wcześniej podejrzewałam, były zamknięte. Skierowałam różdżkę w stronę zamka i szepnęłam ciche Alohomora, wcześniej upewniając się, czy aby na pewno jestem tam sama. Drzwi ustąpiły. Bezdźwięcznie otworzyły się na oścież, a ja postawiłam pierwszy krok naprzód.
Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, od razu orzeźwiając. Kolejne kroki stawiałam już o wiele pewniej, aż w końcu znalazłam się na samym środku dachu. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem, przymykając przy tym oczy. Serce wracało już do swojego normalnego, prawidłowego rytmu. Uśmiechnęłam się szeroko, czując, że w tym momencie, na tą jedną chwilę, byłam wolna i przez te sekundy nic mnie nie obchodziło. Przypomniałam sobie siedem lat spędzonych w Hogwarcie, podczas których razem z Harrym i Ronem wymykaliśmy się w nocy, by rozwiązać jakąś zagadkę. Wtedy obawiałam się konsekwencji, jakie mogły wyniknąć z naszych nocnych eskapad. Teraz z chęcią wróciłabym do tamtych czasów i wszystko bym powtórzyła. Ile bym dała, żeby poczuć ten przypływ adrenaliny, krew buzującą w żyłach oraz zwykły strach przed przyłapaniem przez któregoś z nauczycieli. Nie chciałam tego przyznać, ale brakowało mi moich przyjaciół. Oszukiwałam samą siebie, twierdząc inaczej.
Nie zauważyłam momentu, w którym z moich oczu poleciały pierwsze łzy, które okazały się być łzami tęsknoty za tym, co już nigdy nie wróci i co bezpowrotnie zostało utracone. Niedbale starłam słone krople z policzków, pociągając nosem. Mimowolnie potarłam swoje ramiona, by choć trochę się rozgrzać. Wiał dość mocny, porywisty wiatr, ale w końcu nie było się czemu dziwić — wielkimi krokami nadchodziła jesień, więc deszcz i mocne podmuchy powietrza były charakterystyczne dla tej pory roku. Na niebie zaczęły kłębić się wielkie, granatowe chmury. Podejrzewałam, że lada moment lunie deszcz. Mimo to usiadłam na zimnej posadzce, podkurczając nogi pod samą brodę. Z kieszeni piżamy wypadła moja różdżka, a z ramienia zsunęła się torebeczka, spadając na marmurową podłogę. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk przewracania się książek i lekko się skrzywiłam. Wiedziałam, że wyjście do biblioteki przed wyjazdem nie było zbyt dobrym pomysłem.
Skierowałam swoje dłonie w stronę torebeczki leżącej na posadzce. Odsunęłam suwak i włożyłam całą rękę do woreczka, próbując wyszukać w nim mały, szklany słoiczek. Po krótkiej chwili poczułam zimne szkło. Wyciągnęłam słoik z torebki, po czym postawiłam go przed sobą. Koniec różdżki skierowałam w stronę środka pojemniczka i wyszeptałam parę dobrze dobranych słów, które znałam już od bardzo dawna. Z końca magicznego patyka wystrzelił jasnoniebieski płomień. Zatrzymał się na samym środku, zawisając w powietrzu i oświetlając niewielki obszar wokół siebie. Kąciki mych ust uniosły się lekko do góry, gdy zauważyłam, że udało mi się osiągnąć zamierzony efekt. Przypomniałam sobie, iż Harry od zawsze był zakochany w tych niebieskich ognikach. Nie potrafiłam zliczyć, ile razy mnie prosił, abym wyszeptała to zaklęcie, chowając płomyki w środku słoiczka. Ogrzewaliśmy swoje dłonie w zimowe wieczory, kiedy śnieg prószył już z nieba, zakrywając białym puchem błonia Hogwartu. Te wspomnienia, ciągle tak żywe, nie dawały o sobie zapomnieć. A może po prostu to ja nie chciałam ich wyrzucić z głowy i to dlatego ciągle do mnie wracały? Nie znałam odpowiedzi na te pytania i nigdzie nie mogłam ich poznać. Pójście do biblioteki nie rozwiązałyby mojego problemu; musiałam sama stawić im czoła.
Uniosłam dłonie, ustawiając je tuż nad słoiczkiem. Poczułam ciepło, które jednak nie parzyło, a sprawiało przyjemne uczucie.
Nie pamiętam, ile czasu przesiedziałam na dachu hotelu, wpatrując się raz w chmury kłębiące się na niebie, a raz w niebieski płomyk, który wciąż tlił się w słoiczku mimo mocnych podmuchów wiatru. Dopiero kiedy poczułam na swoich policzkach mokre krople, zorientowałam się, że to nie łzy, a deszcz. Potrząsnęłam w rozdrażnieniu głową. Najwyższy czas wrócić do pokoju, aby przespać choć trochę tej nocy. Następny dzień miał być dniem trudnym, a przede wszystkim długim i musiałam mieć siły, by podnieść się z łóżka. Powoli wstałam z kamiennej podłogi, otrzepując swoje spodnie z niewidzialnych drobinek kurzu. Podniosłam z posadzki torebeczkę, zakładając ją na ramię. Płomyk zgasiłam jednym zaklęciem, po czym schowałam słoik do mojego woreczka, uprzednio go otwierając. Po raz ostatni spojrzałam w dal, starając się zapamiętać wszystkie szczegóły tego pięknego widoku. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale Denver nocą wyglądało… magicznie. W mojej głowie zaświtała myśl – byłam ciekawa, co właśnie w tej chwili robili moi przyjaciele oraz, a to było dla mnie najważniejsze, czy byli szczęśliwi w swoim życiu. Skierowałam swoje kroki w stronę wyjścia, zastanawiając się, czy to wszystko naprawdę się dzieje...

