10 maj 2015

Rozdział 12

— Mamo, a długo jeszcze będziemy jechać?
Usłyszałam znudzony głos Sophie, siedzącej obok mnie. Zerknęłam na nią kątem oka i cicho westchnęłam pod nosem. Od piętnastu minut co chwilę pytała kiedy będziemy. Taksówkarz, prowadzący samochód, nieznacznie chrząknął, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy. Nie dziwiłam się mężczyźnie, że powoli traci cierpliwość, sama byłam na jej skraju, jednak zrobiłam to, czego od zawsze uczyła mnie babcia: w duchu policzyłam do dziesięciu i zdenerwowanie momentalnie przeszło. Spojrzałam na dziewczynkę, patrzącą na mnie z wyczekiwaniem, aż w końcu odpowiem. Minęły cztery dni od pierwszej chemioterapii i trzy od kiedy wyszłyśmy ze szpitala. Przez pierwszy dzień może i było trudno, ale każdy kolejny wydawał się prostszy. Pojawiający się uśmiech na twarzy mojej córki był potwierdzeniem, że pierwsze cierpienie minęło i teraz może być tylko lepiej; wierzyłam w to, wiara w takich chwilach była najcenniejsza. Skóra dziewczynki była nadal nienaturalnie blada, a gdy dzisiejszego ranka rozczesywałam jej włosy zauważyłam, że wypada ich coraz więcej. Nie wiedziałam jak powinnam jej to powiedzieć, bałam się tej reakcji.
— Sophie, dopiero co wyjechaliśmy, a ty zdążyłaś już zapytać cztery razy kiedy będziemy. Jak pan kierowca dojedzie na miejsce, to będziemy, spokojnie — odparłam, obserwując dokładnie rekcję dziewczynki. Zrobiła naburmuszoną minę i odwróciła się w stronę okna, opierając czoło o szybę. Nie zdziwiłam się zbytnio, kiedy tak się  zachowała. Była moją córką, potrafiłam już przewidzieć, jak może postąpić w niektórych przypadkach i nie było to dla mnie czymś nowym.
Między nami siedział Rudolf — miś, którego ostatnio nie odstępowała nawet na krok. Nie pozwoliła mi go nawet wyprać; musiałam zrobić to w nocy, kiedy spała, ponieważ inaczej nie dałabym rady. Przekonywanie, iż nawet misie muszą się kąpać, nic nie dawało. Sophie pozostawała w tej kwestii nieugięta. Byłam świadoma tego, że pozwalam dziewczynce na zbyt wiele, że nie powinnam, bo to niesie za sobą konsekwencje, ale często po prostu nie potrafiłam powiedzieć nie.
— Mamo, patrz, wesołe miasteczko… i cyrk! — krzyknęła niespodziewanie Sophie, odwracając się w moją stronę. Podążyłam wzrokiem w stronę, którą wskazywała palcem i uśmiechnęłam się szeroko. Sophie wpatrywała się z zachwytem w wielki, kolorowy, rozstawiony już namiot; kąciki jej ust ciągle były uniesione do góry. — Mamusiu, pojedziemy tam? Proszę, proszę, proszę!
— Zobaczymy, Sophie. Najpierw sprawdzimy, kiedy będą występy i wtedy podejmiemy decyzję — powiedziałam, nie chcąc, by Sophie traciła nadzieję. Obawiałam się, że cyrk pełen ludzi, a tym samym pełen zarazków, nie był zbyt dobrym pomysłem, szczególnie jeśli chodziło o dziewczynkę. Prawdopodobieństwo, iż zrozumie moją decyzję, było równe zeru, więc musiałam mieć naprawdę dobrą wymówkę. Chciałam spełnić wszystkie jej marzenia, ale takie wydarzenie niosło ze sobą wiele niebezpieczeństw.
W końcu samochód dojechał pod szpital. Wyjęłam z torby portfel i wyszukałam kilka drobnych, by zapłacić za przejazd. Sophie w tym momencie odpinała pas, czekając, aż będziemy mogły wyjść z samochodu. Widziałam po jej minie, że chce o coś zapytać, jednak powstrzymywała się; sama nie wiedziałam z jakiego powodu. Wysiadłam z samochodu, pomagając po chwili wyjść Sophie, przytrzymując ją za rączkę, by się nie przewróciła. Gdy kierowca już odjechał, ukucnęłam naprzeciwko córki, zasuwając do końca jej kurtkę. Poprawiłam czapkę, która zsunęła jej się z głowy. W jej oczach dostrzegłam nutkę strachu, jednak kiedy uśmiechnęłam się, wszelkie obawy zniknęły. Sophie mi ufała, chociaż ostatnio pozwoliłam, aby tyle cierpiała.
Wstałam z chodnika, a dziewczynka instynktownie złapała mnie za dłoń, lekko ją ściskając. Kiedy wczorajszego wieczoru kładłam Sophie spać, wyznała mi, że tęskni za przedszkolem, za innymi dziećmi; nawet za Oscarem, który kiedyś nazwał ją głupią, bo nie ma taty — a moje serce ścisnęło się z żalu, ponieważ nie mogłam nic zrobić.
Ruszyłyśmy wolnym krokiem w stronę kliniki; miałam nadzieję, że nie będziemy tutaj zbyt częstymi gośćmi, jednak jak na razie miałyśmy przyjeżdżać co trzy dni na badania kontrolne. Sophie nie była tym zbytnio uradowana, ale gdy wyjaśniłam jej po co będziemy przybywać z niechęcią zgodziła się. Kiedy szłyśmy w stronę windy, aby skierować się na „nasze” piętro, mijałyśmy mnóstwo ludzi. Każda pielęgniarka witała nas uśmiechem i skinieniem głowy. Atmosfera, jaka panowała w tym szpitalu każdego dnia, była niesamowita. Było dobrze widać, że pracownikom kliniki zależy na pacjentach i ich nastrojach, więc to dlatego większość osób emanowała dobrą energią. Stanęłyśmy przy windzie — Sophie nacisnęła guzik przywołujący ją, stojąc na palcach. Dziewczynka rozglądała się po korytarzu, szukając jakiejś znajomej twarzy. W końcu winda przyjechała, jej drzwi brzdęknęły i rozsunęły się na oścież. Sophie wbiegła do środka, nawet na mnie nie czekając. Podążyłam za nią wzrokiem i zauważyłam, że stoi obok Malfoya, uśmiechając się promiennie do niego. Oczywiście, mogłam podejrzewać, iż tutaj go spotkam. Ostatnio zbyt często na siebie wpadaliśmy.
— Dzień dobry — powiedział, kiwając sztywno głową w moją stronę. Odpowiedziałam mu, wykonując ten sam gest. W windzie zapanowała dziwna, niezręczna cisza, którą przerywała jedynie moja córka, nucąca pod nosem jakąś melodię, usłyszaną pewnie w radiu. Rozładowywała dziwne napięcie. Stała między nami, trzymając w swoich małych rączkach misia. Wydawało mi się, że to dzięki niej zaczęłam się rozumieć z Malfoyem i że to dzięki niej podpisaliśmy niewidzialny sojusz.
— Mamo, a dzisiaj idziemy do tego pana doktora? — zapytała Sophii, wskazując na Draco palcem. Zanim zdążyłam zrugać dziewczynkę za pokazywanie na kogoś palcem, drzwi windy otworzyły się, a kobiecy głos poinformował nas, że jesteśmy już na odpowiednim piętrze.
— Tak, dzisiaj możesz przyjść do mnie — powiedział Malfoy, kiedy wyszliśmy z windy, kucnął naprzeciwko dziewczynki, tym samym patrząc się prosto w jej oczy. — W tajemnicy ci powiem, że Megan też chciała, żebyś do niej przyszła, ale chciałem ją ubiec.
— To dlatego byłeś w windzie? — zapytała z podejrzliwością, zupełnie zaskakując mnie swoją spostrzegawczością. Blondyn przez kilka chwil również wydawał się być zdziwionym, jednak dość szybko wszystko wróciło do normy.
─ Można tak powiedzieć.  Pokiwał wolno głową, spoglądając na mnie. Po chwili wstał, a kiedy Sophie odeszła od nas kilka metrów, podziwiając automat ze słodyczami, podszedł do mnie. ─ Jeśli ci to nie przeszkadza, dzisiaj ja zrobię Sophie pobrania krwi, Megan wzięła sobie wolne, a o ile dobrze wiem z tego, co mi przekazała, Sophie nie za bardzo chce, żeby ktoś inny pobierał jej krew.
─ Dobrze ─ odparłam, nawet się nie zastanawiając. ─ Mamy iść do twojego gabinetu czy…
─ Do punktu szczepień i pobrań krwi, tak chyba będzie najlepiej. Zabierz Sophie, a ja naszykuje wszystko, co potrzebne. Dzisiaj pobiorę tylko dwie probówki krwi, więc powinno pójść szybko. ─ Zaczęliśmy iść w stronę dziewczynki. ─ Widać, że czuje się już o wiele lepiej, to dobrze. Za dwa tygodnie podamy kolejną chemioterapię, jeśli wyniki na to pozwolą. Następną chemię powinna przyjąć lepiej, to był jej pierwszy kontakt z tak silnym lekiem, często tak jest.