— Niech mi pan, do cholery, nie mówi, że mam się uspokoić! Przejechałam z chorym dzieckiem połowę świata tylko po to, żeby powiedział mi pan, że nie ma miejsc na oddziale?! Żartuje sobie pan ze mnie, tak?
— Jest mi naprawdę bardzo przykro…
— Dzwoniłam tutaj, pytałam się o wszystko, zapewniano mnie, że są wolne miejsca na dziecięcym rozdziale — powiedziałam, zaciskając wargi.
— Doktorze? Mogę prosić na chwilę? — Pielęgniarka przerwała naszą wymianę zdań, spoglądając to na mnie, to na mężczyznę, z którym rozmawiałam.
— Przepraszam na chwilę — powiedział lekarz, odchodząc z kobietą, która przed chwilą nam przeszkodziła, kilka metrów ode mnie.
W moim sercu gościła w tej jednej chwili nieprzejednana złość. Zniknęła ona jednak z momentem spojrzenia na Sophie, siedzącą na krześle na końcu korytarza, przytulając do siebie ukochanego misia. Na jej twarzy malowało się mnóstwo uczuć — począwszy od niezwykłej ciekawości, a kończąc na bezradności. Znałam moją córkę i wiedziałam, że chociaż próbuje być odważna, boi się. Jak na swój wiek dużo rozumiała, czasami obawiałam się, że zbyt wiele. Patrzyła na świat i wszystko, co działo się wokół niej, z piękną, dziecięcą ufnością. Sophie wyczuła mój wzrok na sobie, ponieważ odwróciła się w moją stronę i szeroko się uśmiechnęła. Zeskoczyła z krzesła, spojrzała się na Charlotte, która przez chwilę zajmowała się dziewczynką i szybko podbiegła w moją stronę. Ukucnęłam na podłodze, rozkładając szeroko ramiona. Nie minęło nawet kilka sekund, kiedy Sophie wpadła w moje ręce, mocno się do mnie przytulając.
— Długo tu jeszcze będziemy? — zapytała, odsuwając się trochę i zakładając zabłąkany loczek za ucho.
— Dopiero co przyszłyśmy, Sophie. Muszę załatwić jedną sprawę, a potem zobaczymy.
Sophie zmarszczyła czoło, intensywnie nad czymś się zastanawiając. Nie zdążyła mi jednak odpowiedzieć, ponieważ męski głos przerwał nam naszą dyskusję.
— Pani Hermiono? — Odwróciłam się w stronę mężczyzny, stojącego nade mną i moją córką. — Czy możemy porozmawiać?
— Oczywiście — odpowiedziałam automatycznie, wstając z podłogi. Poczułam, że Sophie chwyta mocno moją dłoń i przytula się do mojej nogi. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem; wiedziałam, iż teraz dziewczynka już mnie nie puści i nie odejdzie, kiedy ją o to poproszę.
— Pani córka zostanie przyjęta na oddział — powiedział lekarz, zdejmując okulary z nosa i przecierając je rogiem fartucha lekarskiego. — Pielęgniarka zaprowadzi panią na drugie piętro, gdzie zostanie pani przydzielony lekarz, z którym zostanie omówiony plan leczenia. To on zezwoli badania, wszystko zostanie pani wyjaśnione.
— Chwila — mruknęłam, przegryzając nerwowo wargę. — Przed chwilą wykłócał się pan ze mną, że na oddziale nie ma miejsc, a teraz nagle to miejsce się pojawiło?
— Tak, jedno miejsce się właśnie zwolniło. Pani Megan zaprowadzi panią i pani córkę na oddział. Wszystkiego dowie się pani na miejscu, proszę się o nic nie bać. Przepraszam, ale muszę już iść; obowiązki wzywają — uciął mężczyzna. Kiwnął w moją stronę głową w celu pożegnania i odszedł w swoją stronę, nie odwracając się za siebie. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech; w końcu wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Teraz wszystko powinno być lepiej, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
— Teraz pójdziemy do domu?
— Jeszcze nie teraz. Muszę porozmawiać z panem doktorem i on nam powie, kiedy możemy już stąd iść. Gdzieś się spieszysz?
— Tak — odparła tajemniczo. Puściła moją dłoń i odwróciła się tyłem do mnie. Westchnęłam głośno, przecierając oczy. Dzisiejszej nocy praktycznie nie zmrużyłam oka, więc byłam naprawdę zmęczona. Nie miałam ani siły, ani ochoty kłócić się z moją córką. Była niezwykle upartą dziewczynką i jeśli coś sobie postanowiła, tak musiało być.
— Sophie, nie wymyślaj. Wiedziałaś, że musimy tutaj przyjść i trochę to nam zajmie czasu. Dzisiaj rano powiedziałam ci coś i proszę się mnie słuchać. Dobrze?
Ukucnęłam naprzeciwko dziewczynki, chowając jej małe dłonie w swoje. Mała blondynka zmarszczyła nos i wolno pokiwała głową twierdząco. Odetchnęłam cicho z ulgą. Myślałam, że będzie trudniej ją przekonać, a okazało się zupełnie inaczej. Dostrzegłam, że w ciągu tych kilku dni Sophie zmarniała. Jej twarz była blada, a pod oczami pojawiły się cienie, mimo tego że dużo odpoczywała. Martwiłam się jej stanem.
— To idziemy? — zapytała, wzdychając z niezadowoleniem. Uśmiechnęłam się lekko i skinęłam twierdząco głową, podnosząc się w końcu z podłogi.
W naszą stronę ruszyła pielęgniarka, która miała nas zaprowadzić na dziecięcy oddział. Od pewnego czasu kobieta przyglądała nam się, czekając aż skończymy rozmawiać. Była ona średniego wieku — mogła mieć niewiele ponad czterdzieści lat. Pod oczami pojawiły się już niechciane zmarszczki. Na czubku głowy zaplotła koka. Wypadły z niego pojedyncze kosmyki włosów, więc pewnie robiła swoją fryzurę w pośpiechu, byleby nie przeszkadzała jej w pracy.  Uśmiechała się do każdego, kto tylko przechodził obok niej, dzięki czemu roztaczała wokół siebie mnóstwo pozytywnej atmosfery. Z osoby kogoś mi przypominała, ale kiedy usłyszałam pisk naszej lekarki, Charlotte, już wiedziałam do kogo była podobna.
Charlotte zerwała się z siedzenia. Musiało jej się zakręcić w głowie od gwałtownego wstania, ponieważ przytrzymała się krzesła, zanim powolnym krokiem ruszyła w kierunku pielęgniarki. Na twarzy kobiety pojawiło się zdziwienie, pomieszane z niepewnością. Dopiero po kilku sekundach niepewność przerodziła się w szok. Na jej twarzy zagościła nieopisana radość. Ona również pisnęła, zakrywając usta dłońmi. Nie minęło zbyt dużo czasu, gdy obie stały na środku korytarza, wtulając się w swoje ramiona. Sophie ścisnęła mocno moją dłoń, przyglądając się z ciekawością tej scenie.
Charlotte pierwsza oderwała się od swojej siostry. Starała rękawem łzy, płynące mimowolnie z policzków. Podczas całego wyjazdu niewiele mówiła. Podejrzewałam, że stresowała się tym spotkaniem; w końcu obie kobiety nie widziały się od kilku lat i miały sobie wiele do wytłumaczenia. Teraz w końcu nadszedł ten długo oczekiwany moment. Mogły wreszcie odrobić czas, który został im odebrany, wbrew ich woli. Nie wiedziałam, czemu nie kontaktowały się ze sobą przez tyle czasu i nawet nie zamierzałam o to pytać. Ceniłam sobie prywatność nie tylko swoją, ale też innych osób.
— Megan — szepnęła kobieta, z którą przyjechałam do tego miasta. — Tak długo…
— Może usiądźmy, zrobiłyśmy chyba dość duże zamieszanie — powiedziała Megan, odchrząkując. Charlotte skinęła twierdząco głową. Złapała swoją siostrę za dłoń i poprowadziła pod ścianę, gdzie znajdował się cały rząd krzeseł. — Czemu przyjechałaś?
— Ładne mi powitanie, Megan — zbeształa kobietę Charlotte. — Nie widziałyśmy się ponad dziesięć lat, a ty pytasz, czemu przyjechałam. Twój charakterek ani trochę się nie zmienił przez ten czas. Tatuś byłby z ciebie na pewno bardzo dumny.
— Ty tatusia do tego nie mieszaj. Więc dowiem się w jakim celu wreszcie zdecydowałaś się odwiedzić swoją siostrę po tylu latach?
— Przyjechałam z Hermioną i jej córeczką. — Wskazała na mnie gestem dłoni. Megan spojrzała się w naszą stronę i uśmiechnęła przyjaźnie. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę kobiet, by przywitać się z siostrą Charlotte. Pociągnęłam za sobą Sophie, która chowała się za mną nieco zawstydzona.
— Dzień dobry, miło mi panią poznać. Hermiona.
— Megan Hughes — powiedziała pielęgniarka, wyciągając swoją dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją geście powitania. — A ta mała królewna jak się nazywa? — Wskazała ręką na moją córkę.
— Mama zawsze mówi, że nie można pokazywać nikogo palcem, bo to niegrzeczne — odparła dziewczynka, jeszcze mocniej przytulając się do mojej nogi. Zaśmiałam się nerwowo, czując, że na moje policzki wstępują niechciane rumieńce. Sophie miała rację; od zawsze powtarzałam jej, iż nie powinno się wskazywać na kogoś ręką, ponieważ takie zachowania świadczą o nas samych.
— Twoja mama jest bardzo mądra. Następnym razem będę wiedziała, żeby nie pokazywać na nikogo ręką.
— Obiecujesz? — zapytała podejrzliwie, wychodząc zza mojej nogi i stając naprzeciwko starszej kobiety. Zadarła wysoko głowę i zmarszczyła nos w oczekiwaniu na odpowiedź.
— Sophie, to nie jest twoja koleżanka — zbeształam dziewczynkę, wtrącając się do rozmowy.
—  Nie szkodzi, naprawdę. W jej wieku ja również do wszystkich zwracałam się po imieniu, przynajmniej tak słyszałam z opowiadań Charlotte i moich rodziców. Może już chodźmy na oddział, pewnie lekarz będzie chciał dokładnie przebadać Sophie. — Uśmiechnęła się ciepło. W moim sercu zagościło dziwne, przyjemne uczucie nadziei. Widząc takie osoby, które potrafiły samą swoją obecnością podnieść na duchu, wszystko wydawało się prostsze i bardziej możliwe.
— Idziesz z nami, Charlotte? — Megan zwróciła się do swojej siostry, wstając z krzesła.
— Nie, poczekam w kawiarni, aż wrócicie. Czeka nas bardzo długa rozmowa, nie sądzisz?
— O tak… No dobrze, chodźmy — powiedziała, odwracając się w naszą stronę. Kiwnęłam lekko głową. Usłyszałam ciche westchnienie doktor Hughes, więc spojrzałam na nią. Wpatrywała się w moją osobę. Na jej ustach widniał lekki uśmiech.
— Oddaję już Sophie do leczenia innemu lekarzowi.
— Dziękuję, pani doktor, że chciała pani z nami tutaj przyjechać. Nie wiem, co bym bez pani pomocy zrobiła. Naprawdę dziękuję.
— Ależ nie ma za co. Taki mój zawód. Gdybyś potrzebowała jakiejś porady, dzwoń. Będę czekała na telefon.
Kiwnęłam głową twierdząco, powstrzymując łzy, które cisnęły mi się do oczu. Charlotte Hughes zajmowała się chorobami Sophie od jej narodzin. Zawsze przyjeżdżała na domowe wizyty, jeśli ja nie mogłam dotrzeć do przychodzi. Zawsze była gotowa mi pomóc. Ceniłam sobie jej zdanie, ponieważ dobrze wiedziałam, że chce dla Sophie i dla mnie jak najlepiej. Znała dobrze moją sytuację, ale mimo to nigdy o nic się nie dopytywała. Byłam jej za to wdzięczna i jeśli jej siostra, Megan, była do Charlotte choć trochę podobna, nie mogłam lepiej trafić.
Poczułam, że Sophie puszcza moją dłoń. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, dziewczynka podbiegła do Charlotte i mocno ją przytuliła. Na twarzy kobiety pojawiło się zaskoczenie, jednak po chwili znowu się uśmiechała, głaszcząc moją córkę po włosach. Nie minęła nawet minuta, kiedy Sophie oderwała się od pani doktor i z powrotem wróciła do mnie. Była do niej przywiązana i nie zdziwiłam się, że tak zareagowała. Charlotte wracała do Londynu, a my zostawałyśmy w Denver. Nikt nie wiedział, kiedy wrócimy do domu i czy w ogóle to nastąpi. Może choroba Sophie miała być tym momentem, w którym trzeba było zostawić za sobą Anglię, a zacząć życie w innym kraju?
— Mamo, chodźmy już — mruknęła Sophie, łapiąc mnie za dłoń. Nie czekając nawet na moją odpowiedź, pociągnęła mnie w stronę Megan, która czekała, aż przyjedzie winda.
Zapadła dość niezręczna cisza, przerywana jedynie cichym nuceniem jakiejś melodii przez moją córkę. Nie wiedziałam, jak powinnam zacząć rozmowę i czy w ogóle powinnam ją zaczynać. Nie musiałam myśleć nad tym zbyt długo, ponieważ ledwo słyszalne brzęknięcie zawiadomiło o przybyciu windy. Metalowe drzwi rozsunęły się na oścież. Z małego pomieszczenia wyszły dwie pielęgniarki. Jedna z nich stała przy wózku, na którym siedziała dość młoda kobieta. Druga trzymała za rączkę małą dziewczynkę; mogła być trzy lata starsza od Sophie. Wyglądała na bardzo zmęczoną, mimo tego że tak niewiele zaznała życia. Uścisnęłam mocniej dłoń dziewczynki, jakbym chciała zapewnić ją, iż wszystko jest w porządku i niczego nie musi się obawiać.
Wszystkie osoby wyszły z windy, a nasza trójka w zamian do niej weszła. Megan nacisnęła guzik mający przewieźć nas na trzecie piętro. Po kilku sekundach irytujący, kobiecy głos zasygnalizował przybycie na miejsce. Drzwi windy rozsunęły się. Pociągnęłam za sobą Sophie, wychodząc z pomieszczenia i rozglądając się naokoło siebie.
Po korytarzu chodziły pielęgniarki, lekarze. Kilka osób spacerowało ze swoimi bliskimi, rozmawiając cicho między sobą. Ktoś gdzieś biegł, ktoś płakał, ktoś się śmiał. Każdy przejmował się swoimi osobistymi sprawami, nie zwracając uwagi na problemy innych ludzi. Sophie oglądała się za każdą osobą, którą tylko zobaczyła. Przyglądała im się z ciekawością, chociaż w jej spojrzeniu dostrzegłam przerażenie. Jak na swój wiek była odważna, ale była także dzieckiem, bojącym się wielu rzeczy; szpital również do nich należał. Dziewczynka przysunęła się do mnie bliżej, ściskając pod ramieniem swojego misia, dzięki któremu czuła się choć trochę pewniej.
— A oto lekarz, który się wami zajmie — powiedziała Megan, wskazując dłonią na mężczyznę, rozmawiającego z innym doktorem.
Jego sylwetka zdecydowanie kogoś mi przypominała, jednak nie potrafiłam w moich myślach znaleźć tej osoby. Przełknęłam głośno ślinę, poprawiłam torebkę, aby nie zsuwała się z ramienia, i powolnym krokiem ruszyłam za poznaną niedawno kobietą, która już zdążyła zacząć rozmowę z lekarzem, mającym leczyć moją córkę. Im bardziej się zbliżałam, tym większe miałam wrażenie, że znam tego mężczyznę. W końcu doszłam do tej dwójki, stając zupełnie z boku, za nim. Moje serce przyspieszyło, bijąc dwa razy szybciej.