─ Ale to nie zmienia faktu, że się martwię. Widziałeś kiedyś matkę, która nie martwiłaby się o swoje chore dziecko? Chyba zauważyłeś jak Sophie przyjęła pierwszą chemię, teraz pewnie będzie się bała, gdy powiem jej, że musi przyjąć lek jeszcze raz. To nie jest dla mnie łatwe, Malfoy.
─ Nie możesz jej traktować jak bańki mydlanej, która w każdej chwili może pęknąć. Dzieci to wyczuwają. Zwracaj na nią większą uwagę, na otoczenie w jakim przebywa, ale nie pokazuj jej, że się tak przejmujesz. I czyżbyśmy wracali do Mafloy — Granger?
─ A czy kiedykolwiek od tego odeszliśmy? Nie przypominam sobie, żebyśmy zwracali się do siebie po imieniu. Nadal jesteś dla mnie tym samym dupkiem, którym byłeś w szkole ─ powiedziałam, wzruszając ramionami. Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech i sama nie wiedziałam już co było jego przyczyną.
─ A ty nadal jesteś tą samą wszystko wiedzącą Granger z szopą na głowie. ─ W jego głosie wyczułam nutkę rozbawienia.
─ Teraz jesteśmy kwita ─ odparłam, stając w miejscu, gdy doszliśmy do gabinetu Malfoya. Zwróciłam uwagę na Sophie, siedzącą na krześle i rozmawiającą o czymś z Rudolfem. Zmarszczyłam czoło, kiedy usłyszałam „mama i Draco”… Podniosłam dłoń i skierowałam ją ku skroni, lekko je pocierając. ─ Pójdę lepiej do Sophie, zanim zacznie snuć domysły o czym tak długo rozmawiamy.
─ Zagoiła się? ─ zapytał mężczyzna, wskazując na moją rękę.
Przez kilka sekund nie wiedziałam o co chodzi, jednak po chwili wszystko sobie przypomniałam. Nie mogłam uwierzyć, że prowadzimy zwykłą rozmowę, bez żadnych kłótni, rozmowę, w której nie omawialiśmy etapów leczenia Sophii, a rozmawialiśmy jak zwyczajni młodzi ludzie. Od kiedy urodziła się moja córka jedyni mężczyźni, z jakimi miałam kontakt, to sprzedawcy, taksówkarze lub sąsiedzi… Bałam się, że jeśli znowu komuś zaufam, zostanę skrzywdzona, tak jak było w przypadku Olivera. Często zastanawiałam się jak wygląda jego życie, czy spełnia swoje marzenia, realizuje cele, które już dawno, na początku Hogwartu, sobie postawił. Mimo że mnie skrzywdził, pozostawiając samą z małą istotą pod sercem, nie miałam mu tego za złe. Był dobrym człowiekiem; wierzyłam w to bardzo mocno. Jego stosunek do mnie nie zmieniał faktu, iż był ojcem mojego dziecka, tego zmienić nie mogłam. Żałowałam, że tak ułożyło się moje życie, a Sophie nie może mieć pełnej, kochającej rodziny ─ na chwilę obecną miała tylko mnie. 
─ Tak, dziękuję, wszystko już w porządku ─ odpowiedziałam, spuszczając wzrok na dłoń, którą kilka dni temu opatrywał Malfoy. Wmawiałam sobie, iż to nic wielkiego, jednak… coś się zmieniło, bezpowrotnie, bez możliwości zawrócenia do wcześniejszych relacji. Spojrzałam na mężczyznę, przypatrującemu się z uwagą moim ruchom. W jego wzroku było coś, przez co nie potrafiłam oderwać spojrzenia od niebieskich oczu Malfoya. W końcu jednak przyszło opamiętanie i przestałam bezczelnie wpatrywać się w postać stojącą naprzeciwko mnie. ─ Pójdę po Sophie i…
─ Dobrze ─ odparł, nie pozwalając mi skończyć; odwrócił ode mnie swój wzrok, zniknął za zakrętem na korytarzu. Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę, że wstrzymywałam oddech. Nie miałam szansy na za zbyt długie analizowanie tego, co przed chwilą między nami zaszło, ponieważ podbiegła do mnie Sophie i łapiąc mnie za rękę, zaczęła ciągnąć mnie w kierunku automatu ze słodyczami. Westchnęłam pod nosem, wiedząc, że będę musiała odmówić, a niespecjalnie miałam ochotę oglądać obrażoną twarz mojej córki. 
─ Sophie, skarbie, nie mamy teraz czasu, żeby oglądać słodycze. Chyba słyszałaś co powiedział pan doktor; musimy do niego iść, bo musi cię zbadać. Dzisiaj rano o tym rozmawiałyśmy i obiecałaś, że będziesz grzeczna ─ wytłumaczyłam, kucając naprzeciwko dziewczynki. Jej oczka, jeszcze przed chwilą radosne, teraz były zawiedzione.
─ Ale ja chciałam tylko ten soczek ze słomką, bo tam jest Kubuś Puchatek ─ odparła, przyciskając Rudolfa do swojej klatki piersiowej. Podążyłam wzrokiem w to miejsce, w które wpatrywała się dziewczynka i rzeczywiście było tak ja mówiła. Kartonik z napojem znajdował się w automacie na górnej półce; zdziwiłam się, że Sophie go dostrzegła.
─ No dobrze ─ powiedziałam w końcu, po dłuższym zastanowieniu.
Chciałam, żeby ten dzień był i dla mnie, i Sophie dobry, dlatego tym razem postanowiłam się poddać. Zresztą, zwykły pomarańczowy sok nie zawierał szkodliwych konserwantów, był o wiele lepszy niż czekoladowe batoniki, które dziewczynka uwielbiała, tak jak każde inne dziecko. Wstałam z podłogi i w kieszeniach płaszcza wyszukałam kilka drobnych. Odpowiednią ilość pieniędzy wrzuciłam do urządzenia, wybierając soczek, upatrzony wcześniej przed Sophie. Już po chwili, zupełnie zadowolona, uśmiechnięta od ucha do ucha, szła sama w kierunku punktu pobrań krwi. Nadal byłam pod wrażeniem tego, jak taka mała rzecz może wywołać uśmiech u dziecka. A uśmiech na twarzy swojej pociechy był najlepszym prezentem, jaki tylko można było otrzymać. Od zawsze, kiedy tylko usta Sophii się śmiały, ja również byłam radosna. Dziewczynka odziedziczyła charakter po mnie ─ niewiele trzeba było, aby wyprowadzić ją z równowagi, a żeby się już nie gniewała, potrzebne było dużo czasu i przy okazji całe pokłady cierpliwości do niej.
Mała blondynka zapukała pewnie w drzwi; kiedy chciała bez pozwolenia wejść do środka, zwróciłam jej uwagę, że trzeba poczekać na zgodę. Sophie pokiwała głową, dokładnie analizując moje słowa. Nie musiałyśmy długo czekać, ponieważ chwilę później drzwi pomieszczeni otworzyły się na oścież, a mężczyzna zaprosił nas ruchem dłoni do środka. Moja córka wbiegła do środka, uśmiechając się promiennie do Malfoya, a ja powoli wkroczyłam do pokoju za nią. Dziewczynka siedziała już na leżance, kiedy usłyszała hasło „pobieranie krwi”, wiedziała co robić, chociaż nadal się bała. Byłam jednak przy niej i dzięki temu czuła się pewniej.
Zajęłam miejsce obok Sophie, a kiedy Draco nachylił się w naszą stronę z igłą, wtuliła się w moje ramię, byleby tylko nic nie widzieć. Pocałowałam ją w czubek głowy, chcąc dodać jej pewności siebie, chcąc jej pokazać, iż jestem przy niej i nie musi się bać. Pobieranie krwi nie trwało na całe szczęście długo. Minęło kilka minut, gdy dziewczynka mogła odetchnąć z ulgą; widziałam jej zaszklone od łez oczy, jednak nie rozpłakała się.
─ Chyba nie było tak strasznie, prawda? ─ zapytał Malfoy, zakładając niewielki opatrunek w zgięciu ręki mojej córki. ─ Zobacz co dzisiaj dla ciebie mam. Naklejkę „najlepszy pacjent pod słońcem”, co ty na to, żebyśmy przykleili ci ją na sweterek, żeby wszyscy widzieli jaka jesteś dzielna?
─ Tak, tak! ─ odparła z ochotą, podskakując na leżance.
Zaśmiałam się, widząc radosną, a jednocześnie niecierpliwą minę dziewczynki. Z ogromną niecierpliwością czekała, aż naklejka zostanie przyklejona przez lekarza, a ona tym samym będzie mogła każdemu ją pokazywać. W tej kwestii przypominała mi Olivera, który, jeśli wraz z drużyną wygrał puchar Quidditcha, chodził po Hogwarcie i z dumą opowiadał każdemu jak wyglądał mecz. Przed nikim nie potrafiłam tego przyznać, raczej wolałam skrywać to w sobie, ale zawsze imponował mi swoim zachowaniem, umiejętnościami. Był mądry, a kiedy przyszedł moment wojny, nie zastanawiał się po której stronie stanąć. Walczył przeciwko Voldemortowi, walczył, aby przyszłość była lepsza i mimo że stchórzył, gdy wyznałam mu, iż oczekuję dziecka, nadal w jakimś stopniu był… ważny. Czy kochałam go? Nie, nie potrafiłam. Nie chciałam roztrząsać tego, co było dawniej, pragnęłam żyć tu i teraz, to było dla mnie najcenniejsze.
─ Mamo, a może pan doktor pójdzie z nami do wesołego miasteczka? ─ zapytała nagle Sophie, zupełnie wytrącając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią zaskoczona, ale dziewczynka jedynie zerkała to na mnie, to na Malfoya, czekając na odpowiedź. Jej pewność siebie zawsze mnie zaskakiwała, jednak w tym momencie zdziwienie osiągnęło apogeum.
─ Sophie, pan doktor ma na pewno bardzo dużo zajęć i nie ma czasu, żeby chodzić do wesołego miasteczka ─ powiedziałam cicho, czując, że na moje policzki wstępują delikatne rumieńce zawstydzenia. ─ Poza tym nie ustaliłyśmy jeszcze, czy tam pójdziemy, nie znamy jeszcze Denver tak dobrze.
─ Ale pan doktor zna! ─ krzyknęła z zachwytem dziewczynka, klaszcząc w dłonie. ─ Pójdzie pan z nami? Proszę, proszę! ─ zwróciła się w stronę Draco. Mężczyzna wstał, a ja automatycznie również podniosłam się z leżanki; jedynie Sophie siedziała, wymachując nogami w powietrzu.
─ Czy ja wiem… Mam ostatnio bardzo dużo małych pacjentów, którzy mnie potrzebują tutaj, w szpitalu ─ mówił, patrząc prosto w moje oczy. Między nami działo się coś dziwnego, coś, czego nie potrafiłam przerwać, a nawet w pewnym stopniu nie chciałam. Malfoy, widząc błagalny wzrok mojej córki, ostatecznie westchnął i dodał: ─ Jeśli twoja mama się zgodzi, mogę wybrać się z wami do wesołego miasteczka.
Sophie pisnęła i zeskoczyła z leżanki, od razu podbiegając do mnie i przytulając się z całą siłą, jaką miała w swoim małym ciałku. Nie miałam innej możliwości od tej, by się zgodzić. Sprawa była już przegrana ─ wiedziałam, że nawet jeśli powiedziałabym nie, w końcu skapitulowałabym, zgadzając się. Czy robiłam źle, chcąc dla własnego dziecka jak najlepiej, pragnąc widzieć radosny uśmiech, tym bardziej teraz, gdy przed nią były takie trudne chwile? Potrzebowałam jej szczęścia, jak zwykły człowiek potrzebuje tlenu; bo bez Sophie nie potrafiłam żyć, od kiedy poczułam jej pierwszy ruch, tuż pod moim sercem, stało się to dla mnie oczywiste.
─ No… dobrze ─ wydukałam.
Zaczęła opowiadać jak będzie super, kiedy pójdziemy razem do cyrku; cieszyła się i wydawało mi się, że fakt, iż Draco zgodził się iść z nami, był dla niej najważniejszy. Sophie znała go krótko, bo zaledwie kilka dni, a już mu zaufała, widziałam to w jej oczkach. Malfoy miał w sobie coś, dzięki czemu dzieci go lubiły i nie bały się. Wokół siebie potrafił wytworzyć przyjazną atmosferę, przynajmniej w szpitalu. Byłam ciekawa jak wyglądała jego historia po wojnie, co robił i czemu znalazł się tutaj, w Denver. Od zawsze byłam żądna informacji i najwyraźniej ta cecha charakteru nie zmieniała się w mojej osobowości. Chciałam po prostu wiedzieć, choć ta wiadomość pewnie nie uratowałaby mi życia ani nie zmieniła go w jakiś diametralny sposób. Wszystko pozostałoby takie samo, jedynie moja ciekawość zostałaby zaspokojona.
Bez żadnego słowa ukucnęłam na podłodze, biorąc w swoje ręce kurtkę Sophii, którą wcześniej, gdy weszła do gabinetu, zdjęła. Pomogłam córce ją założyć, uważając przy tym na opatrunek, znajdujący się na rączce. Dziewczynka ciągle coś mówiła w kierunku Malfoya, nie zamykała się jej buzia, ja jednak trwałam w dziwnym zawieszeniu, jakbym znajdowała się poza światem, w innym wymiarze. Miałam déjà vu, nie opuszczało mnie dziwne wrażenie, iż kiedyś taka sytuacja się zdarzyła i to dokładnie w tym miejscu. Poczułam na sobie wzrok mężczyzny, więc otrząsnęłam się i zasuwając kurtkę Sophie aż pod samą jej brodę, wstałam z posadzki, strzepując z kolan niewidzialne drobinki kurzu.
─ Sophie, może pójdziesz przywołać nam windę? Ja za chwilę do ciebie dojdę, dobrze? ─ zapytałam, schylając się w stronę dziewczynki. Ta, na początku zrobiła kwaśną minę, ale po chwili kiwnęła twierdząco głową.
─ Tylko za chwilę przyjdź ─ powiedziała, bacznie mnie obserwując i ściskając w dłoniach róg swojej kurtki.
─ Za minutę już będę, obiecuję ─ odparłam. Obserwowałam dziewczynkę aż do momentu, gdy zniknęła za drzwiami. Uśmiechnęłam się sama do siebie; była już taka  duża, a ja dobrze pamiętałam jej pierwsze słowo, pierwsze kroki stawiane na ziemi w moją stronę. Każda chwila z Sophie była dla mnie najcenniejsza i każda zasługiwała na dokładne zapamiętanie. Powoli odwróciłam się w kierunku Malfoya, właśnie zdejmował swój kitel, przewieszając go przez oparcie fotela.
─ Malfoy, jeśli nie chcesz iść z nami do wesołego miasteczka, po prostu mi powiedz. Wytłumaczę to Sophie, chwilę będzie obrażona, ale w końcu jej przejdzie. Poza tym nawet nie jestem pewna, czy ona powinna tam iść, więc może najlepszym wyjściem będzie odłożenie wizyty w cyrku na później, kiedy Sophie wyzdrowieje i…
─ Zawsze tyle gadasz? ─ przerwał mi nagle Draco; dopiero zauważyłam, że opiera się o szafkę, wpatrując się we mnie z powątpiewaniem. ─ Za dużo myślisz, Granger. Kilkanaście minut temu mówiłem ci, żebyś nie traktowała małej jak kawałka szkła, które w każdej chwili może się stłuc, a ty znowu chcesz odseparować ją od ludzi. To najgorsze, co możesz dla niej zrobić. Zabierz ją do tego wesołego miasteczka i niech się cieszy, przed nią trudne chwile, nie zabieraj jej tych dobrych momentów.
Zmarszczyłam czoło i wolno podeszłam do mężczyzny, stając w końcu naprzeciwko niego, w odległości kilkunastu centymetrów. Złość zagotowała się w mojej krwi, a ja naprawdę miałam ochotę wyjąć różdżkę z torby i rzucić w niego jakimś zaklęciem. Nie robiłam tego ponad pięć lat, ale takich rzeczy się nie zapomina ot tak, jak na skinienie. Magia była częścią mnie i nawet jeśli kiedyś mocno pragnęłam, nie mogłam jej się pozbyć.
─ Myślałam, że tak będzie dla niej lepiej, czy to dziwne? Jestem tylko matką, martwię się o jej zdrowie, to normalne. Zresztą, nie wiesz co czuję, więc nie próbuj mi robić wykładów. Poradzę sobie sama, to, że jestem teraz w trudniejszej sytuacji nie oznacza, że się poddam. Nie bez powodu tiara przydzieliła mnie do Gryffindoru ─ zakończyłam sucho, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, iż nawiązałam do Hogwartu po raz pierwszy w obecności Malfoya.
─ Jak za starych, dobrych lat, co, Granger? ─ sarknął Malfoy; po chwili jednak wyprostował się, przyjmując poważny wyraz twarzy, jakby przypomniał sobie coś ważnego. ─ Wyniki Sophie będą jutro, jeśli coś będzie nie w porządku, powiadomię cię o tym.
W odpowiedzi skinęłam głową i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Udawałam, iż nie usłyszałam jego pierwszej wypowiedzi; nie wiem, czy chciałam wracać pamięcią do wcześniejszych lat, chociaż sama zaczęłam, wspominając o Gryffindorze. Przez tę jedną, krótką chwilę przez moją głowę przeleciała myśl, w jakim domu będzie Sophie, gdy przyjdzie czas wysłania jej do Hogwartu. Może i nie pokazywała jak na razie żadnych zdolności magicznych, ale wierzyłam, że z czasem się one ujawnią. Momentalnie, zupełnie nie wiem czemu, przypomniałam sobie artykuł z gazety, którą znalazłam dokładnie trzy dni temu, pod drzwiami pokoju hotelowego, a na moich plecach pojawiły się nieprzyjemne dreszcze. Teraz nie mogłam się wychylać, musiałam pozostać niezauważona. Obawiałam się jednak, iż było już za późno.
─ To kiedy idziemy do wesołego miasteczka? ─ Usłyszałam rozbawiony głos Malfoya, zanim wyszłam z gabinetu.
─ Sophie osobiście do ciebie zadzwoni, nie martw się, pewnie sama będzie się o to wypytywała, nie zapomni tak łatwo. Do widzenia, Malfoy.
─ Miłego dnia, Granger.