— Hermiono — zaczęła kobieta, zwracając się w moją stronę. — Poznaj doktora Malfoya. To on zajmie się leczeniem Sophie i to z nim ustalisz plan leczenia. Zresztą, porozmawiacie już na spokojnie w gabinecie.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę, kiedy usłyszał, jak Megan wypowiadała moje imię. W tym jednym momencie wszystko stało się jasne. Usłyszenie nazwiska lekarza jedynie potwierdziło moje przypuszczenia, co do tego, kim jest osoba stojąca przede mną. Draco Malfoy. Wpatrywałam się w jego twarz próbując doszukać się jakiejkolwiek kpiny, jakiegoś żartu — czegokolwiek, co utwierdziłoby mnie w przekonaniu, że ktoś robi sobie ze mnie żarty. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Malfoy był tak samo zaskoczony jak ja, chociaż starał się to dobrze ukryć. Nie tego się spodziewałam, kiedy tutaj przyjechałam. Przez głowę nie przeszła mi myśl, że spotkam wroga ze szkolnych lat, gnębiącego mnie na każdym kroku i wyzywającego od najgorszych.  Teraz okazało się, iż miał leczyć moją córkę.
— Mamo? — Cichy głosik Sophie wyrwał mnie z zamyślenia. Oderwałam swój wzrok od postaci Malfoya i przeniosłam go na dziewczynkę. Wpatrywała się we mnie z niepokojem, ściskając w swoich małych rączkach Rudolfa. — Pójdziemy do domu?
— Już niedługo — odparłam, lekko się uśmiechając. Spojrzałam na Megan, próbując znaleźć jakieś wsparcie, cokolwiek. Nie chciałam patrzeć na mężczyznę stojącego naprzeciwko mnie. Czułam jego przenikliwe spojrzenie na sobie. Nawet nie wiedziałam jak powinnam się zachować w tej sytuacji.
— Może przejdźmy do mojego gabinetu. — Odchrząknął blondyn, wreszcie przerywając tę krępującą ciszę. Megan spoglądała ze zwątpieniem to na mnie, to na Draco, próbując zrozumieć, co się dzieje. Kiwnęłam sztywno głową, nie wydobywając z siebie żadnego słowa.
— Sophie, zostaniesz z panią pielęgniarką? Chciałabym porozmawiać z panem doktorem.
Przykucnęłam, zrównując się z Sophie. Dziewczynka wpatrywała się we mnie, marszcząc czoło i intensywnie nad czymś myśląc.
— A nie mogę iść z tobą?
— Muszę porozmawiać z panem doktorem o poważnych sprawach. Wrócę szybko, obiecuję.
— Na pewno?
— Na pewno.
— No dobrze — mruknęła Sophie, puszczając moją dłoń. Podeszła do Megan i złapała jej rękę. Kobieta lekko się uśmiechnęła, wyszeptała coś do ucha dziewczynki, sprawiając, że ta szeroko się uśmiechnęła i dwa razy pokiwała twierdząco głową. Pomachała mi jeszcze na pożegnanie i odeszła w stronę windy, z której niedawno wysiadłyśmy.
Któraś pielęgniarka potrąciła mnie łokciem, nawet nie przepraszając. Wytrąciła mnie z nieprzyjemnych myśli, sprawiając, że mimowolnie zerknęłam na Malfoya. Stał wyprostowany, a z jego oczu zionął chłód. Zastanawiałam się, jak ktoś tak obojętny mógł zostać osobą, która miała ratować życie ludziom. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.
Blondyn spojrzał na mnie znacząco, kiwając lekko głową. Sztywnym krokiem ruszył w stronę swojego gabinetu. Nie zastanawiałam się długo, od razu ruszyłam za mężczyzną. Zagarnęłam zagubiony kosmyk włosów za ucho, byleby mi nie przeszkadzał. Tu chodziło o życie mojej córki i w takiej chwili nie mogłam patrzeć na przeszłość, jaka dzieliła mnie i Draco Malfoya. Cokolwiek by się działo, musiałam się z nim jakoś porozumieć, zacząć rozmawiać. Otworzył przede mną drzwi pokoju, przepuszczając mnie pierwszą. Skinęłam głową w geście podziękowania i weszłam do środka.
Gabinet był nadzwyczaj normalny. Zwykłe drewniane biurko, pod oknem stała leżanka, a przy lewej ścianie znajdowała się gablotka z różnymi książkami i teczkami. Usiadłam na krześle, przy biurku, kładąc na swoich kolanach torebkę. Swój wzrok utkwiłam w dłoniach, bawiąc się przy okazji oczkiem pierścionka. Usłyszałam, że Malfoy zajmuje miejsce na fotelu, naprzeciwko mnie. Otworzył jakąś teczkę, wyjmując z niej mnóstwo kartek i rozkładając je na biurku.
— Słuchaj — zaczęłam, zdobywając się na odwagę i podnosząc wzrok na znienawidzonego mężczyznę, którego pamiętałam tylko i wyłącznie ze szkolnych lat, kiedy jedyne, co między nami było, to nienawiść. — Jeśli chcesz, poszukam innego lekarza i…
— Nie, to ty posłuchaj, Granger — przerwał mężczyzna, wbijając we mnie zimne spojrzenie. — Nie obchodzi mnie to, co było kilkanaście lat temu. Tamten okres mam już dawno za sobą i staram się o nim zapomnieć. Jeśli masz do mnie jakieś uprzedzenia, proszę bardzo, zmieniaj lekarza, ale to nie zmienia faktu, że jestem jednym z lepszych doktorów w tym szpitalu i już wcześniej zdecydowałem się leczyć twoją córkę, nie znając jej nazwiska. Teraz nie zamierzam tego zmieniać, bo ja zawsze dotrzymuję słowa. Nie mieszam pracy z życiem prywatnym i ty też tego nie rób. Tutaj jestem innym człowiekiem i poza szpitalem także. Nie znasz mnie, więc nie oceniaj mojej osoby przez pryzmat tego, co było wcześniej.
Zapadła cisza. Nie ta, w której człowiek czuje się komfortowo, ale tego rodzaju, kiedy jedyne o czym marzysz, to uciec gdzieś daleko. Wpatrywaliśmy się z zaciętością w swoje oczy, a żadne z nas nie zamierzało tego przerwać. Jedynym dźwiękiem w tej głuchej ciszy było natrętne tykanie zegara. Nie pamiętam dobrze, ile czasu przesiedzieliśmy, wpatrując się uparcie w siebie nawzajem, ale w końcu przyszło pewne opamiętanie. Odchrząknęłam, po czym otworzyłam swoją torebkę, wyszukując z niej teczkę z różnymi papierami.
— Tutaj są wszystkie badania, jakie miała robione Sophie — powiedziałam, podając mężczyźnie plik dokumentów z wynikami badań. Blondyn od razu wszystkie kartki rozłożył na biurku i każdy pergamin przeglądał z osobna. Zauważyłam, że gdy próbował się usilnie nad czymś skupić, marszczył czoło.
— Postanowił już pan coś? — zapytałam po kilku minutach, pocierając dłonią skronie. Draco zmierzył mnie wzrokiem i westchnął.
— Najpierw chcę przebadać dokładnie pani córkę i powtórzyć te badania. Nie miała robionej biopsji szpiku, więc chciałbym to zrobić, żeby mieć pewność, co do dalszego leczenia. A później zaczniemy chemioterapię indukcyjną. Jej celem jest uzyskanie remisji, czyli powrotu prawidłowych parametrów krwi. Terapia ta jest długa i chory, w tym przypadku Sophie, musi przebywać w izolacji, żeby nie złapała żadnej infekcji. Niestety, ta terapia wiąże się z kilkoma skutkami ubocznymi, takimi jak wymioty, utratę włosów, nudności i obniżoną odporność. 
— I będzie musiała przebywać przez ten czas w szpitalu?
— Tak — odpowiedział. — Jakie miała pierwsze objawy?
— Rano obudziła się z dużą temperaturą, zaczęła jej lecieć krew z nosa… Wezwałam pogotowie, chociaż oni i tak nie mogli zatamować krwawienia. Poza tym na nodze dostrzegłam dzień wcześniej dość dużego siniaka. Myślałam, że się o coś uderzyła i postanowiłam zapytać ją o to rano, ale nie miałam już takiej możliwości.
Słuchał z uwagą, notując ważniejsze informacje na kartce papieru. Przeczesał dłonią włosy, lekko je mierzwiąc.
— Chciałbym zbadać Sophie i porozmawiać z nią. Zgodzi się pani? — zapytał, wstając z fotela.
— Tak, oczywiście — odparłam bez wahania. Ja również podniosłam się ze swojego siedzenia. — Pójdę po nią. Czy mam z nią tutaj przyjść?
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko pokiwał twierdząco głową. Wyszłam z gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Tak jak podejrzewałam, Sophie czekała tuż przed pokojem, siedząc na krześle i przytulając do siebie Rudolfa. Niedaleko stała Megan, rozmawiając z inną pielęgniarką. Zerkała co chwilę na moją córkę, by zobaczyć, czy wszystko u niej w porządku.
Gdy Sophie zobaczyła mnie, zeskoczyła z krzesła, poprawiła swój plecaczek, który miała na plecach i podbiegła w moją stronę. Będzie zawiedzona, kiedy powiem jej, że musi zostać w szpitalu na dość długi czas. Wiedziałam jedno – nie zostawię jej nawet na krok, choćbym miała każdej nocy spać na drewnianym krześle przy jej łóżku.
— Pan doktor musi cię zbadać — powiedziałam, przełykając ślinę, która zdążyła się nagromadzić w moim gardle. Mina Sophie zmieniła się; miała nadzieję, iż zaraz wrócimy do domu. Okazało się, że wszystko stało się trudniejsze, niż na początku przypuszczałam. Musiałam po raz kolejny zawieść moją córkę dla jej dobra. Dostrzegłam, że w jej małych, dziecięcych oczkach pojawiły się łzy. Przez cały dzień dzielnie starała się je powstrzymywać, aż w końcu nadszedł moment, w którym szala przechyliła się na gorszą stronę i emocje wzięły górę.
Schyliłam się i wzięłam Sophie na ręce, mocno ją do siebie przytulając. Gładziłam jej jasne włoski, próbując dodać jej choć trochę wsparcia z mojej strony. Żałowałam, że nie mogłam zrobić nic, by zabrać od niej tą chorobę i przenieść ją na siebie.
— Możemy iść do gabinetu, żeby pan doktor cię zbadał? — zapytałam cicho.
— Tak — powiedziała po kilku sekundach, pociągając nosem. Postawiłam dziewczynkę z powrotem na podłodze. Starłam pojedynczą, zabłąkaną łzę z policzka Sophie i uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Nie wiedziałam tylko, czy ten uśmiech miał podnieść na duchu mnie czy moją córkę.  
Zapukałam do drzwi i nie czekając, aż lekarz odpowie, nacisnęłam klamkę, wchodząc do środka pomieszczenia. Malfoy stał przy biurku segregując papiery.
— Dzień dobry — powiedziała nieśmiało Sophie.
— Dzień dobry — odparł blondyn, skupiając swój wzrok na dziewczynce. — Jak się nazywasz?
— Sophie. A ty jak masz na imię?
— Ja jestem Draco. Mogę do ciebie mówić po imieniu? — zapytał, przechodząc tuż obok nas i kucając naprzeciwko małej blondynki.
— Ale tylko jak ja będę mogła mówić do pana też po imieniu — odpowiedziała już o wiele pewniej.
— Dobrze. A więc, Sophie, mogę cię zbadać?
— Okej.
— Usiądziesz na leżance? — Dziewczynka w odpowiedzi pokiwała twierdząco głową, podchodząc do łóżka i wskakując na nie z moją drobną pomocą. Draco podwinął bluzkę Sophie i przyłożył słuchawkę lekarską w miejsce serca. Przez chwilę wsłuchiwał się w bicie serduszka ze skupioną miną, aż w końcu odłożył słuchawki na bok. Poprosił Sophie, by ta położyła się na leżance, a w między czasie pytał się o różne rzeczy — czy ma w przedszkolu dużo kolegów, czy ma swoje ulubione zabawki i jak się nazywają.
Kiedy badał moje dziecko, poczułam się tak, jakbym była intruzem, zupełnie nieproszonym gościem. Oni prowadzili swoją własną rozmowę, a ja znajdywałam się z boku, za dziwną powłoką, oddzielona od nich bez mojej zgody. W końcu po chwili, która wydawała się być dla mnie całą wiecznością, skończył, wzdychając cicho pod nosem.
— Mogę iść już do domu? — zapytała Sophie, schodząc z leżanki. Malfoy spojrzał się na mnie kątem oka, a ja poczułam się zupełnie bezradna. Wiedziałam, że przyjazd tutaj wiąże się z tygodniami spędzonymi w szpitalu, ale kiedy przyszedł ten czas, nie potrafiłam powiedzieć tego mojej córce.
— Sophie — zaczęłam. Dziewczynka podeszła do mnie, wdrapała się na kolana i przytuliła, jakby bała się, iż za chwilę zniknę i pozostanie po mnie jedynie zapach, unoszący się w powietrzu. — Będziemy musiały zostać w szpitalu trochę dłużej, niż wcześniej przewidywałyśmy.
— Dlaczego? — Odsunęła się ode mnie, patrząc podejrzliwie w moje oczy.
— Ponieważ lekarze muszą podać ci specjalne leki, żebyś wyzdrowiała. Nie martw się, nim się obejrzysz, wrócimy do domu i wszystko będzie tak jak dawniej. Znowu będziesz chodziła do przedszkola i spotkasz swoich kolegów. Ruby będzie ci przynosiła babeczki, zaprosi cię na pizzę…
Sophie nie odpowiedziała. Spuściła wzrok na swoje rączki i zaczęła się bawić rogiem bluzki. Blondyn przeszedł za biurko i usiadł na fotelu, wpatrując się we mnie wyczekująco. Wiedziałam, czego ode mnie oczekuje. Miałam powiedzieć dziewczynce, że jeszcze tego dnia będzie musiała mieć zrobione jedno badanie — biopsję szpiku. To było cholernie niesprawiedliwe; nienawidziłam zawodzić kogokolwiek, a tym bardziej moją własną córkę.
— Jest jeszcze coś — powiedziałam, zakładając za ucho kosmyk włosów. — Lekarze będą musieli przeprowadzić takie badanie. Zrobią ci taki zastrzyk, wiesz? Tyle że to nie będzie ani trochę bolało. Poza tym zostanę przy tobie i będę trzymała cię za rękę przez ten cały czas.
— Dobrze, mamusiu — odparła. — Mogę iść do pani pielęgniarki? Powiedziała, że jak będę dzielna, to da mi lizaka, a byłam bardzo dzielna, więc powinnam go dostać, prawda?
— Prawda, prawda. Dobrze, idź, tylko uważaj na siebie.
— Mamo, jestem już duża!
Dziewczynka zeskoczyła z moich kolan, otworzyła drzwi gabinetu i już po chwili jej nie było.
— Sprawdzę, o której godzinie będzie wolna sala i dam pani znać. Pielęgniarka zaprowadzi panią do wolnej sali. Załatwiłem już wcześniej jednoosobowy pokój, więc nie będzie żadnych problemów, jeśli chciałaby pani spać razem z córką. Chemię zaczniemy za trzy dni, jeśli wyniki się potwierdzą.
— To wszystko? — zapytałam, wstając z krzesła i dosuwając je do biurka. W odpowiedzi mężczyzna pokiwał twierdząco głową. Podczas badania Sophie oczy blondyna wydawały się być radosne, a teraz jego wzrok ponownie zmienił się w zimny, nieprzyjemny.
Zanim wyszłam z gabinetu, ponownie zatrzymał mnie głos Malfoya, który sprawił, że na moich plecach pojawiły się dreszcze.
— Bezpieczniej będzie, gdy Sophie nie będzie spacerowała tak dużo po korytarzu. Wiele dzieci jest w bardzo złym stanie i… może lepiej, żeby ich nie widziała.