Po wyjściu Granger z gabinetu usiadłem na fotelu, mogąc wreszcie zaczerpnąć powietrza. Wcale nie zamierzałem pobierać krwi Sophie, ale kiedy zobaczyłem je w windzie, nie mogłem postąpić inaczej. Zamierzałem wrócić do domu, by wreszcie się wyspać; dzisiejszego dnia przypadł na mnie nocny dyżur. Jednak jak zwykle coś musiało pójść nie po mojej myśli. Los sobie ze mnie żartował, jakby chciał tym samym pokazać mi, że nie mam po co z nim walczyć, bo i tak jestem na straconej pozycji. Od kiedy Granger pojawiła się w Denver wszystko zaczęło się zmieniać, a ja nie miałem na to wpływu; pozostawało mi zaakceptować te zmiany.
Wyciągnąłem z szafy kurtkę, zarzucając ją po chwili na swoje ramiona. Za oknem robiło się już coraz zimniej, każdy czekał, aż spadnie pierwszy śnieg, zwiastujący zimę. Sam nie mogłem się doczekać kiedy z nieba zacznie sypać biały puch, ponieważ dzieci w szpitalu reagowały na ten widok entuzjastycznie; dla takich chwil warto było tutaj pracować, mimo że czasami było trudno. Patrzenie na śmierć małych istot, które dopiero co zaczęły poznawać życie… To dlatego w mugolskim świecie zacząłem pracować jako onkolog ─ by przyczynić się w jakimś stopniu do ratowania niewinnych, podczas gdy kiedyś odbierałem im życie.
Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych, uprzednio biorąc w ręce odpowiednio zabezpieczone probówki z pobraną krwią. Miałem zamiar zanieść je jeszcze do laboratorium, zanim wrócę do domu. Chciałem poznać wyniki badań jak najszybciej, ponieważ gdyby coś się pogorszyło, trzeba było od razu działać. Po dziewczynce nie było widać choroby, była jedynie trochę bledsza, ale wiedziałem, że białaczka jest chorobą, która atakuje od środka. W przypadku mojego poprzedniego pacjenta, Henry’ego, również tak było, tyle że przypadłość została wykryta o wiele później, więc szanse na wyzdrowienie były… małe. Nie zmieniało to faktu, iż nie walczyłem – walczyłem jak nigdy wcześniej, nie chcąc ponieść porażki. W zawodzie lekarza najgorsze jest pogodzenie się z porażką i świadomością, że nic więcej nie można już zrobić, że po prostu to koniec. Na początku zawsze jest trudno, dopiero później człowiek przyzwyczaja się do tej myśli.
Wyszedłem na korytarz, od razu kierując się w stronę laboratorium, gdzie musiałem zostawić probówki z krwią. Najchętniej sam dopilnowałbym, aby badanie zostało wykonane od razu, natychmiast, ale jedyne o czym marzyłem, to chwila odpoczynku, wytchnienia, czego w ostatnim czasie naprawdę mi brakowało. Minąłem dziewczynę, która niecałe dwa tygodnie temu rozpoczęła pracę na naszym oddziale; czułem na swoich plecach jej wzrok. Byłem jednak obojętny na jakiekolwiek zaczepki ze strony kobiet ─ jedyne co było dla mnie ważne to praca, Megan i Timber ─ niczego więcej do szczęścia nie potrzebowałem. Dlatego wchodząc do laboratorium, nie byłem tam zbyt długo. Wydałem kilka poleceń i już z powrotem szybkim krokiem kierowałem się w stronę wyjścia. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu, aby móc wyjść z moim psem na spacer i porozmawiać przez telefon z Megan. Megan… Nie wiedziałem jaki jest powód jej nieobecności w pracy i w pewnym sensie martwiłem się; odkąd zaczęła pracę w szpitalu, wzięła urlop tylko dwa razy. Ciągle uparcie sądziła, że odpoczywa wtedy, gdy jest w pracy i większa część osób nawet jej wierzyła. Gdybym dobrze jej nie znał, sam popełniłbym ten błąd. Była pogodną osobą, jednak nie potrafiła mówić o swoich problemach ─ to nas łączyło.
Wsiadłem do samochodu, odpalając silnik. Ostrożnie wycofałem i wyjechałem spod kliniki, kierując się w stronę domu. Uchyliłem lekko szybę; zimne, jesienne powietrze, smagało mnie po twarzy sprawiając, że od razu byłem bardziej rozbudzony. Właśnie tego potrzebowałem, orzeźwienia. Zmieniając bieg i dodając po chwili gazu, poczułem, iż to jest to miejsce, w którym pragnąłem od zawsze być; odnalazłem się w niemagicznym świecie, chociaż uważałem, iż będzie inaczej. Mimo wpajanych przez ojca ideologii, koniec końców, znalazłem się w Denver, w mugolskiej części miasta. Czy to nie było śmieszne, wręcz sarkastyczne? Przez kilkanaście lat żyłem w przekonaniu, że mugole nie zasługują na dobre życie, a tak naprawdę niczym nie różnili się od czarodziejów ─ jedynie nie posiadali magii ─ ale akurat ten aspekt ich życia przypadł mi do gustu. Bo życie bez magii było o wiele prostsze. Robiłem to, co chciałem, rozmawiałem z kim chciałem, kogo lubiłem i w pewnym sensie, mimo że ciągle wlekły się za mną wspomnienia, byłem sobą. To było dobre życie.
Westchnąłem pod nosem, zatrzymując się na skrzyżowaniu, kiedy zapaliło się czerwone światło. Musiałem chwilę odczekać, zanim mogłem ruszyć dalej. Na mieście był duży ruch, ale zbytnio się tym nie zdziwiłem, w końcu była sobota, ludzie wychodzili ze swoich mieszkań, aby zaczerpnąć ostatnich chwil ładnej pogody.
Dojechałem do domu po kilku minutach, parkując niedaleko mojego mieszkania. Pośpiesznie wysiadłem z samochodu, od razu kierując się w stronę domu. Po drodze spotkałem sąsiadkę, z którą dla grzeczności zamieniłem parę zdań, nawet nie próbując dłużej podtrzymywać tematu. Ona jak zwykle zapytała o pracę, a ja o pogodę ─ utarty schemat, nie zmieniający się od praktycznie samego początku mojego pobytu tutaj. Czasami widziałem ukradkowe spojrzenia mieszkańców bloku, gdy przechodziłem parkingiem czy podczas spaceru z Timber; byli ciekawi co tu robię, skąd w ogóle się wziąłem i czemu nigdy nigdzie nie wyjeżdżam. Nie dziwiłem im się, sam często zastanawiałem się nad samym sobą.
Dotarłem w końcu do domu. Z kieszeni kurtki, w której znajdowało się mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, znalazłem klucze. Włożyłem je do zamka, po chwili przekręcając. Niemal natychmiast usłyszałem szczeknięcie. Udało mi się wejść do środka, kiedy Timber nieoczekiwanie skoczyła na mnie, nadal głośno szczekając i wyrażając tym swoją radość.
─ Timber, cicho, cicho. Siad ─ rozkazałem. Suczka od razu spełniła polecenie; usiadła na podłodze, wpatrując się we mnie i merdając wesoło ogonem. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją po głowie, narażając się tym samym na obślinienie ręki. ─ Pewnie chcesz wyjść na dwór… Dobra, chodźmy, nie możesz tak siedzieć w domu, ja zresztą też. ─ Timber, jakby chciała potwierdzić moje słowa, szczeknęła, od razu się podnosząc i już podchodząc do drzwi wyjściowych. Włożyłem kurtkę  do szafy, zamieniając ją na ciepłą bluzę.  Z szafki wziąłem smycz i zaczepiłem ją na obroży psa.
Spacerowaliśmy między blokami, Timber wiernie trwała przy moim boku, co było dla mnie nowością; zawsze wyrywała się i biegała za chociażby własnym ogonem. Wciąż była szczeniakiem, chciała się bawić, a na osiedlu nie miała do tego zbytniej sposobności. Musiałem wychodzić z nią do parku, ponieważ nie chciałem narazić się na gniew moich sąsiadów. Niektórzy uważali, że posiadanie takiego psa w bloku jest nieodpowiedzialne ─ na szczęście takich osób była garstka i nawet o nich nie myślałem.
Wyjąłem z kieszeni spodni telefon i długo się nie zastanawiając, wystukałem numer Megan. Miałem zrobić to tuż po wyjściu z pracy, ale perspektywa snu była zbyt przejmująca i zaćmiła na jedną chwilę mój umysł. Po pięciu sygnałach włączyła się poczta głosowa, a po czwartej próbie dodzwonienia się do kobiety zrezygnowałem i postanowiłem sprawdzić osobiście, czy wszystko u niej w porządku. Zawsze odbierała telefon; zwykle to ja dostawałem burę za nieodbieranie, będąc przy okazji skazanym na monolog o mojej nieodpowiedzialności i dziecinności. Wiedziałem, że w tej kwestii nie ma co się kłócić z Megan, była nieustępliwa i nie było wymówki, która mogłaby wytłumaczyć nieodebrane połączenie. Tak naprawdę byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi i tworzyliśmy zgrany duet. Ona radziła się mnie w niektórych kwestiach, a ja jej. Oboje byliśmy srogo potraktowani przez los i chyba to nas połączyło. To dlatego drogę do domu Megan pokonałem praktycznie biegiem, nie oglądając się za siebie. Timber truchtała obok mnie, najwyraźniej bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw.
Wbiegłem na klatkę schodową, od razu kierując się w stronę mieszkania kobiety. Gdy kilka razy zapukałem i odpowiedziała mi głucha cisza, zacząłem się naprawdę martwić. Nie przerwałem dzwonienia na telefon i pukania do drzwi. Timber patrzyła na mnie, przekrzywiając łeb raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby sądziła, że chyba zwariowałem. Za sobą usłyszałem odgłos otwieranych drzwi ─ zza progu wyjrzał mężczyzna w średnim wieku ─ był sąsiadem Megan. W jednej chwili rozpoznał mnie, w końcu byłem u Megan dość częstym gościem.
─ Nie wie pan, czy gdzieś wyjeżdżała, wychodziła z domu? ─ zapytałem, siląc się na obojętny ton głosu. Nigdy nie przejmowałem się drugim człowiekiem, obchodził mnie własny czubek nosa; dopiero niedawno zrozumiałem, że obecność drugiego człowieka w życiu jest... niezbędna.
─ Nie widziałem jej od wczoraj, gdy rano wróciła do domu. Panie, gdyby chciała otworzyć, to by otworzyła, uparta z niej kobieta, ale też silna. Niech pan idzie do domu i wróci tutaj wieczorem, pewno otworzy ─ odparł. Zacisnąłem zęby, próbując uspokoić mój oddech, a Timber stojąca przy moim boku, warknęła na mężczyznę.
─ Pan wybaczy, ale zrobię co będę chciał i mogę tu nawet stać pół dnia, a pana nie powinno to chyba obchodzić.
─ A niech pan robi co chce ─ powiedział w końcu, wzruszając ramionami i zerkając na Timber. Po kilku sekundach trzasnął drzwiami, a ja odetchnąłem, chociaż złość nadal krążyła w moim ciele. Nikt nie miał prawa mówić mi co mam robić, jedynie bliskie mi osoby, a było ich już niewiele. Przymknąłem oczy i odliczyłem w myślach do dziesięciu ─ był to naprawdę dobry sposób na uspokojenie oddechu i pozbycie się gniewu. Odwróciłem się z powrotem w kierunku drzwi, opierając dłonie na drewnie. Nie wiedziałem już co myśleć o tym wszystkim. Byłem zmęczony, a jednak przeczuwałem, iż powinienem tu zostać. Megan znajdowała się w środku, tylko z jakiegoś powodu nie chciała mi otworzyć. W pewnej chwili przeszło mi przez myśl, że może coś się stało, może zemdlała, jednak szybko odgoniłem tę sugestię.
─ Megan… Tu Draco. Wiem, że tam jesteś i cokolwiek się stało, otwórz. Coś jest nie tak, jestem twoim przyjacielem i czuję się zobowiązany do pomocy. Ty mi pomagałaś, kiedy wszystko się burzyło, teraz ja chcę pomóc tobie, tylko musisz mi na to pozwolić. Będę tu stał, dopóki nie otworzysz drzwi, możesz być tego pewna. Jesteś dla mnie zbyt ważna, bym mógł zostawić cię samą, rozumiesz? ─ Odpowiedziała głucha cisza. Już miałem usiąść na podłodze i po prostu czekać, kiedy usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Drzwi uchyliły się, a ja zauważyłem Megan; praktycznie jej nie poznałem.
─ Draco? ─ zapytała cichym głosem, upewniając się, czy to oby na pewno ja.
─ Tak, Megan. Wpuścisz mnie do środka?
Kobieta spojrzała to na mnie, to na Timber, widocznie zastanawiając się co powinna zrobić. Po kilku sekundach czekania w końcu otworzyła szerzej drzwi, wpuszczając mnie do mieszkania. Przekroczyłem próg drzwi, a Megan od razu zatrzasnęła wejście, zamykając wszystkie zamki. Zerknąłem na nią zdziwiony, jednak nie skomentowała swojego zachowania. Nie patrząc na mnie, ruszyła w stronę kuchni. Niczym zahipnotyzowany poszedłem za nią, ówcześnie rozkazując Timber pozostanie w przedpokoju. Gdy wszedłem do pomieszczenia, jedyne co we mnie uderzyło, to bałagan, jaki tam panował. Wszystkie rolety były zasłonięte; żadne promienie słońca nie miały tu dostępu. Światło było zgaszone, więc z zewnątrz wyglądało to tak, jakby nikt tutaj nie mieszkał. Megan siedziała przy stole, ściskając w swoich dłoniach kubek z kawą. Jej rozbiegane oczy zdradzały strach, niepokój. Usiadłem obok niej, na krześle; nie poruszyła się nawet o centymetr.
─ Megan, co się stało? ─ zapytałem, zwracając jej uwagę na siebie. W oczach kobiety momentalnie pojawiły się łzy. Odwróciła swój wzrok, spoglądając na telefon, leżący niedaleko niej na stole. Wziąłem urządzenie w dłonie. Odblokowałem ekran i momentalnie wszystko stało się jasne.
─ Znalazł mnie. Mój mąż mnie znalazł ─ wyszeptała, wpatrując się w ścianę naprzeciwko. Głos był zimny, obojętny, jakby już nic jej nie obchodziło. Spojrzałem jeszcze na raz na wygaszacz, czytając po raz kolejny dwa słowa z smsa: „Mam cię”. Już samo patrzenie na te literki przyprawiało mnie o dreszcze; jedynie z opowiadań Megan wiedziałem, jaki był jej mąż. W tej chwili potrzebowała najbardziej wsparcia drugiej osoby i zamierzałem jej to zapewnić. Sen, o którym jeszcze przed chwilą myślałem, odszedł w niepamięć, to nie było już ważne. Najważniejsza była teraz Megan.
─ Nie znajdzie cię. Trzeba to gdzieś zgłosić, nie możemy tego tak zostawić, Megan.
─ Nie, Draco. Nie rozumiesz, że on ma kontakty i że cokolwiek bym nie zrobiła, jest to skazane na niepowodzenie? Już po wszystkim, znajdzie mnie i zmusi do powrotu do domu, a potem wszystko wróci do normy, wszystko będzie tak, jak wcześniej.
─ Uspokój się, Megan, pomogę ci, rozumiesz? Ukryjesz się u mnie w domu, nie zna mnie, nic ci się nie stanie. Jestem tutaj, żeby ci pomóc i to zrobię. Nie pozwolę cię skrzywdzić, obiecuję ─ powiedziałem. Złapałem dłonie kobiety; drżała. Nie zamierzałem jej teraz zostawiać. 

47 komentarzy:

  1. Jeju, nareszcie rozdział! <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę rozdział nie jest sprawdzony? Prócz paru literówek, nie wyłapałam żadnych błędów.
      Ale się porobiło. Coraz bardziej mi się podoba, a akcja zaczyna powoli przyśpieszać. Ciekawa sytuacja z mężem Megan. Chciałabym bliżej poznać jej historię, w ogóle zastanawia mnie kim okaże się ten człowiek. To bardzo piękne, jak Draco bardzo przejął się swoją przyjaciółką. Naprawdę jest dla niego ważna i mam nadzieję, że ta nieprzyjemna sprawa szybko się rozwiąże.
      Relacje Dracona i Hermiony w coraz większej mierze wywołują uśmiech na twarzy. W ich wypowiedziach pojawiają się takie sarkastyczne, zabawne nuty. Jeszcze jak opisałaś, jak Hermiona nie mogła odwrócić wzroku od blondyna...Ach <3 Było parę nawiązań do Olivera. Jestem ciekawa czy wprowadzisz jego postać do opowiadania. Przecież jego dziecko ma białaczkę, ale z drugiej strony mężczyzna chyba nie jest zbytnio zainteresowany tym całym rodzicielstwem. Wiesz co? Czasem się zastanawiam czy ty naprawdę nie masz dziecka 0.o
      Przepraszam, ale sposób w jaki przedstawiasz tą całą troskę Miony o Sophie...I to, że uśmiech pociechy jest dla matki największym prezentem - po prostu się rozpływam! A ta mała blondynka jest naprawdę rozkoszna. Taka mądra i uparta. Bardzo mnie śmieszy jak bardzo trzyma się swojego misia, Rudolfa. Kochane! A i jeszcze, jak mówiła maskotce o Hermionie i Draconu. Coś czuję, że mała sama ich zeswata. Pomysł z wesołym miasteczkiem jest genialny i wprost nie mogę się doczekać jak to rozegrasz. Już sobie wyobrażam piękna, słoneczną pogodę, wesołą Sophie razem z Draconem i Mioną, którzy poruszają jakiś niezwykle ważny temat. Jeju, Naprawdę kocham ich rozmowy! *.*
      Co do Dracona...Uważam, że bardzo dobrze odzwierciedliłaś jego charakter w rozdziałach. Uzasadniłaś jego zmianę, przez co wszystko wydaje się być w zupełności naturalne. Nie jest to już kpiący chłopak z Hogwartu, tylko dojrzały mężczyzna, w dodatku lekarz, który tak bardzo troszczy się i stara o swoich pacjentów! Cały czas mi imponuje. I do tego jeszcze sam tak bardzo pilnuje i sprawdza stan Sophie...Jakby to była jego córeczka. Jestem na Ciebie zła ;( Czemu nie napisałaś o co chodziło z tą gazetą? Jestem strasznie ciekawa i głowię się nad tym, co to wszystko może oznaczać.
      I jak zawsze, wszystko ładnie, zgrabnie opisane. Wiele autorek mogłoby się od Ciebie uczyć, w tym ja ;D.
      Nie ma większych powtórzeń, klarownie przedstawione przemyślenia i wydarzenia...Można się zachwycać do woli! <3
      Mam nadzieję, że stan Sophie nie będzie się narażać, bo inaczej Hermiona chyba zwariuje.
      O jeju, przed wakacjami kolejna notka? Pewnie wins szkoły ;( Jakoś trzeba wytrzymać.
      Życzę Ci dużo weny, kochana! ;*
      N.


      co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com

      Usuń
    2. Naprawdę, naprawdę. Cieszę się, że nie było widocznych błędów, oprócz literówek... Och, one zawsze muszą się gdzieś wcisnąć.
      W sumie sytuacja z mężem Megan wypadła zupełnie niespodziewanie... Nie wiem czy ktoś pamięta, ale w pierwszym rozdziale Megan opowiadała o swoim mężu, o tym, dlaczego od niego uciekła, więc postanowiłam kontynuować tą wzmiankę.
      Musi coś się między nimi zacząć dziać, choćby normalna rozmowa, ale jednak chcę, żeby te sarkastyczne nuty pozostały. Co do Wooda - na razie nic nie mówię, wszystko wyjdzie w dalszych rozdziałach, choć ja plan już mam. Dziecka nie mam, ale bardzo lubię dzieci i one chyba mnie też, patrzeć jak się uśmiechają, czy proszą, żeby się pobawić - słodkie! :D
      Ten pomysł z wesołym miasteczkiem wpadł mi do głowy w trakcie pisania i musiałam po prostu wdrożyć ten pomysł w życie, uznałam, że przyda się jakiś weselszy wątek.
      Cieszę się, że podoba Ci się postać Draco, jego charakter, bo ostatnio miałam pewne wątpliwości, gdy zobaczyłam, że niektórzy uważają go za "ciepłą kluskę"... Jaki jednak może być lekarz, w dodatku zajmujący się dziećmi? Ach, miała być wzmianka o gazecie w tym rozdziale, ale postanowiłam potrzymać Was dłużej w niepewności.
      Nie mów tak, każdy pisze inaczej i w każdym tekście trzeba potrafić odnaleźć coś pozytywnego... Ja również mogę nauczyć się od Ciebie wielu rzeczy. :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      M.