Zamknęłam drzwi, pozostawiając za sobą jedynie ciszę. 

75 komentarzy:

  1. Komentarz na szybko w paru zdaniach. Rozdział nie przeczytany za to przeczytałam notkę autora. (tak wiem...)
    Jak najbardziej powinnaś zgłosić się do konkursu, pomysł na to opowiadanie znalazłaś i chociaż jest podobny do innych to bardzo się różni. Pisanie idzie Tobie całkiem nieźle, masz czasem błędy ale każdy je popełnia. Masz szansę stworzyć dzieło, które coś osiągnie. Co do pomysłu to niestety nie podrzucę Ci ani jednego bo mam pustkę w głowie, jestem zmęczona, przejadłam się słodyczami i w ogóle mam obniżone procesy umysłowe :(
    Spróbuj! Nic Cię to nie kosztuje a możesz przeżyć przygodę życia ;)
    Dajana
    P.S. Wybacz nieskomentowanie rozdziału ale nie mam czasu go przeczytać, muszę jeszcze napisać hipotezy do pracy licencjackiej a jakoś mi to nie idzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad konkursem ciągle się zastanawiam, no i może coś w końcu uda mi się wymyślić.Trochę mnie przekonałyście. :)
      Czekam na Twoją opinie dotyczącą rozdziału! I trzymam kciuki, żebyś dobrze napisała hipotezę to pracy licencjackiej. Niech wena będzie z Tobą. :')

      M.

      Usuń
  2. Świetny rozdział, strasznie szkoda mi Sophie :c Szkoła jak to szkoła- nauka i lekcje, codzienna rutyna :) Co do konkursu jestem jak najbardziej na tak! Piszesz genialnie i uważam, że powinnaś spróbować! Pomysłu na pracę nie mam, ale może ci coś wpadnie do głowy. Czekam na kolejny rozdział i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał.
      Możliwe, że coś spróbuję wymyślić, przekonałyście mnie. :)

      M.

      Usuń
  3. Witaj !
    To tak:
    W końcu ! Jest !
    Oczywiście jest wspaniały - jak zwykle zresztą.
    Tak btw cieszę się, że mnie choć trochę zrozumiałaś.
    U mnie w środę miniaturka.
    Pozdrawiam,
    Andromeda

    Ps.: Tak wgl to tak dziwnie jak oni do siebie mówią per pan i pani xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że się spodobał. ;)
      Wiesz, długo się zastanawiałam, jak powinni się do siebie zwracać, ale mimo wszystko postawiłam na 'pan, pani'. Nigdy specjalnie się nie lubili, wręcz przeciwnie, przecież byli w szkole wrogami. Poza tym nie widzieli się przez kilka dobrych lat. I nigdy nie mieli szans bliżej się poznać.

      M.