      Usuń
  2. Rozdział cudowny, mało się w nim dzieje ale coś w sobie, że czytałam go od początku do końca z zapartym tchem. Coraz lepiej idzie Ci pisanie, fabuła powoli się rozkręca i jestem ciekawa jak to dalej będzie.
    Draco prawi kazania, poucza Hermionę? No wyszło to całkiem całkiem. Nie spodziewałam się takiego oblicza i atak dziewczyny. Dzieje się a dzieje :)
    Coś ostatnio te rozdziały z dłuższym odstępem się pojawiają ale nie szkodzi. Pewnie szkoła co ;)
    Pozdrawiam
    Dajana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobał, Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna.
      Niestety z dłuższymi odstępami, nie radzę sobie ze znalezieniem czasu na pisanie... mam nadzieję, że za rok, po maturze, chociaż trochę odetchnę i niby nie chcę tego czasu za rok, ale jednak chcę już skończyć szkołę. :) Och, rozgadałam sie o niczym.
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam!

      M.

      Usuń
  3. Nareszcie mój wyczekiwany rozdział <3
    Udał ci się znaleźć trochę wolnego czasu :)
    Widać, że napracowałaś się przy nim bo jest wspaniały. Czemu ja tak strasznie kocham twojego bloga? Jestem oczarowana fabułą i jestem ciekawa dalszego obrotu spraw. Będę czekać na kolejny rozdział nawet jeśli miał by się pojawić za rok.
    Pozdrawiam
    Mrs.Nox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział Ci się spodobał! Wiem, że na niego długo czekałaś, mam nadzieję, że się opłacało. :) Dziękuję za takie miłe słowa, to naprawdę kochane.

      M.

      Usuń
  4. Świetny rozdział już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie się coś między nimi dzieje!!! Nie lubię, jak padają sobie w ramiona w pierwszych rozdziałach, ale czekałam na moment, aż zaczną w miarę normalnie rozmawiać i cieszę się, że Sophie jest taka wesoła, uśmiechnięta i nie bała się zaprosić pana doktora do wesołego miasteczka.
    Podobała mi się bardzo scena wizyta Hermiony i małej w szpitalu. Rozmowa z Malfoyem, to jak się traktują, ach. Widać dużą poprawę w ich relacjach.
    Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że Megan opuści Denver i Draco. Cała ta sprawa z jej mężem, prześladowaniem itd. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie i nie zostawi go samego.
    Na rozdział trzeba było trochę poczekać, ale bardzo mi się podobał i czekam na następny :) szkoda, że dopiero przed wakacjami, ale podejrzewam, że to przez szkołę. W sumie to nie dziwie się, bo kolejne 3 tygodnie mam zawalone sprawdzianami. Akurat na koniec roku nauczycielom przypomniało się, że muszą zrobić test, ehh.
    Pozdrawiam :)
    silence-guides-our-minds.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nareszcie rozmawiają! :D Bardzo się cieszę, że takie małe gesty Wam się podobają, ponieważ właśnie o to mi chodzi. Żeby te rozmowy były dla Was interesujące, ciekawe. Hm, czy Megan opuści Denver... Powiem Ci, że jest to ciekawa wizja, ale nie zdradzę, jakie mam zamiary co do Megan. :)
      Taaak, wiem, niestety takie odstępy będą się już pojawiały. Matura zbliża się wielkimi krokami, koniec drugiej klasy, a mnie nauczyciele męczą i męczą, chcąc wycisnąć dokładnie wszystko... Chcę już wolne, to moje marzenie. Może uda mi się napisać coś wcześniej, ale to stoi pod ogromnym znakiem zapytania. :)
      Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam!

      M.

      Usuń
  6. Zacznę od szaty graficznej: chyba też złożę tam zamówienie; wymyśliłam sobie skromny, minimalistyczny szablon. Muszę poprzeglądać inne prace tej autorki, ale myślę, że Twój wystarczająco mnie przekonał - kolorystyka jest świetna :) Pasuje do opowiadania!

    Chciałam napisać komentarz z zachowaniem chronologiczności wydarzeń w tym rozdziale, ale na usta samo ciśnie mi się pytanie: CO TO ZA GAZETA?
    Wiem, powinnam być skupiona na Megan, jej mrocznej historii i próbie ucieczki od męża(ciekawe kto kto jest, swoją drogą),ale nie mogę wyrzucić z głowy tego skrawka papieru - dlaczego zrobił na Hermionie takie wrażenie?
    Poza tym zauważyłam, że Granger coraz częściej zdarza się myśleć o Woodzie - czyżby to zapowiedź jego powrotu lub szerszych nawiązań do jego osoby? Czemu odnoszę wrażenie, że prędzej czy później i tak pojawi się w Denver? Oczami wyobraźni widzę Olivera wkraczającego na scenę z heroicznym zamiarem uratowania Sophie jako jedyny zgodny dawca szpiku. Wierz lub nie, ale mam już wymyślony cały dalszy scenariusz z - co tu kryć - solidną garścią dramatyzmu!

    Nie każ nam długo czekać na kontynuację - ciekawe co przyniesie wycieczka do parku rozrywki. Mam nadzieję, że więcej przekomarzanek. Uwielbiam je <3

    Ściskam,
    Hera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten szablon jest piękny! Zakochałam się w nim normalnie od pierwszego wejrzenia, nie mogę się na niego napatrzeć. :') I cieszę się, że pasuje do opowiadania! Trafiłam na niego zupełnie przypadkiem.
      A nie powiem co to za gazeta, cierpcie! :D Nie no, żartuję, niedługo wszystko się okaże, miałam to już opisać w tym rozdziale, ale chyba potrzymam Was dłużej w niepewności; naprawdę mnie to korci!
      Jeśli chodzi o Wooda, to nic nie powiem... Może pojawi się w Denver, może nie, a może w ogóle nie będzie go w opowiadaniu? Słodka tajemnica. :) Cieszę się, że Twoja wyobraźnia tak pracuje, że aż wymyślasz dalsze rozdziały, to miłe!
      Nie zdradzę co niesie za sobą wycieczka do wesołego miasteczka, sama jeszcze nie wiem jak to opiszę, ale na pewno postaram się, żeby było ciekawie. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  7. Zaczyna się rozkręcać :)
    Ciekawi mnie to czy pojawi się wreszcie magia, tak mi jej brakuje, ale w końcu to czarodzieje, tutaj może się zdarzyć wszystko :)
    Rozdział bardzo fajny, mim elementu grozy na koniec było wiele uśmiechu, tego mi było dzisiaj trzeba.
    Czekam więc na dalszy rozwój sytuacji.
    Pozdrawiam,
    Domi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, coś powoli zaczyna się dziać, więc i ja zacieram ręce z niecierpliwości, bo sama nie mogę się doczekać, aż zacznę opisywać niektóre wydarzenia. Magia jeszcze się pojawi, chociaż oczywiście nie będzie jej zbyt wiele ze względu na to, że akcja opowiadania toczy się w mugolskim świecie. Cieszę się bardzo, że rozdział Ci się spodobał, to bardzo miłe. :)
      Dziękuję za komentarz i także pozdrawiam!

      M.

      Usuń
  8. Draco dojrzał....
    hmmm zaczyna się robić ciekawie. Rozdział genialny. I serio, nie został sprawdzony? Ja tam nic nie wyłapałam, chociaż bardziej skupiłam się na treści, którą chciałaś nam przekazać niż na błędach. A jakbyś potrzebowała bety, to się polecam :)
    Nie mogę się doczekać, następnego rozdziału! Pisz szybko, utrzymuj ten niepowtarzalny nastrój! Gdy zobaczyłam, że masz następy rozdział, zaczęłam piszczeć, jaknym zobaczyła Hazzę u siebie w pokoju bez koszulki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Draco był dojrzały od początku mojego opowiadania, przynajmniej tak mi się wydaje. :D Oczywiście cieszę się, że rozdział Ci się spodobał, to bardzo miłe, czytać takie słowa. Naprawdę nie wyłapałaś żadnych błędów? Ciągle walczę z przecinkami, wydaje mi się, że z resztą nie jest tak źle. Jak na razie swoją bętę mam, ale jeśli potrzebowałabym pomocy, na pewno się odezwę. :)
      Przed wakacjami raczej powinien się pojawić. Na razie sprawdzam swoje poprzednie opowiadanie, więc jestem tym pochłonięta, a Niewolników na ten czas muszę odłożyć na bok, z bólem serca. Cieszę się, że wywołuję w Tobie takie emocje, to miłe!
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  9. Wiesz, rano straciłam rachubę czasu i nie napisałam dla Ciebie komentarza... ,,Aa, napiszę go w szkole" - pomyślała sobie Salvio. Ta, pakiet internetu mi się skończył, więc ta głupia Salvio nie napisała komentarza. :)
    Wiesz, jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam tą dedykację? A specjalnie Ci nie przypominałam, wiesz, że nie lubię się dopominać. Jej, ale mi miło. Ale to dlatego, że zakład wygrałam, hehe, miałam przeczucie, żeby się założyć.
    Teraz do sedna, bo rozgadałam się o prozaicznych rzeczach, a tu takie dzieło tylko czeka na recenzję. Powiem Ci, że gdy zaczęłam rozdział, strasznie się wkręciłam. Kiedy przeczytałam pół rozdziału, musiałam wychodzić z domu i ze zniecierpliwieniem czekałam, aż się znajdę w busie, ładnie sobie usiądę i dokończę... Nie było miejsc siedzących, więc czytałam, obładowana torbami, na stojąco.
    ,,w końcu marzenia nie spełniają się same, je się spełnia" - pamiętam nasze wszystkie rozmowy, Mrs M., a tą już szczególnie. Gdy zobaczyłam ten fragment, od razu polepszył mi się humor, banan na twarzy i takie tam... :)
    Wiesz, że masz ładny szablon? Wiesz. (Cały czas mi to powtarzasz).
    Dzisiaj (znaczy, wtedy, kiedy czytałam) polubiłam Timber. Zwłaszcza jej imię, które bezczelnie splagiatowałaś od Toma. Czasami Timber wydaję mi się zbyt inteligentna, ale słyszałam, że takie psy się zdarzają (szkoda, że mój jest głupi jak but).
    Oczywiście muszę Cię pochwalić za opisy. To przez Ciebie je polubiłam pisać i czytać, salviom. Twoje są takie... inne, niż na innych blogach. Myślę, że twoja oryginalność objawia się w opisach. Dialogi też są naturalne, ale jednak TE opisy mają w sobie coś magicznego i chociaż nie piszesz zbyt wiele (jeszcze) o Hogwarcie, między Draco a Hermioną iskrzy. Czy to nienawiścią, czy tą cholerną miłością, nieważne, jest między nimi chemia. BO MIĘDZY NIENAWIŚCIĄ A MIŁOŚCIĄ JEST CIENKA GRANICA.
    Szkoda, że Sophie już wyzdrowiała, a przynajmniej czuje się lepiej, Hermiona będzie miała mniej styczności z Draco, szpital ich bardziej łączył. Ale czekam na opis (tak, opis, albo analizę, jak wolisz) wypadu do wesołego miasteczka... NAWET nie zdajesz sobie sprawy, co ja przeżyłam, gdy to przeczytałam. Wydarł się ze mnie jakby pisk opon.
    Dobra, teraz na blachę idzie Megan. Swoją drogą, tknęłaś w tą postać duszę i taki zabieg zdecydowanie mi się podoba. Już nie mówiąc, że Ci go zazdroszczę. Ja dalej mam problem z obiektywnym spojrzeniem na swoje postacie.
    Chyba najbardziej niesamowita rzecz w twoim opowiadaniu to to, że kontakty między ludźmi są tak dobrze napisane. Czuję emocje, jakie czuje Hermiona, gdy patrzy na Sophie, jak patrzy na Draco. Między innymi to wyczekiwanie jest całą kwintesencją twojego bloga, nic nie przyspiesza. Jednocześnie czekam na rozwój wypadków, ale też czekanie jest strasznie smakowite.
    I chyba punkt kulminacyjny w moim komentarzu: ,,W jego wzroku było coś, przez co nie potrafiłam oderwać spojrzenia od niebieskich oczu Malfoya."... Tutaj już sikałam pod siebie. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecałam, a ja staram się dotrzymywać obietnic, więc proszę - dedykacja jest! Nie mów dzieło, bo dziełem ten tekst na pewno nie jest; mów, że jest dobry, jeśli tak sądzisz, to mi wystarczy w zupełności.
      Ale to prawda! Marzenia trzeba spełniać samemu, nikt tego za nas nie zrobi... A stanie w miejscu w niczym nie pomoże.
      Wiem, że jest piękny! Za każdym razem gdy wchodzę na blog zakochuję się od nowa. :')
      Czekałam aż ktoś nawiąże do tego, że Timber to imię psa Toma! Och, wiem, że je bezczelnie splagiatowałam, ale ten cel był jak najbardziej umyślny. Swojego psa, gdy go tylko będę miała, też tak nazwę, a co, kto mi zabroni!
      Wiesz co, za dużo mnie chwalisz. :D Jak wracam do moich tekstów, wydają się one nadzwyczaj normalne, wiec zupełnie nie wiem o co Ci chodzi. Ale cieszę się, że się podoba - to największa pochwała dla autora opowiadania. Jest bardzo cieńka linia, bardzo!!! Ja to widzę, nawet jeśli nie mam soczewek...
      AHA? SZKODA, ŻE Z SOPHIE LEPIEJ? Zapamiętam, zołzo jedna, jeszcze będziesz o to prosić, zobaczysz. :)
      Wyobraziłam to sobie i zaczęłam się głośno śmiać... Ty też spróbuj, pisząca jak opony Salvio jest całkiem śmieszna.
      Cieszę się! W Megan tchnęłam trochę mnie samej, nie potrafię jeszcze tworzyć własnych bohaterów, przynajmniej tak mi się wydaje.
      Twoje słowa są bardzo miłe, podbudowały mnie teraz, gdy jakoś na wszystko odeszły mi ochoty... Przestałam nawet sprawdzać Drogę, bo po prostu nie potrafię. Może dzisiejszego wieczora się przełamię, mam nadzieję.
      Nie sikaj... :)))
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  10. Jednym słowem genialnie! Ale wprowadziłabym więcej akcji bo powoli staje się monotonnie. Ale czuje że Mąż Megan i wesołe miasteczko wprowadzą wartką akcję!;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana! Co do "więcej akcji" - tak to sobie zaplanowałam, więc musicie zacisnąć zęby albo zrezygnować z dalszego czytania. Od początku zapowiadałam, że w Niewolnikach będzie się mało działo. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  11. świetny rozdział bardzo przyjemnie się czytało. Ralcja Draco Heriona powolutku ulegają zmianom i jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy ;)
    Twoja historia zapada w pamięć ;))
    Pozdrawiam Syntia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo miłe! Tak, ich relacja idzie wolnymi kroczkami do przodu, ale będzie to się rozwijało baaardzo wolno. :) Cieszę się z takich słów, o to mi chodzi!
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  12. Bardzo ciekawy rozdzial, akcja coraz bardziej sie rozkreca z czego sie ciesze.
    Spodobaly mi sie rozmowy Draco/Hermiona. Ten fragment mnie rozsmieszyl:"Czyżbyśmy wracali do Mafloy – Granger?
    ─ A czy kiedykolwiek od tego odeszliśmy? (...)" :D
    Ale w koncowce to mnie przestraszylas... Myslalam, ze cos sie stalo Megan. Jednak, ze zapowiada sie bardzo ciekawa i emocjonujaca historia w roli glownej z jej mezem.
    No to zycze weny!
    Oby bylo wiecej watkow z Timber. ^^ Kocham ta suczke. <3
    -Voldemort

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zaciekawił Cię ten rozdział, bardzo mi miło. Na razie ich rozmowy będą nadzwyczaj normalne, chociaż te nutki sarkazmu nadal będzie można wyczuć. Co do historii Megan - na razie nic nie zdradzę, bo sama do końca nie wiem, jak to będzie wyglądało, ale coś wymyślę. Timber będzie się pojawiała ciągle, więc spokojna głowa. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  13. Bardzo emocjonalny rozdział. Zapewne powtórzę się, ale będzie to szczerą prawdą: potrafisz genialnie budować napięcie. Końcówka mnie zaintrygowała niesamowicie. Jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się dalej. Wplecenie wątku męża Megan jest naprawdę dobrym posunięciem i dosłownie odnosi się do tytułu: Niewolnicy.... Naprawdę masz wielką wyobraźnię. :D
    Bardzo podobają mi się sceny Hermiony i Sophie, są jednymi z moich ulubionych. Fantastycznie przedstawiasz Draco, jako lekarza. Jego troska o swoich pacjentów jest godna podziwu. Cieszę się, że robisz z niego takiego jednocześnie czułego Malfoya, ale jednak wciąż starego w rozmowach z Hermioną. :D
    Akcja się rozwija i jest coraz ciekawiej, bardzo mnie to cieszy ^^ Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i wypadu do wesołego miasteczka :D
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo weny! <3
    Charlotte Petrova

    -----------------------------------
    Jeśli masz ochotę zapraszam Cię do siebie na rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać! Cudowny szablon, jest naprawdę śliczny. Bardzo podoba mi się zastosowany CSS, naprawdę fajne animacje. :D

      Usuń
    2. Dziękuję za takie miłe słowa! Czy moja wyobraźnia jest taka wielka, to nie byłabym tego pewna... Od czasu do czasu wpadnie mi do głowy jakiś plan, ale to się dzieje naprawdę rzadko. :D
      Cieszę się, że te sceny przypadły Ci do gustu, pisze mi się je dość lekko, nie mam z nimi większego problemu. Co do Malfoya - w tajemnicy powiem Ci, że go lubię.
      Ja też nie mogę się doczekać aż zacznę pisać nowy rozdział, mam nadzieję, że nastąpi do niebawem. :)
      Dziękuję za komentarz!

      M.

      Usuń
  14. Witam!
    Recenzja tego bloga już pojawiła się na "smoczej Krytyce".
    Zapraszam! C:

    OdpowiedzUsuń
  15. Naprawdę świetny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam serdecznie :)
    Nie ukrywam, jestem tu nowa jeśli chodzi o komentarze.
    Ostatnio ten blog poleciła pewna blogerka, która także zajmuje się dramione. Zwróciła moją uwagę tym, iż zaznaczyła, że ta historia jest wyjątkowa i niespotykana, temat nieoklepany i świeży. Skusiłam się i myślę, że była to jak najlepsza decyzja.
    Muszę stwierdzić, że od początku mnie zaciekawiłaś, Mrs. M. ;) Znalazłam temat, jakiego szukałam i historię, która mnie wciągnęła.
    Szczególnie spodobało mi się to, że ta historia jest całkowicie niebanalna, do tego przedstawiona z dwóch różnych perspektyw, co zwraca uwagę czytelnika (taka wymiana przypomina mi "Wierną" Veronici Roth - polecam, jeśli nie czytałaś).
    Opisy, choć może i proste w niektórych momentach, właśnie prostotą mnie urzekły. Lubię poetyckie przedstawianie wydarzeń, ale przecież nie opisy są w opowiadaniu najważniejsze. Dla mnie liczą się głównie wciągająca, niebłaha fabuła i ciekawie wykreowane postacie.
    Powiem szczerze, że, jeśli chodzi o styl, jest naprawdę dobry. Pozwala odczuwać jeszcze większą przyjemność z czytania.
    Nie lubię wytykać, więc powiem tylko, że wyłapałam kilka drobnych błędów, które jednak nie były znaczące dla jakości lektury.