      Usuń
  4. Jaki tam mizerny rozdział ! Ogarnij się kobieto ! Gorzej Ci , meliski na uspokojenie podać, bo takie bzdury na koniec piszesz, że aż się zdenerwowałam !
    Rozdział genialny, słodziutka Sophie i Draco <3
    Cały rozdział zaskakuje pozytywnie i jest jednym z lepszych !
    Cudowny !
    Co do konkursu, to weź udział, co Ci szkodzi :) Możesz napisać opowiadanie o czymś związanym z twoimi pasjami :)
    Czekam na następny !
    Layls

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, widzę, że ja nic o moich rozdziałach nie mogę mówić, bo się po prostu na tym nie znam. XD Po prostu wydawało mi się, że w porównaniu z poprzednimi, wypadł blado.
      Dziękuję, miło mi czytać takie słowa, mam nadzieję, że są szczere. :)
      Coraz bardziej mnie przekonujecie!

      M.

      Usuń
  5. Witam Moją Mrs M.
    Droga Panienko : D Rozdział jest cudowny nie wiem co narzekasz. Szczerze Hermiona mnie troszkę drażni ze względu na to ze mam wrażenie, że ona do końca nie pojmuje na czym polega życie... Albo mi się wydaje, że jest ona mało dojrzała... Mam nadzieje, że pójdzie po rozum i odezwie się do któregoś z przyjaciół... Myślę, że jej przyjaciele bardzo za nią tęsknią ale również się o nią martwią... To bardzo nie sprawiedliwe w stosunku do Harry'ego, Ginny i Rona... Szczerze mam wrażenie, że Draco patrzy od niej dużo bardziej dojrzale na życie i sytuacje które go otaczają... Nie mniej jednak cieszę się, że w końcu doszło do ich spotkania... Jednak Hermiona jest tak zapatrzona w swoja sytuacje, że nie widzi zmian w Malfoy'u... Ale jego przemiana jest ogromna... Bardzo lubię małą Sofie i mam wielką nadzieje, że los będzie dla niej łaskawy...

    Bardzo mi się podobał rozdział... Jednak mam nie oparte wrażenie, że brakuję gdzieś tam w głębi tych emocji co towarzyszyły w poprzednich rozdziała... Ale moim zdaniem to ten brak czasu...I problem z pisaniem rozdziału...

    Co do konkursu to uważam, że będzie nie mądra jeżeli nie weźmiesz w nim udziału... Nawet gdybyś miała nie zdobyć żadnego miejsca to i tak jest do dla Ciebie ogromna możliwość rozwinięcia oraz przełamanie się... Jesteś utalentowaną osobą i powinnaś rozwijać talent który natura Cię obdarowała...

    Rozumiem iż nie masz czasu na pisanie...Bo sama cierpię na brak czasu, a jak już go mam to towarzyszy mi totalny brak weny... Moja wena uaktualnia się w momencie jazdy tramwajem z pracy albo 5 minut przed zaśnięciem więc nie jest to odpowiedni czas do pisania rozdziału...

    Kochaniutka życzę Ci abyś miała dużo weny oraz abyś miała odpowiednią ilość czasu aby wrzucić kolejny rozdział w jak najkrótszym czasie...

    I weź udział w tym konkursie... :)

    Całuję Effy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się z Tobą nie zgodzić.
      Po 1 - nie wiesz z jakiego powodu nie utrzymuje z przyjaciółmi kontaktu, nie wiesz do czego między nimi doszło gdy powiedziała im o ciąży. Może to oni powinni odezwać się pierwsi bo to oni zachowali się nie fair?
      Po 2 - jak niby Hermiona ma zauważyć zmiany jakie zaszły w Malfoyu skoro było to ich pierwsze spotkanie po latach i trwało zaledwie kilkanaście minut?? Zapatrzona we własną sytuację??? To przede wszystkim dotyczy jej dziecka. Nie w głowie jej teraz przyglądanie się Malfoyowi, bo ma poważnie chore dziecko i to o Sophie przede wszystkim teraz myśli. I nie jest to jakaś tam jej sytuacja... Tylko coś o wiele poważniejszego.
      Po 3 - w żadnym stopniu nie jest mało dojrzała. Gdyby taka była to nie zgodziłaby się by Malfoy leczył jej dziecko. Uwierzyła w to, że jest dobrym lekarzem mimo, że przez lata był jej wrogiem. Zachowała się bardzo dojrzale. Bo wie, że przede wszystkim liczy się teraz dziecko.

      JASMIN

      Usuń
    2. Może masz racje :) Może za bardzo negatywie podeszłam do postaci Hermiony w tym opowiadaniu. Może za bardzo podeszłam z krytyką do jej osoby :) Ocenie jej zachowanie po ponownym przeczytaniu rozdziału :)

      Dziękuje za opinie Jasmin - jestem Ci bardzo wdzięczna, że zwróciłaś mi uwagę, szczególnie, że jak zauważyłaś mogę nie mieć racji co do charakteru Panny Granger :)

      Usuń
    3. Niestety muszę się zgodzić z Jasmin - nie do końca wiesz, czemu Hermiona nie odzywa się do przyjaciół, bo tego jeszcze nie opisałam. Oni się pojawią, może nawet niedługo, cierpliwości. Wszystko wyjaśnię.
      Hm, ciężko, żeby Hermiona po kilkunastu minutowym spotkaniu zobaczyła w Malfoyu jakąkolwiek zmianę. Poza tym zauważ, że jest wpatrzona w swoją córkę i walczy o jej życie. Czy los będzie dla niej łaskawy? To już w kolejnych rozdziałach. :)
      Może rzeczywiście brakuje gdzieś tych emocji. Tak jak wyżej pisałam, nie jestem zadowolona z tego rozdziału; pisało mi się go bardzo trudno i mozolnie.
      Możliwe, że wezmę udział w konkursie, jeśli oczywiście wyrobię się z napisaniem pracy na odpowiedni termin. Przekonałyście mnie.

      M.

      Usuń
    4. Nie no, bez przesady. xD Inaczej mogę rozumieć moje opowiadanie ja, a inaczej moi czytelnicy. Dla mnie, piszącej rozdziały, coś może być oczywiste, a dla Was mniej oczywiste. To zupełnie normalne. :D

      M.

      Usuń
    5. Po prostu popełniłam błąd :/ czytając rozdział kierowałam się tym co ja widzę... Po prostu nie weszła w rolę Hermiony... No i wielka gafa...

      Usuń
    6. Nie przejmuj się, nic się nie stało. :)

      M.

      Usuń
    7. Och nic się nie stało ;)

      Ja z kolei jestem bardzo ciekawa czy Hermiona spotka się jeszcze z matką... Lub czy chociaż dowie się ona o stanie w jakim jest jej wnuczka.
      Hmm umknęło mi - czy Herm ma jakiś kontakt z ojcem?

      Jasmin

      Usuń
    8. Ah, to słodka tajemnica. ;) Wszystko już mam zaplanowane, oprócz kwestii zbliżenia się do siebie Draco i Hermiony.
      O tym również nie pisałam, ale nie będzie to miało jakiegoś wielkiego wpływu, więc mogę powiedzieć - nie ma kontaktu z ojcem. Pisałam, że ojciec pomagał finansowo Hermionie, gdy ta urodziła. :)

      M.

      Usuń
  6. Rozdział świetny, bardzo mi się spodobał. szczerze nie mogę doczekać się większej ilości magii, być może spotkania Hermiony z przyjaciółmi, ale przede wszystkim pierwszych pozytywnych uczuć między naszą dwójką ;) Wybacz, że tak od razu, ale zależy mi, kiedy mogę spodziewać się nowego rozdziału? Tak mniej więcej.

    Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę. Magia jeszcze się pojawi, chociaż zbyt wiele jej nie będzie; spotkanie przyjaciół również będzie i pozytywne uczucie między Draco i Hermioną także. :P Na wszystko przyjdzie czas.
      Hm, kolejny rozdział... Tak naprawdę to moja wena jest nieprzewidywalna i pojawia się niespodziewanie, więc nie potrafię powiedzieć, kiedy opublikuję kolejny rozdział. Może za dwa tygodnie, trzy? :) Spróbuję jak najszybciej go napisać; mam nadzieję, że wena mi dopisze. Jeśli coś, zawsze można pisać na asku, jak mi idzie, czy zaczęłam pisać, kiedy rozdział - zawsze odpowiadam. :)

      M.

      Usuń
  7. Witam :)
    Zaczęłam czytać Twoje opowiadanie jakoś 1,5 tyg. temu. Przyznaję, że ogromnie mnie wciągnęło gdyż z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam, tak więc przede wszystkim gratuluję pomysłu ;)
    Codziennie zerkałam czy nie pojawił się rozdział VII mimo, iż wiedziałam, że ma być dopiero w weekend :D I się doczekałam ;)
    Ojj, ciąży nad Tobą ogromna odpowiedzialność i pokładam w Tobie duże nadzieje, właśnie z racji pomysłu jakiego się podjęłaś. Ogromnie liczę na to, że blog zostanie ukończony :)
    Co do nowego rozdziału - odrobina samokrytycyzmu dobrze robi, ale Ty odrobinkę przesadzasz ;) Widać, że włożyłaś w niego mnóstwo wysiłku i wg mnie wyszło bardzo dobrze. W każdym razie mnie się bardzo podoba :) A przede wszystkim ta chłodna, profesjonalna postawa Malfoya :D

    JASMIN
    (będę zawsze komentować jako anonim, ale podpisywać się będę tym nickiem)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Ciebie zaciekawić na tyle, że się wciągnęłaś. :) Tak szczerze powiedziawszy zaczęłam pisać własne opowiadanie, tyle że w ogóle mi nie szło, no i postanowiłam wykorzystać ten pomysł na dramione. :)
      Taak, wiem, że mam do udźwignięcia dość duży ciężar, jednakże na razie jakoś daję sobie radę. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć to opowiadanie, bo tak szczerze powiedziawszy, to moje małe marzenie. :)
      Pisało mi się ten rozdział bardzo ciężko i wydawało mi się, że tak też będzie się go czytało. Po prostu do momentu dodania byłam pewna, że mi nie wyszedł. :P Cieszę się, że mimo wszystko widać, że dużo się nad nim napracowałam.
      Dziękuję za wszystkie bardzo miłe słowa, bardzo, bardzo dziękuję. :)

      M.