    Teraz w końcu przejdę do sedna - zajmę się fabułą ;)
    Powiem ci, że jest naprawdę ładnie rozbudowana, a przede wszystkim nie ma w niej niczego z oklepanego schematu (oprócz dramione, które i tak dopiero wchodzi do tej historii). Cieszę się, że wydarzenia nie pędzą jak szalone i Draco i Harmiona nie przytulają się już i całują, ale odczuwam radość także z powodu, że jednak czuć jak czas upływa i nic nie ciągnie się jak tasiemiec.
    Wierzę w Sophie, mam nadzieję, że przetrwa dzielnie leczenie i będzie się mogła cieszyć życiem. Imponuje mi jej ta dziecięca mądrość, siła i energia, jaką posiada. Bardzo spodobał mi się ten pomysł z wesołym miasteczkiem - wplótł nieco humoru ;)
    Co do Hermiony... Przedstawiłaś ją tak realistycznie, że chwilami nie mogłam przestać sobie wyobrażać, co by było, gdybym była na jej miejscu. Widać, że jest silną kobietą, ale jest także częściowo wyniszczona przez problemy i cierpienie. Mam nadzieję, że ona także dotrwa do końca, że uda jej się odnaleźć jeszcze wiele szczęścia w życiu.
    Draco! Osobowość złożona, niezwykle zmieniona przez wojnę i śmierciożerstwo. Jego nieustająca miłość do matki jest piękna i, szczerze mówiąc, zwyczajnie się wzruszyłam, kiedy czytałam jego wspomnienia i retrospekcje. Podziwiam jego chęć pomagania innym, ratowania życia. Widać, że choć nęka go przeszłość, to idzie przez życie z podniesioną głową, po drodze starając się zadość uczynić za swoje grzechy. Na szczęście, przynajmniej dla mnie, zostało mu trochę ze szkolnego Malfoya - powróciła (po części) chęć do sprzeczania się (i znowu wplotłaś trochę humorku, Mrs. M!).
    CUDOWNIE SIĘ CZYTA, CUDOWNIE SIĘ KOMENTUJE!

    Za niedługo wpadnę sprawdzić, co z rozdziałem 13 :)

    FENK JU WERY MACZ ZA OPOWIADANIE!!! <3

    Miśka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze coś: kiedy korzysta się z blogera w internecie to tego nie widać, ale kiedy wejdzie się na komputer… po prostu śliczny szablon!
      Jeszcze: Wspomnienia Hermiony, Draco - ich strach, ich niepewność ;* cudownie opisane, żałuję że o tym tam wyżej nie wspomniałam :P
      No to teraz będę już stałą czytelniczką! :D

      Usuń
    2. *w internecie NA TELEFONIE

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz jak bardzo ucieszył mnie Twój komentarz! Momentalnie poprawił mi się humor, naprawdę. :)
      Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że spodobało Ci się moje opowiadanie. Starałam się stworzyć coś, co jeszcze w naszym dramionowym świecie się nie pojawiło, więc cieszę się, że uważasz, iż moja historia jest niebanalna. :) Nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale może wybiorę się do biblioteki, z ciekawości.
      Cieszę się, że mój styl pisania przypadł Ci do gustu. Osobiście uważam, że jeszcze wieeeele muszę się nauczyć, w końcu mam jeszcze przed sobą wiele czasu.
      Nawet nie wiesz jak się cieszę z tych słów! To chyba najlepsze co może usłyszeć każda bloggerka - że nie ma niczego oklepanego. Starałam się, zresztą nadal się staram, coś takiego tworzyć.
      Co do Sophie nie mogę nic zdradzić, jedynie może to, że przed nią długa, długa droga. Pomysł z wesołym miasteczkiem wpadł mi do głowy zupełnie przypadkiem. Nie mogę się doczekać aż zacznę pisać ten moment. :) Co do Hermioony - sama ją polubiłam i często w jej zachowaniu ukrywam swoje cechy charakteru albo innych, bliskich mi osób. Draco jest dla mnie trudną postacią, wysoko postawiłam sobie poprzeczkę, opisywanie niektórych medycznych definicji jest czasem dla mnie trudne, choć dobrze się przy tym bawię. :D
      Myślę, że rozdział 13 pojawi się niedługo - zaczęłam już go pisać, a teraz praktycznie nie mam juz nic do nauki, więc działam! ;)
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz, sprawiłaś mi nim ogromną przyjemność.

      M.

      Usuń
  17. Należą mi się baty ale nie wyświetlił się rozdział, że w ogóle jest nie wiem czemu
    Blogger lubi czasem świrować.
    Na początek cudowny szablon i bardzo mi się podoba.
    Pasuje do opowiadania. Tymczasem przeczytałam rozdział jednym tchem. Biedna Sophie... ale mimo wszystko mądra dziewczynka. Usiłuje w jakiś sposób połączyć mamę i Dracona a pomysł z wesołym miasteczkiem jest ciekawy. No i jeszcze Megan. Czuje że dziewczyna może mieć poważne kłopoty a to może być dopiero początek. Aj kochana czemu tak długo nie ma rozdziału? Czekam nieierpliwie i aby jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubi, lubi, ostatnio na Katalogu, który prowadzę, nie mogłam dodać blogów przez kilka dni, bo się zbuntował nasz blogger kochany. ;)
      Cieszę się, że szablon Ci się podoba! Niestety będzie już krótko, bo postanowiłam zamówić własny, ale coś czuję, że w niedalekiej przyszłości i tak do tego wrócę.
      Świetnie, że rozdział Ci się podobał! Nie mogę Ci zdradzić co zamierzam w związku z Megan, ale jedno mogę obiecać - będzie ciekawie, przynajmniej się postaram. (:
      Rozdział powinien niedługo się pojawić, co prawda muszę się uczyć do prawa jazdy, bo niedługo egzamin, ale postaram się znaleźć trochę czasu dla Niewolników. (:

      M.

      Usuń
  18. Wow, świetny :) Jestem zaskoczona tym, co się dzieje między Draco i Hermioną, coś jakby.. magia? :D Podoba mi się to :) Przeraża mnie myśl o mężu Megan, skoro jest potworem, to jego powrót może oznaczać tylko kłopoty... Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam :)

    http://slady-cieni-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba, to najpiękniejsze słowa dla każdej autorki opowiadań. :) Co do męża Megan - nic nie zdradzę, w późniejszych rozdziałach wszystko się wyjaśni.
      Dziękuję za komentarz i także pozdrawiam!

      M.

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. USUWAM CIE ZE WSZYSTKIEGO, PA, WSZYSTKO USUNE.

      Usuń
  20. Nie wiem, czy już to pisałam, ale bardzo lubię Megan. Jest miła, opiekuńcza, a w odpowiednich momentach potrafi postawić Malfoya do pionu.
    Bardzo współczuję Hermionie. Nie jestem w pełni świadoma, co musi przeżywać, ale domyślam się, że nie może to być łatwe. Jej sen bardzo mi się podobał i po cichu liczę na to, że Oliver jeszcze pojawi się w jej życiu. :)
    Przechodząc do dalszej części rozdziału - nareszcie Dramione! Mimo że na razie są ze sobą w bardzo koleżeńskich stosunkach, cieszę się, bo myślałam, że dopiero później zaczną ze sobą normalnie rozmawiać, a tu proszę, idą razem do wesołego miasteczka. Nie całkiem "razem", bo z Sophie, ale zawsze coś. Ich rozmowę bardzo przyjemnie się czytało i mam nadzieję na więcej takich.
    Zdziwiłam się zachowaniem Malfoya. Myślałam, że zaniesie rzeczy Sophie i od razu wróci do domu, ale on za to wszedł do kuchni i najzwyczajniej w świecie zaczął czytać gazetę.
    Rozdział bardzo mi się podobał i czekam na następny. :) BTW, Sophie jest przeurocza i mam nadzieję, że jej nie uśmiercisz. Jestem świadoma tego, że dużo jeszcze przeżyje, ale wierzę w to, że nie umrze.
    silence-guides-our-minds.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiem, wiem… Dawno mnie nie było… Dawno nie komentowałam…Przepraszam…
    Musiałam trochę na nowo wdrążyć się w ta historie… Rozdział bardzo przyjemnie mi się czytało… Mam wrażenie, że następuje w nim jakiś przełom… Może się mylę ale odnoszę wrażenie, że po nim zacznie się inny etap historii. Jestem jak Granger ciekawa wcześniejszego życia Malfoy’a… Sytuacji, które doprowadziły go do tego a nie innego miejsca… Mam nadzieje, że kolejne rozdziały przyniosą chociaż cząstkę odpowiedzi.

    Co do mojego bloga… To mam straszny problem z pisaniem… Nie mogę się wdrążyć… Mam nadzieje, że końcu nastąpi przełom i polecę z rozdziałem do przodu.

    Całuje Effy :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale się cieszę, że Draco i Hermiona juz normalnie ze sobą rozmawiają. To idzie w bardzo dobrym kierunku. A jeszcze ten pomysł z wesołym miasteczkiem... Świetny:-D Mam nadzieję, że będzie to kolejny przełom w ich relacji. Draco jest wspaniałym przyjacielem dla Megan. Cieszę się, że tak na wspiera i nie pozwoli jej skrzywdzić. To jest piękne zachowanie. Oby nic strasznego się im nie wydarzyło. Ale musi być popaprany ten jej mąż. No nic, trzymam kciuki za udany wypad do wesołego miasteczka;-)
    Pozdrawiam
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  23. #MagiczneSmakołyki #PieprzneDiabełki

    Sophie to mała intrygantka. Nie spodziewałam się, że wpadnie na taki pomysł. Ciekawi mnie, co tam się wydarzy. Poza tym jestem zaintrygowana tym, co tworzy się między Draco a Hermioną. Tylko co to jest? Ech, sama nie wiem.
    Szkoda mi Megan. Biedna kobieta musi się ukrywać przed psycholem... no ale Draco zachował się tak cudownie <3

    Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa Belikov