      Usuń
  8. To żeś sobie po marudziła :D. Rozdział nie był taki, byś miała prawo być z niego niezadowolona. (chociaż było za mało Draco !! :D ) Powoli wszystko jasno opisujesz i wprowadzasz nas w swój świat.
    Szkoda mi małej Sophie, to niesprawiedliwe przez co musi przejść... Przecież jest jeszcze małą dziewczynką. Mimo tego, że jest odważna, rezolutna, mądra i ciekawska (na pewno po mamusi) nie rozumie z czym wiąże się jej choroba. Biedne dziecko :(.

    Czekam na Dramione!! :D
    Pozdrowienia, udanego tygodnia w szkole i dużo weny!
    Promise

    PS: Ja przeczytałam całą notkę autorską, czy coś wygrałam?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się kurde nie znam. Lepiej się w ogóle nie będę odzywała. xD
      Mi też jej szkoda, no ale co zrobię, nic nie zrobię. Jeszcze pokaże, że jest odważna i jest prawdziwą Gryfonką!
      A po tatusiu co odziedziczyła? :D
      Wygrałaś moją dozgonną wdzięczność, moja praca nie poszła na marne, uf!

      M.

      Usuń
    2. Kochana M. Dziękuję Ci za każdy komentarz na moim blogu! Każde miłe słowo wstrzykuję dawkę radości do mojego serduszka! Dziękuję! :*

      Usuń
    3. PS: 2 (HAHA) Cudowny szablon! <3 I gdzie się podziała informacja o postępach w rozdziale?:P To zawsze tak podnosiło na duchu!

      Usuń
    4. Ależ nie ma za co! Komentuję z czystej przyjemności. :)
      Nowy rozdział... No tak. Napisałam jeden akapit, ale to przez ten brak czasu! Ciągle mam jakieś sprawdziany - jak nie matematyka, to fizyka i chemia, i tak w kółko. Powoli chyba wariuję. Teraz w piątek będę miała czas, jak tylko wrócę do domu, więc przyłożę się i skończę ten rozdział, choćbym miała go pisać do końca mojego życia.
      Wiem, że cudowny, wiem, wiem! Tamten mi się znudził i postanowiłam coś zmienić i proszę, oto jest. Jestem zadowolona, a mnie trudno zadowolić jeśli chodzi o szablony. :D
      Już jest, już jest! Zawsze możecie mnie pytać na asku, emailu, gg... No piszcie, to pomaga. :)

      M.

      Usuń
  9. Boszsze jak ja cię nienawidzę... Każesz tyle na siebie czekać - napięcie rośnie... Jesteśmy już w tym nieszczęsnym Denver i nie chcą jej przyjąć do szpitala - napięcie rośnie (i szczerze chętnie spoliczkowałabym tego doktorka na początku, więc wzrasta i ciśnienie). No i Malfoy! Tak bardzo wyczekiwany Malfoy! Jak przeczytałam to musiałam się wykrzyczeć w poduszkę ze szczęścia! Jakoś taka bezduszna jestem albo coś, ale mam coraz mniej sympatii do Sophie. Jakoś tak. Rozdział taki trochę, że dzieje się mało a dzieje się dużo. Mniam!
    (W drugim akapicie, w rozmowie Hermiony z doktorkiem, napisałaś "rozdziale" wydawało mi się, że chodziło o "oddziale")
    Bierz udział w tym konkursie, bierz! Możesz napisać coś wzruszającego, kunszt pisarski masz, teraz tylko musisz sklecić historię, która mocno wryje się w pamięć. Może coś o sierotach albo coś w tym stylu? (Ja bym napisała o klanie sierot-ninja-zabójców, ale ja jestem dziwna więc nie zwracaj na mnie uwagi. Tym bardziej że do ciebie taki temat raczej by nie pasował.)
    Nie ogarniam o co chodzi z tym, że coś ci nie poszło w tekście... Masz niską samoocenę albo za mało w siebie wierzysz. Ogarnięcie się jest dobrym wyjściem.
    PS. Powodzenia z chemią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhihihi. :D Cieszę się, że udało mi się zbudować to napięcie! Osiągnęłam swój cel.
      A wiesz, że zastanawiałam się, czy Hermiona nie spoliczkuje tego lekarza, no ale Sophie patrzyła, więc lepiej, żeby matka nie uczyła dziecka takich zachowań. Ach, ja też jak pisałam ten moment, to byle szybciej do niego dojść, a kiedy zaczęłam ten fragment pisać... Ach, świetnie mi się go pisało.
      Zaraz poprawię ten błąd; możliwe, że się rozpisałam i nie zwróciłam uwagi na to słowo.
      Chyba coś spróbuję napisać! Jutro mam po południu trochę wolnego czasu, więc usiądę, skupię się i coś wyskrobię. Właśnie nie wiem czy mam napisać to w formie płynnego tekstu, czy może coś z dialogami..? Sama nie wiem.
      Wydawało mi się, że ten rozdział miał w sobie mniej opisów, no i ogólnie zbytnio mi nie wyszedł. Widocznie się pomyliłam. ;) Hm, od pewnego czasu cierpię na brak wiary w siebie i słabą samoocenę, próbuję się ogarnąć, ale mi nie wychodzi. :D
      Chemia poszła mi beznadziejnie, może dwa będzie. ;_; Lepiej mi pójdzie kolejnym razem!
      Dziękuję za taki miły komentarz. :)
      M.

      Usuń
  10. Aj kochanie warto było czekać na ten rozdział.
    Naprawdę zrobiłaś na mnie wrażenie.
    Zwłaszcza jeśli chodzi o spotkanie tej dwójki.
    Czegoś takiego się nie spodziewałam.
    bardzo podziwiam Sophie.
    Nie jeden dorosły w jej obliczu by się załamał
    Ona tymczasem dzielnie stawia czoła chorobie przy czym jest taka niezwykła.
    W ogóle samo opowiadanie ma swój urok.
    I mam nadzieję, że rozdziały powinny się pojawiać częściej.
    Co do konkursu literackiego powinnaś się zgłosić.
    A nóż widelec ci się uda coś wygrać gdyż nigdy nic nie wiadomo;)
    naprawdę warto próbować.
    pozdrawiam mocno i posyłam buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję bardzo! Cieszę się, że opłacało się czekać, naprawdę bardzo mi miło. Jeszcze chwila i wpadnę w samozachwyt.
      Sophie jest odważną dziewczynką (w końcu i Hermiona i Oliver byli w Gryffindorze, po kimś musiała tą odwagę odziedziczyć), ale czasami będą słabsze momenty. :)
      Postaram się, aby rozdziały pojawiały się w mniejszych odstępach czasu. Będzie trudno, ale gdy widzę, że mam dla kogo pisać, piszę z radością. :)
      Spróbuję!
      Ja też wysyłam buziaki. :D

      M.

      Usuń
  11. Rozdział wspaniały, naprawdę mi się podoba, ja bym się na Twoim miejscu zgłosiła, masz talent, najlepiej napisać o uczuciach, o tym co nas otacza, o tym co Ci się przydarzyło w życiu :) Życzę weny. Wiem, że krótki komentarz ale śpieszy mi się. Następny będzie dłuższy. Obiecuję! :D Czekam na nexta oczywiście, bo historia coraz bardziej staje się interesująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję. :)
      Możliwe, że coś napiszę - jeśli nie, trudno, mogę jeszcze napisać za rok, bo ten konkurs jest co rok. Uczucia - chyba na tym chciałabym się skupić.
      Trzymam za słowo!

      M.

      Usuń
  12. już jakiś czas temu widziałam, że opublikowałaś nowy rozdział, ale nie mogłam się za niego zabrać.... piszesz smutną historię, nie mogę się skupić na relacji draco i hermiony, bo całą moją uwagę przykuwa chora sophi - nie znoszę takiej niesprawiedliwości, dobija mnie dogłębnie i tracę wiarę w boga.... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, zaraz pomyślę, że wpędzam Cię w jakąś depresję, czy coś w tym stylu. :( Ja również nie znoszę takiej niesprawiedliwości i oglądanie jakichkolwiek filmów, w których ludzie umierają na raka, dobijają mnie. W Boga wierzę i wierzę w to, że to wszystko ma jakiś cel.. Przynajmniej chcę w to wierzyć.

      M.

      Usuń
  13. NIE SKOMENTOWAŁAM PIERWSZA, ALE TO PRZEZ PIEPRZONĄ ŁADOWARKĘ OD LAPTOPA, I TAK BYŁAM PIERWSZA, HALO, DROGA PANI, PROSZĘ TYLKO NA MNIE NIE KRZYCZEĆ, CHCIAŁAM DOBRZE!!!!111ONE
    A tak serio: naprawdę chciałam wczoraj skomentować i byłam w połowie komentarza, ale laptop padł, bo zepsułam ładowarkę (drugą w tym miesiącu [*]). Jestem wściekła, bo straciłam cenny czas i kolejne sześć dych, ale w końcu mogę przejść do sedna, czyli rozdziału.
    Zdecydowanie wyszedł lepiej, niż zakładasz. Wątpię, żeby był to najgorszy rozdział w Twoim życiu, bo przecież Twój warsztat pisarski wciąż się szlifuje i raczej nie cofa (w rozwoju XD).
    Ogółem bardzo spodobała mi się kreacja Hermiony w tym rozdziale, sceny z jej punktu widzenia wychodzą naprawdę naturalnie, to jest świetne.
    A ja się przyczepię do czegoś, ha! Kochana, przecież nie możesz spocząć na laurach, jak to tak. Znaczy to było tak *historia mojego życia*: postanowiłam znaleźć błąd, żeby nie było, że jesteś idealna, bo Cię jeszcze zeżrą zazdrośnice alboco, a Tobie nie wolno przestać istnieć, bo nie zdradziłaś nam jeszcze zakończenia choroby Sophie, a ja chcę wiedzieć, ale chyba zboczyłam z tematu, więc mówię, że tak przeszukuję linijka po linijce jakieś Twoje przeoczenie czy cuś, no i znalazłam! Chyba XD Chodzi mi oczywiście o per "pan, pani", na które się zwracają Draco i Hermiona (temu zdaniu chyba brakuje logiki ;-;). To nie błąd, o nie, ale kurwde hsduickjbadvkljvsbfjzhbdiajkzdvbkhsjbfvsikjdfvbikdfjvbhskjdbh to takie przykre czytać, że zwracają się do siebie tak chłodno, tak obojętnie tak cholernie... nijako. Jakby nie istnieli dla siebie. To smutne. Cholernie smutne. Aż zachciało mi się o tym napisać miniaturkę ;______;
    Ale w ogóle to cud, miód i orzeszki, kocham Twoje rozdziały, chociaż za bardzo Ci słodzę i później utopisz się w tym morzu pychy, ale co tam, najważniejsze, że napiszesz nam kolejne części opowiadania i ZAKOŃCZENIE, CHCĘ ZNAĆ ZAKOŃCZENIE.
    Napisałabym jeszcze opieprz obiecany przy naszej ostatniej rozmowie, ale jestem już zmęczona, a i tak wiem, że nic do Ciebie nie dotrze i nadal będziesz uważać, że jesteś beznadziejna, i Twoje rozdziały są beznadziejne, CHOCIAŻ NIE SĄ, DO CHOLERY JASNEJ.
    Takim ładnym akcentem kończę swój komentarz, czekam na następny rozdział ze (zgadnij czym) niecierpliwością (zgadłaś, mentalne brawa) XD
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zła, niedobra ładowarka, jak ona mogła tak nagle się zepsuć, nie rozumiem tego.
      Boże, wszystkim wokół mnie psują się ładowarki od laptopów, a mi się jeszcze ani razu nie zepsuła. Magia?
      Cieszę się, że Ci się spodobał ten rozdział i masz odmienne zdanie od mojego. C:
      No na razie będę się tak do siebie zwracali. Bądź co bądź, nie widzieli się przez kilka dobrych lat, a wcześniej nie utrzymywali między sobą zbyt dobrych stosunków.
      Dziękuję. XD Zakończenie tylko ja znam i nikomu go nie zdradzę, bo to tajemna tajemnica.
      Ja widzę, że ja nie mogę wyrażać swojego zdania, co do moich rozdziałów, bo od razu wszyscy na mnie krzyczą. ;_;

      M.

      Usuń
  14. Ciężko mi uwierzyć, że miałaś kłopoty z pisaniem tego rozdziału bo w ogóle nie wyczułam tego w czasie czytania. Szkoda mi małej Sophi jest tak słodka i bezbronna, że nie zasłużyła na taki los. Od notki że Hermiona wzięła kasę z banku cały czas czekam, aż ktoś wpadnie na jej trop (ale często zbytnio kombinuję, więc może przeginam). Sytuacja pomiędzy Draco i Hermioną bardzo ciekawa, naturalnie wyszła ;) Teraz tylko przemyślenia Draco <3 i Dramione.
    Styl jak zawsze dobry.
    Co do napisania czegoś na konkurs, pisz kochana pisz! Ja nigdy w czymś takim udziału nie brałam u teraz trochę żałuję(a na politechnice już raczej takich akcji nie ma;)). Jak zabierzesz się za pisanie na konkurs to polecam bloga pani doktor Wrycza-Bekier o ile jeszcze nie zaglądałaś : poradnikpisania.pl. Ja znalazłam czas na przeczytanie może pięciu wpisów, ale jestem pod dużym wrażeniem ;)
    Pozdrawiam Syntia ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pisałam ten rozdział prawie półtora miesiąca, ale cieszę się, że podczas czytania nie jest czuć, że pisało mi się trudno.
      Aaa, nic nie mówię, nic nie mówię! Buzię mam zamkniętą na kłódkę, nic nie zdradzę. Jeszcze nie wiem o czym będzie kolejny rozdział, ale coś tam wymyślę.
      Zajrzałam na tą stronę, którą mi poleciłaś i muszę przyznać, że autorka zna się na rzeczy i pisze naprawdę pomocne rzeczy. Chyba niestety z mojego udziału w konkursie nic nie wyjdzie, bo nic nie mogę wymyślić. Zresztą, mam jeszcze kilka dni, więc może coś wymyślę. :)

      M.

      Usuń
  15. Bierz, chochliku, udział w tym konkursie i nawet się nie zastanawiaj! Piszesz świetnie i mimo, że nie jesteś zadowolona z rozdziału, wyszedł Ci naprawdę bardzo dobrze. Szczerze mówiąc obawiałam się trochę konfrontacji Dramione, ale opisałaś ją idealnie dokładnie tak,njak powinna przebiec - dojrzale.
    Zawsze warto czekać na Twoje rozdziały, talent nigdy Cię nie opuszcza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również obawiałam się, że opis tego spotkania mi nie wyjdzie, więc cieszę się, że Ci się spodobał. :) Dzisiaj może przysiądę i spróbuję coś na ten konkurs wyskrobać. Trochę za późno się obudziłam.
      Dziękuję za te miłe słowa, jeju, kochana jesteś!

      M.

      Usuń
  16. Serce się kraje gdy czytam o przestraszonej Sophie, która nie wie do końca co się dzieje i chce do domu :((( Nie rób jej krzywdy!

    UWAGA: Ma ktoś może kontakt z Aksmel lub wie chociaż czy żyje...?? Od kwietnia nie daje znaku życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała historia jest już praktycznie zaplanowana i nic, ani nikt nie zmieni już mojego zdania. ;)
      Niestety ja nic nie wiem o Aksmel, jedyny kontakt jaki do niej mam, to jej blog.

      M.

      Usuń
  17. O, kochanie, jak Ci się rozdział udał.
    Już po jednym akapicie wokół mnie była tylko mgła, a ja odizolowałam się i przeniosłam w umysł Hermiony, autentycznie.
    Piszę ten komentarz już chyba... 2 dzień? Ciągle gdzieś się przewija ta karta i nie umiem do niej wrócić, ładnie skomentować. Moje wypalenie, brak weny, jest nieznośny. Może nawet bolesny, nieważne.
    Wiedz, że próbuję się przemóc.
    Spotkanie z Draconem było dobrze napisanie... to znaczy, jego wypowiedź pierwsza czy druga o tym, że jest innym człowiekiem do mnie nie przemówiła, ale cała reszta... rozmowa z Sophie mi zdecydowanie wynagrodziła. Była pełna tej prawdziwości, jaką zawsze widzę w kontaktach z dziećmi (których nie darzę sympatią i zawsze jest ta niezręczność).
    Mój mózg jest wypalony, ale widzę, że ty się jakoś trzymasz. Rozdział jest niesamowity... czytałam go cztery dni temu, a wczoraj moje emocje, co do notki opadły, więc nie umiem z siebie wykrzesać żadnych pochwalnych słów i słodkości...
    Mówię, więc po męsku; jest zajebiście.
    J'adore ton récit, M., beaucoup inspiré. Tak, właśnie poświęcam czas francuskiemu.
    W każdym razie; czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mimo wszystko ten rozdział Ci się spodobał.
      Ale on powiedział, że jest innym człowiekiem w szpitalu i poza nim, a nie tak ogólnie, że się zmienił. W każdym bądź razie, bałam się, czy oby na pewno dobrze napiszę tą rozmowę Sophie-Draco, więc cieszę się, że nawet mi się udało.
      Mój mózg również jest przegrzany i tylko dzięki kawie jakoś udaje mi się uczyć.
      Dziękuję, dziękuję.
      Mam nadzieję, że w końcu odpoczniesz, wena do Ciebie wróci, no i chęci też.

      M.

      Usuń
  18. Jezu zabieram się do skomentowania chyba 4 raz! Zawsze coś innego jest ważniejsze bądź natychmiast muszę to zrobić. No co za...
    No ale ok. Mam nadzieję, że do pisania się zabrałaś i już coś wyskrobałaś (chodzi o konkurs). Co do rozdziału jest naprawdę dobry, podoba mi się bo jest taki melancholijny ale i dużo się w nim dzieje, mamy nareszcie Dracona, moment w którym Hermiona dowiaduje się, że to On będzie leczyć jej córkę jest przepiękny! Nie masz co siebie obwiniać, piszesz coraz lepiej, budujesz napięcie, podnosisz ciśnienie... jest super. Nie wiem o co tyle hałasu, weny nie było a jak przyszła to zostawiła po sobie coś wspaniałego :)
    Mam nadzieję, że zostanie z Tobą na dłużej ;)
    Dajana
    P.S. Przepraszam za późne skomentowanie i ogólnie za roztrzepanie w komentarzu, jakoś ostatnio czuję się dziwnie we własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do konkursu, napisałam jedno zdanie i chyba już nie zdążę nic napisać. Nie miałam żadnego pomysłu, a kiedy przyszedł, okazało się, że nie mam czasu by coś napisać. Wezmę udział za rok. ;_; Jestem na siebie zła, że taka okazja przeleciała mi między palcami.
      Cieszę się, że Ci się podobał. Ja mimo wszystko mam co do niego mieszane uczucia. :)
      Uf! Bałam się, że zawiodę Cię tym opisem spotkania Hermiony i Draco, więc cieszę się bardzo, że jednak nie zawiodłam. Kamień z serca!
      Dobrze powiedziane - czuć się dziwnie we własnej skórze. Czuję się podobnie. ;)

      M.

      Usuń
  19. Wspaniały rozdział ! <3 Czekałam na niego .. :) Bardzo fajnie opisujesz Malfoya jako lekarza , ponieważ nie piszesz tylko gdzie pracuje i kim jest tylko co w tej pracy robi :) Biedna , mała Sophie .. :c Och jak ja bym chciała ją przytulić i pocieszyć c': Mam nadzieję ,że uda się ją wyleczyć i czekam na dalsze rozwinięcie akcji pomiędzy Draco i Hermioną , bo jak na razie ich relacje są dosyć chłodne ... Pozdrawiam i życzę dużo weny ! :) /k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Cieszę się, że Ci się spodobał. Jeśli chodzi o pracę Malfoy'a, to dużo staram się czytać o zawodzie onkologa, o białaczce, żeby jak najlepiej wychodziło mi opisywanie tego.
      Co do Sophie, hm, nic nie powiem! Wszystkiego się wkrótce dowiecie.
      Ich relacje są chłodne, bo hej, dopiero się spotkali po iluś tam latach! Nie zapominajmy też, że byli wrogami i ta nić nienawiści nie została jeszcze przerwana. :)
      Dziękuję!

      M.

      Usuń
  20. Tak dawno mnie nie było przez ilość nauki, dzisiaj wchodzę, patrzę i rozdział mogłam przeczytać już kilka dni temu. :C No, ale chociaż krócej będę czekać na kolejny. :D

    Nie wiem o co Ci chodzi, bo ten rozdział jest świetny. XD W końcu spotkanie po latach. :D Czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Moja biedna, mała Sophie.. Serce mi się kraja, gdy czytam jak się boi i, że będzie musiała tyle wycierpieć. :C Jakoś nie mam weny na komentarz.. Więc zostaje mi tylko czekać na następny rozdział i życzyć Tobie weny. ♥ - Voldemort

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał. :)
      Dziękuję, wena na pewno się przyda!

      M.

      Usuń
  21. Kiedy przewidujesz następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie dopiero co zaczęłam pisać rozdział i mam go dopiero kilka zdań, ale to i tak jest już dla mnie postęp, bo jeśli coś zacznę, to dalej jest już łatwiej. Więc - odpowiadając na Twoje pytanie - kolejny rozdział może się pojawić gdzieś za dwa tygodnie. Mam nadzieję, że zmieszczę się w tym przedziale. :)

      M.

      Usuń
  22. Boski szablon ;) Rozdział świetny;)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Świetnie, że się podoba. Dziękuję. :)

      Usuń
  23. Brakuje tylko z boku tej notki odnośnie postępów nad kolejnym rozdziałem.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro zrobię tą tabelkę i będę pisała tam na bieżąco co i jak z kolejnym rozdziałem. Poza tym jeśli ktoś chce wiedzieć co z kolejnym rozdziałem, możecie pisać do mnie na asku, to zawsze mnie jakoś motywuje. :)

      M.

      Usuń
  24. Szczerze mówiąc, nie przepadam za dramione, głównie przez to, że dziewięćdziesiąt procent z nich to kopalnia bezsensu, olewanie kanonu i cała masa innych wad, których po prostu nie mogę zdzierżyć.
    U ciebie jest jednak inaczej. Sama nie wiem, dlaczego postanowiłam przeczytać cały rozdział, ale lektura bardzo mnie wciągnęła. Po raz pierwszy widzę Draco w roli uzdrowiciela, nie Naczelnego Amanta Ministerstwa, i, muszę przyznać, niezmiernie mi się on taki podoba. Ujęło mnie też to, że Malfoy zachowuje się względnie normalnie, nie próbuje obmacywać Hermiony po pięciu sekundach rozmowy.
    Sophie natomiast jest po prostu przeurocza! Ale nawet ona mnie wzbudzi u mnie miłości do dzieci, więc pozostanę przy zachwycaniu się Malfoyem.
    Już wcześniej dodałam się do obserwowanych, ale postanowiłam zostawić również komentarz. Pozdrawiam i życzę weny. :)

    http://podarte-listy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mimo że nie lubisz dramione, udało mi się Ciebie zaciekawić. :)
      Chciałam stworzyć trochę inną historię, różniącą się od innych. A Draco swoje w życiu przeszedł, co zmieniło w mojej historii jego podejście do życia. Z Hermioną nie będzie tak łatwo - zanim do siebie dotrą minie trochę czasu.
      Super, że tak uważasz, ja też ją bardzo lubię. Ja za to bezapelacyjnie kocham dzieci. :)
      Cieszę się, że zostawiłaś po sobie komentarz, bo mało obserwatorów się na to decyduje. Mam nadzieję, że jeszcze Cię tu zobaczę! :)

      M.

      Usuń
  25. Świetnie zapowiada się ta historia. Jest tutaj tyle szczegółów. Bardzo wyczuwam się w to co piszesz.
    Bardzo ciekawią mnie losy głównych bohaterów, czegoś takiego wcześniej nie czytałam.
    Będę tutaj zaglądała regularnie.
    Życzę weny i czasu na pisanie.
    Pozdrawia,
    Dominika :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba, bo bardzo się staram pisząc rozdziały. Cieszy mnie ta opinia. :)
      Dziękuję, przyda się!

      M.

      Usuń
  26. Żyłam w przekonaniu, że dodałam komentarz. I to już dawno. A okazało się, że jednak blogger go zjadł i puff- nie ma komentarza.
    Teraz nawet nie pamiętam, co w nim napisałam. Wiem tylko, że było coś o tym, jak podoba mi się to opowiadanie, jak bardzo uwielbiam Sophie i że opisy są niesamowite i w ogóle uwielbiam czytać Twoją twórczość.No, coś w ten deseń.

    Ściskam, anonimowa em. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger to w ogóle sobie żyje jak chce. Kiedyś ustawiłam automatyczne dodawanie któregoś tam rozdziału i co? Nie dodał, a ja ciągle żyłam w przekonaniu, że go dodałam. Zły blogger!
      Dziękuję, zarumieniłam się. (:

      M.

      Usuń
  27. Dawno mnie nie było.... Kategoryczne NIE na nieobecność! Ogromnie Cię przepraszam, czasami sama już nie wiem, gdzie przeczytałam, gdzie skomentowałam, a gdzie mnie nie było, a być powinnam! ;/ Czas jest chyba największym wrogiem człowieka!
    Rozdział naprawdę wspaniały, powiem szczerze czytało mi się bardzo lekko ;) Acz wchodzimy w strefę, której nie lubię; choroby przez które przechodzą małe dzieci, słowa Draco pod koniec, załamałam się. Wybacz, ale mnie po prostu załamuje świadomość o bólu, jakie małe dziecko przeżywa, a na tym będzie bazować historia. Choroba Sophie, miłość Draco i Hermiony, a wszystko owiane cierpieniem.
    Jej, aż mnie korci, aby zapytać, czy Sophie da radę walczyć i wygra, ale nie zapytam, bo wiem, że nie powiesz.. :)
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny
    Charlotte Petrova
    -----------------------
    charlotte-petrova-dramione.blogspot.com
    dramione-wymiana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, wiedziała, że zapomnę napisać to, co napisać zamierzałam! :( Szablon jest cudowny! Naprawdę już go uwielbiam! :))
      C.

      Usuń
  28. Okej, wiem, syn (?) marnotrawny powraca. Przepraszam, że nie skomentowałam, po kroćset przepraszam. Przeczytała już dawno i wiem, że tłumaczenie "nie miałam głowy do komentowania" będzie po prostu żałosne. Wracając, rozdział mi się podobał, zwłaszcza profesjonalizm Draco, bo takiego Malfoya chciałabym widzieć- nie ciepłą kluchę, jaką robi z niego większość blogerek. Naprawdę, nienawidzę tego, szczerze, z całego serca nie cierpię. Reasumując, jeszcze raz bardzo przepraszam i skruszona idę czytać dalej.
    OwlShadow
    demonychaosu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejkuuu wreszcieee taaak <3

    Ehm... Wybacz że wchodzę tu tak późno ale czas aby ponadrabiać zaległości. Rozdział był cudowny. Tęskniłam za tym klimatem i Twoim stylem.. Nie rozpiszę się za wiele bo jestem chora a po drugie czeka na mnie biologia i po trzecie pisze z komorki. Mam nadzieję że odnajdziesz ten komentarz i że zrozumiesz że ta notka jest ...najlepsza ! Inaczej wyobrażałam sobie to spotkanie a Ty zaskoczylas mnie pozytywnie... I tak wiem że za niedługo nawiąże się między Miona a Draconem jakaa wiez. Wierze ze okaże jej wsparcie. Hermiona jest naprawdę bardzo silna, nie dość że stracila przyjaciol to w dodatku ta choroba..

    Ok... Więc za parę dni zostawię komentarz pod następnym rozdzialem <3<3
    Dziękuje...

    Pozdrawiam.
    Nela.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ugh, ciężki zwłaszcza, że stosunek Draco i Hermiony jest taki a nie inny. Niemniej jednak mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze między nimi :D.
    Uwielbiam Sophie, jest strasznie podobna do mojego chrześniaka :D.

    Panna T .

    OdpowiedzUsuń
  31. O matko, niezmiernie się cieszę mogąc przeczytać kolejny tak wspaniały rozdział. Tym razem wszystko było opisane z perspektywy Hermiony, więc nie dało się jednoznacznie odczuć, co czuje Draco w związku z tym, że kolejna osoba z przeszłości, o której tak usilnie starał się zapomnieć, pojawiła się w jego świecie. Mimo to zachował się bardzo w porządku, oddzielając te dwie sfery i postanawiając zaopiekować się córką kobiety. Bardzo, bardzo dobrze. :)

    Sophie też jest tak niezwykłym dzieckiem, że aż sama chciałabym wziąć taką cudowną dziewczynkę na ręce i porozmawiać. Momenty, kiedy mówi innym na "ty", jak i jej "układ" z Draconem są po prostu strzałem w dziesiątkę.

    Podziwiam Cię bardzo za utrzymywanie tego opowiadania w takim smutnym, refleksyjnym stylu. Nie jest to historia, gdzie możemy spodziewać się wesołych kłótni i zabawnych komentarzy pomiędzy głównymi bohaterami, ale Twoja kreacja świata pozostawia za sobą magiczny ślad. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. hmmm Sophie ma 4 latka? Hermiona zaszła w ciążę po wielkiej bitwie?to jak ma się do tego to zdanie:
    "Nie, to ty posłuchaj, Granger – przerwał mężczyzna, wbijając we mnie zimne spojrzenie. – Nie obchodzi mnie to, co było KILKANAŚCIE LAT TEMU"???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle nie odpowiadam na komentarze pod wcześniejszymi rozdziałami, ale dla Ciebie, drogi anonimie, zrobiłam wyjątek. Nie żeby coś, ale nienawiść Hermiony i Draco, zaczęła się już na pierwszym roku w Hogwarcie, gdy mieli po 11 lat i to właśnie miałam na myśli pisząc ten fragment. Dalsze liczenie chyba nie jest już trudne? ;)

      Usuń
  33. Doczekalam się! ;-) Wreszcie się spotkali. To dopiero było zaskoczenie. Dobrze, że tak na siebie zareagowali - jak dorośli ludzie. Draco zachował się bardzo profesjonalnie. Będzie dobrym lekarzem dla Sophie i chyba już się polubili;-) Ciekawe jak rozwinie się ich "nowa" znajomość. Może coś zaiskrzy między Draco i Hermioną? Na pewno;-)
    pozdrawiam
    Kate

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov